Euro 2016 z tyłu głowy. Krychowiak: Na Euro jedzie się grać, a nie podziwiać widoki

Grzegorz Krychowiak: - Nie miałem żadnych treningów technicznych w Sevilli. Po prostu gra z lepiej wyszkolonymi stawia wyższe wymagania. Musiałem się dostosować do poziomu, żeby nie skończyło się na nieustannym bieganiu za piłką.

W piątek 23 stycznia podczas treningu Sevilli Grzegorz Krychowiak doznał skręcenia prawego kolana i będzie pauzował około czterech tygodni. Polak nie zagrał w niedzielę w zwycięskim meczu ligowym z Levante (3:1). Drużyna awansowała na piąte miejsce w tabeli, ale ma aż 8 pkt straty do Villarreal zajmującego pozycję dającą prawo gry w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. O 20.30 Sevilla, też bez Polaka, gra u siebie z Celtą Vigo pierwszy mecz w półfinale Pucharu Króla. - O kontuzji mówić nie chcę. Nie ma sensu - powiedział.

Tylko pięć goli straconych w ostatnich 16 meczach - co się zmieniło w Sevilli w porównaniu z początkiem sezonu, gdy sześć bramek straciliście w zaledwie czterech kolejkach ligowych?

- Nowi piłkarze potrzebowali czasu na aklimatyzację, nauczyli się języka, trener wkomponował ich w drużynę, dlatego wyniki są znacznie lepsze. Nie ma w tym tajemnicy, potrzebowaliśmy czasu, pracy i wszystko zaczyna działać, jak trzeba.

Miarą postępu, jaki zrobiliście, mogą być mecze z Atletico Madryt. W drugiej kolejce u siebie przegraliście z nimi 0:3. Rywal okazał się zdecydowanie bardziej wyrachowany od was. Niedawno w Madrycie było 0:0. I tu bardziej wyrachowani byliście wy. Zarzucano wam nawet, że od początku interesował was wyłącznie remis.

- Graliśmy o zwycięstwo, zawsze tak gramy. Nigdy trener nie powiedziałby nam, żeby nie próbować wygrać. Sytuację skomplikowała nam czerwona kartka Vitolo pół godziny przed końcem. W dziesięciu było już bardzo trudno, zwłaszcza z rywalem walczącym o mistrzostwo. Na Vicente Calderón nikomu nie gra się łatwo. Z drugiej strony uważam, że mamy taki potencjał, że nawet pokonanie Atletico na wyjeździe nie jest poza zasięgiem. Zespół zrozumiał, że fundamentem wyników jest dobra gra w obronie, i mecz w Madrycie to potwierdził. Remis to dobry wynik, ale nie jesteśmy drużyną, której szczytem marzeń są remisy. Przeciwnie. Walczymy o pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie. To jest nasz problem. Ambicją Sevilli jest znaleźć się w czołówce Primera División, powalczyć o miejsce w Lidze Mistrzów. Żeby to osiągnąć, musimy się przełamać i zacząć wygrywać na wyjeździe.

Wygraliście z Barceloną, Realem, zremisowaliście w Madrycie z Atletico. A przegraliście z Granadą czy Las Palmas. Dlaczego?

- Nie jest łatwo to wytłumaczyć, ale nauka z tego płynie taka, że o miejsce w Lidze Mistrzów nie walczy się z wielkimi: Barceloną, Realem i Atletico, ale z tymi, którzy biją się o utrzymanie. Z nimi musimy wygrywać. U siebie obowiązkowo, a najlepiej także na wyjazdach. Nasz problem w tym sezonie polega na tym, że nie możemy się przełamać poza własnym stadionem. Jeśli pokonamy tę słabość, będzie dobrze. Innej drogi nie widzę.

Ma pan jakiegoś rywala w Hiszpanii, który panu szczególnie nie leży?

- Nie mam. Na każdego da się znaleźć jakiś sposób, żeby Sevilla mogła z nim wygrać.

Pana statystyki pokazują, że poprawił pan grę w ofensywie, drugi sezon w Hiszpanii jest pod tym względem lepszy od pierwszego. Miał pan jakieś specjalne treningi, na przykład techniczne?

