Arkadiusz Milik: Zrobiłem krok do przodu. Z piłki juniorskiej trzeba zrobić duży przeskok do seniorskiej. Półtora roku temu podjąłem bardzo dobrą decyzję, poszedłem do Ajaxu. Dużo tam gram, mogę się rozwijać. Zmieniłem się jako piłkarz i jako człowiek, bo przejście do nowego klubu, w nowym kraju wiąże się z poznawaniem nowej kultury, nowych ludzi. W Amsterdamie spotkałem Dennisa Bergkampa i Franka de Boera, mogłem się od nich uczyć, zdobywać doświadczenie.
- Nie miałem tylu meczów w pucharach i w kadrze. Nie wiem, czy byłem niegotowy, ale czasami brakowało mi zaufania w klubach. Nie chodzi mi nawet o takie zaufanie, jakie mam u Adama Nawałki, bo nie każdy trener takie daje, ale w Augsburgu szczególnie mi go brakowało. Wcześniej, w Bayerze było inaczej. Gdy przychodziłem do Leverkusen, Stefan Kiessling był w naprawdę świetnej formie. Trudno byłoby mi wygrać z nim rywalizację i ja to szanowałem. Rozumiałem, że siedzę na ławce - każdy chce grać, ale wtedy byłem po prostu od niego gorszy. Na wypożyczeniu w Augsburgu sytuacja była inna. Gdyby trener Markus Weinzierl dał mi więcej zaufania, byłoby łatwiej.
Nie uważam jednak, by przejście do Niemiec było błędem. To doświadczenie dużo mi dało. Przez półtora roku trenowałem w Bundeslidze, wiem, jak oni pracują, dużo się nauczyłem od zawodników, z którymi ćwiczyłem w Leverkusen. To nie był stracony czas.
- Nie reprezentuję żadnej szkoły. Jesteśmy zakochani w drodze Roberta Lewandowskiego, który przed wyjazdem był królem strzelców ekstraklasy, ale to nie znaczy, że to wyjście optymalne dla każdego. Wojtek Szczęsny opuścił Polskę jako nastolatek i szybko zadebiutował w Arsenalu. Każdy powinien poczekać na moment, w którym czuje się na siłach i wyjechać. Dlaczego nie spróbować?
- Uważałem, że mam wystarczające umiejętności, by próbować. Gdybym nie wierzył w swój talent, może też bym wrócił. Ale wiedziałem, co potrafię i uznałem, że nie ma to sensu.
- Każdy musi to czuć. Zależy, czy ktoś dostaje choć cień szansy, czy nawet tego nie ma. O innych trudno mi mówić, ja wiedziałem, że stać mnie, by grać w dobrym klubie za granicą. Robiłem wszystko, by zostać, bo wiedziałem, że prędzej czy później mi wyjdzie.
- To było pierwsze spotkanie eliminacji i ostatnie przed szlagierem z Niemcami. Miałem nadzieję, że dzięki meczowi z Gibraltarem dostanę szansę z mistrzami świata. Zależało mi, by zostać z seniorami, pomogło zaufanie od selekcjonera. Dla piłkarza to bardzo ważne, tym bardziej, że nie było ono bezpodstawne, bo Nawałka znał mnie z Górnika Zabrze. Były głosy, że jestem za słaby, że się nie nadaję, a selekcjoner wciąż wierzył, że dam radę.
- Gdybym nie strzelił gola w siedemnastu meczach kadry z rzędu, pewnie byłoby inaczej. Ale ta sytuacja pokazuje, jak bardzo wierzył i wierzy we mnie Nawałka.
- Ajax ma w Polsce renomę, ale nie reprezentuje takiego poziomu jak kiedyś, nie liczy się w walce o Puchar Europy. Dlatego u nas pewnie bardziej zapracowałem tym, co zrobiłem w reprezentacji.
W młodzieżówce grałem prawie całe eliminacje, było mi żal, że koledzy nie awansowali na ME. Najchętniej zagrałbym wtedy i z Gibraltarem i z Grecją u trenera Marcina Dorny. Pierwsza reprezentacja jest najważniejsza, ale żałowałem, bo strzeliłem w eliminacjach młodzieżowych ME dziewięć goli, grałem w większości meczów. Faktycznie, młodzieżówka kilka razy mi pomogła - po hat-trickach z Maltą i Grecją zaczynałem potem mecze Augsburga w pierwszej jedenastce.
Wtedy miałem już umiejętności, by grać w Augsburgu i mieć miejsce w seniorskiej kadrze. Brakowało wiary w siebie, ją można zdobyć tylko dzięki regularnym występom. Gdy raz się gra, a raz nie, piłkarz traci pewność siebie i rytm.
- Oczywiście. Gdy nie zagrałem w sobotę, byłem niesamowicie zły i rozczarowany, ale już na treningu w niedzielę rano, za przeproszeniem, zdzierałem dupę, robiłem wślizgi, żeby się pokazać. Gdy w poniedziałek nie było treningu, tylko dzień wolny, byłem zły, że się nie mogę pokazać trenerowi. Ale myślałem już o wtorku, o tym, by przyjść na zajęcia i walczyć o swoje. Starałem się cały czas myśleć pozytywnie. Oczywiście nie zawsze się da, czasem to było już szukanie pozytywów na siłę. Wtedy najważniejsi są bliscy. Rodzina, która nas wzmacnia, mówi, że będzie dobrze.
- Nie. Naprawdę nie. Mam jeszcze dużo do zrobienia w Ajaxie. Do końca sezonu sporo czasu, co będzie po mistrzostwach Europy, nie wie nikt.
- Fajnie byłoby zmierzyć z Portugalią. Gdy byłem młody, bardzo się wzorowałem na Cristiano Ronaldo. Oglądałem Manchester United i patrzyłem jak jego talent rozkwitał. Nigdy nie grałem przeciwko niemu, fajnie było by się z nim skonfrontować.
- Nie wiem. Każdy chciałby zagrać przeciwko najlepszym na świecie, ale musimy też patrzeć realnie i życzyć sobie takiej grupy, by mieć największe szanse awansu.
- W reprezentacji mamy dwa-trzy treningi przed meczem, więc nie o to chodzi. Gdy widzę lepiej ustawionego partnera to zawsze podam. Z kolei Robert jest piłkarzem, który świetnie wychodzi na wolną przestrzeń. W reprezentacji często jestem cofniętym atakującym, więc asysty przychodzą naturalnie.
- Staram się o tym nie myśleć, ale będę dążył do tego, by grać w najlepszym klubie na świecie. Staram się robić wszystko, trenować, ciężko pracuję, by tak się stało. Może nie za rok czy dwa, ale może za pięć lat.