- Nie. Żadnych. Po prostu gra z piłkarzami lepiej wyszkolonymi technicznie stawia wyższe wymagania. Stajesz się lepszym piłkarzem. Musiałem się dostosować do poziomu, żeby nie skończyło się na wielu stratach i nieustannym bieganiu za piłką. Kiedy chcesz grać, a nie biegać, musisz nauczyć się szanować piłkę. Oczywiście, straty są częścią futbolu, nikt nie jest doskonały, by ich w ogóle uniknąć, ale trzeba je ograniczyć do minimum. Każde podanie wiąże się z ryzykiem, większym lub mniejszym. Głupie straty mogą jednak bezpośrednio wpływać na wynik - i to je trzeba wyeliminować przede wszystkim. Strata w polu karnym rywala nie jest tym samym co strata we własnym, gdy za plecami masz tylko bramkarza.

Derby Sewilli poznał pan dopiero w tym sezonie. Jak wrażenia?

- Niesamowite. O każdym meczu mówi się do następnej kolejki, derby wspomina się pół roku. Czuło się, że dla klubu i naszych kibiców spotkanie z Betisem jest wyjątkowe. W lidze mimo kilku szans nie daliśmy rady wygrać, jeden punkt przyjęliśmy z niedosytem. Za to w Pucharze Króla wzięliśmy bezdyskusyjny rewanż.

Kto będzie w tym roku mistrzem Hiszpanii? Barcelona wydaje się wyjątkowo mocna... Grał pan już w tym sezonie z całą trójką ze szczytu.

- Nie potrafię wskazać na jeden zespół. Czołowa trójka wydaje mi się równie mocna, choć każdy jest inny. Barcelona kocha być przy piłce, Atletico gra ostrym pressingiem przez 90 minut i osiągnęło mistrzostwo w grze defensywnej. Real jest drużyną o stylu pośrednim: uwielbia grę z kontry, ale po przyjściu Zinédine'a Zidane'a zaczął częściej dominować w ataku pozycyjnym, grać ładniej i strzelać mnóstwo bramek. Nikogo z tej trójki bym nie skreślał, to absolutny światowy top.

Zidane to idol całej Francji.

- Był jednym z najlepszych piłkarzy w historii, legendą na całym świecie. Teraz musi udowodnić, że jest równie wybitny na ławce trenerskiej.

Złota Piłka dla Leo Messiego, całe podium dla graczy ligi hiszpańskiej, czwarte miejsce dla Roberta Lewandowskiego. Sprawiedliwy wybór?

- Myślę, że czwarte miejsce to znakomity wynik Roberta. Wybór najlepszych piłkarzy świata zawsze będzie trudny i w jakiś sposób dyskusyjny, ale skoro kapitanowie, trenerzy i dziennikarze tak wybrali, to ja uważam, że nie mamy innego wyjścia, tylko to uszanować.

W głosowaniu na trenera roku Adam Nawałka postawił na Unaia Emery'ego. To chyba dla pana komfortowa sytuacja, że szkoleniowcy kadry i klubu się cenią i lubią?

- Dla mnie najważniejsze, że istnieje dobra komunikacja między nimi. Rozmawiają ze sobą, wiedzą, kiedy dać mi trochę oddechu, współpraca w tym względzie jest dobra dla wszystkich stron.

Myśli pan czasem, czy starczy sił na Euro 2016? Gra pan w klubie bardzo dużo.

- Mistrzostwa mam na razie z tyłu głowy, jeszcze dużo czasu do nich. Teraz ważne są mecze Sevilli, ale jestem pewien, że sztab kadry zadba, żebyśmy byli gotowi fizycznie i mogli zagrać dobry turniej.

Po porażkach na Euro 2008 i Euro 2012 zawsze narzekano na przygotowanie fizyczne polskich piłkarzy. Że nie było dobre lub nie dość dobre, bo odstawali od rywali. Z drugiej strony wygląda to może śmiesznie, bo kiedyś martwiliśmy się, że reprezentanci nie grali w swoich klubach, teraz martwimy się, że grają za dużo.

- Ja mam zaufanie do sztabu trenerskiego kadry. Ludzie pracujący tam wiedzą, że wielu z nas grało przez 10 miesięcy właściwie co trzy dni. Radzili z tym sobie przed meczami eliminacji Euro 2016 i teraz sobie poradzą.

Na Euro 2016 Polska gra z Irlandią Płn. w Nicei, z Niemcami w Paryżu i z Ukrainą w Marsylii. Pan te miejsca dobrze zna, grał pan we Francji wiele lat. Pytali pana koledzy z kadry, jak tam będzie?

- Tak, Francja to dla mnie miejsce szczególne, ale na Euro jedzie się grać, a nie podziwiać widoki, architekturę czy zabytki. To nie wycieczka krajoznawcza, liczą się tylko piłka, boisko i wyniki. Nic poza tym.

Mecz z Irlandią Płn. trzeba wygrać?

- Trzeba. Zawsze wygranie pierwszego meczu jest kluczowe, ale to rywal wyjątkowo trudny. Wygrał swoją grupę w kwalifikacjach, pokazując futbol fizyczny, szybki, zdyscyplinowany. Będziemy musieli się wznieść na wyżyny, rzucić do gry 100 proc. Zresztą, by myśleć o awansie, trzeba zagrać na maksimum tego, na co nas stać, z każdym rywalem.

Wiele pokoleń polskich piłkarzy tkwiło w kompleksie niemieckim. Wy jako pierwsi z Niemcami wygraliście. Czy mecz w Warszawie może wam jakoś pomóc, dodać wiary, że powtórzenie tego we Francji jest możliwe?

- Niemcy są faworytem naszej grupy i całego Euro. To drużyna z absolutnego topu, o ogromnym potencjale. Ale wierzymy w swoje umiejętności i zawsze gramy o zwycięstwo. Nie ma powodu, by samemu się ograniczać i wychodząc na boisko, nie myśleć o trzech punktach. Na pewno jakieś doświadczenie w tym względzie zdobyliśmy w Warszawie.

Zgrupowanie przed Euro 2016 odbędzie się w Polsce? Oswoicie się z presją przed turniejem?

- Uważam, że to gest wobec naszych kibiców. Będzie z korzyścią dla obu stron. My będziemy czuli wsparcie do ostatnich chwil przed startem turnieju. Świadomość, dla kogo się gra, jest bardzo ważna, pozwala wyzwolić z siebie maksimum energii. I z całą pewnością warunki do przygotowania będą w Polsce doskonałe.

Czy będą to bezpieczne mistrzostwa?

- Ataki terrorystyczne w Paryżu były tragedią. Z całą pewnością jednak stadiony podczas Euro 2016 będą najlepiej strzeżonymi miejscami we Francji.

Marzenie o Lidze Mistrzów spełnił pan w tym sezonie. Ale nie wykroczyło ono poza sześć meczów grupowych. Czegoś panu żal czy Juventus i Manchester City były zwyczajnie za silne?

- Za silne? Takie tłumaczenie byłoby pójściem na łatwiznę. Rywale byli bardzo mocni, ale chcąc grać w Lidze Mistrzów, trzeba być na takich gotowym. Walka z Juventusem i City nie przekraczała granic możliwości Sevilli. Mogliśmy zrobić więcej, więc trzecie miejsce to jednak w jakimś stopniu porażka. Trzeba to przyjąć i wykorzystać doświadczenia w przyszłości. Wróciliśmy do Ligi Europy, te rozgrywki dobrze znamy i zależy nam na tym, by zajść w nich jak najdalej.

Czyli wygrać trzeci raz z rzędu?

- Dlaczego nie? Rywale są co prawda mocni jak w Lidze Mistrzów z Manchesterem United i Borussią Dortmund na czele, ale będziemy się bić z nimi i z każdym, kto stanie na drodze do finału. Skoro wygraliśmy dwie poprzednie edycje, to trudno mówić, że trzeci raz jest nieosiągalny. Mamy doświadczenie, znamy te rozgrywki, więc...

Pamiętasz te legendarne (i głupie) nagłówki?

Zobacz wideo
Więcej o: