Euro 2016. Zbigniew Boniek dla Sport.pl: Lewandowski jest dumny z bycia Polakiem

- Moim zdaniem Robert powinien być w czołowej trójce plebiscytu Złota Piłka. Więcej, ma szansę wygrać - mówi Zbigniew Boniek w wywiadzie dla Sport.pl

Paweł Wilkowicz: Ponoć gdy szukał pan dwa lata temu trenera dla kadry, po pierwszej rozmowie z Adamem Nawałką powiedział pan do współpracowników: "Jakoś tego nie czuję".

Zbigniew Boniek: To śmieszne. Kompletna bzdura, nie wiem, kto to rozpowiada. Jak porozmawiałem z Adamem, to powiedziałem, że nikt inny mnie już nie interesuje. Z dwoma czy trzema jeszcze się spotkałem, żeby nie mieć poczucia, że coś zaniedbałem, ale już byłem zdecydowany na Adama.

Dlaczego?

- Bo lubię pasjonatów, bo widziałem, jak prowadzi drużyny, bo znałem go z czasów, gdy grał w piłkę. Bo ma w sobie powagę i poczucie obowiązku. Tej reprezentacji potrzebny był ktoś, kto umie zbudować dobre relacje z drużyną, a jednocześnie nie rezygnuje ze swoich zasad. U poprzedników z tymi zasadami mogło być różnie, nie chcę do tego wracać. To trochę tak jak z nauczycielami w szkole. Z surowymi i wymagającymi było trudno, ale to ich wspominamy po latach, a nie takich, którzy pozwalali na wszystko. Adam zbudował więź w reprezentacji, ale nie za wszelką cenę. Wyznaczył granice. Ta reprezentacja musiała być kompletnie odnowiona. Trzeba było wymienić nie tylko trenera, ale też sztab, znaleźć nowego dyrektora. To było ryzykowne, ale postanowiliśmy, że tak trzeba.

Poprzedni selekcjonerzy, Franciszek Smuda i Waldemar Fornalik, nie potrafili piłkarzom zaimponować, pociągnąć ich za sobą. To jest wymagająca grupa. Adam Nawałka się tego nie bał?

- To było bardzo ważne w podejściu Adama: on się tej drużyny nie przestraszył. Bo nie ukrywajmy, czasem trenerów bierze strach. Widzą wielkie nazwiska w zespole, nie wiedzą, jak to będzie. Adam uznał, że wszystkich muszą obowiązywać pewne zasady i wyjątków nie będzie. Ma być porządek, posłuch i punktualność. Ale jednocześnie pozostawił im bardzo dużo wolnego miejsca na ich pomysły. Chciał, żeby mieli szanse na zbudowanie więzi. Musiał się znaleźć czas i na trening, i na to, żeby Łukasz Wiśniowski coś nagrał dla "Łączy nas piłka". Włączyliśmy Łukasza do sztabu kadry, żeby kręcił wideo, które przybliży kadrę kibicom. To nie było łatwe, wchodzi człowiek z zewnątrz. A on szybko zdobył zaufanie drużyny. W te filmiki, które robi, wciągnęli się sami piłkarze. Oni tego nie robią z obowiązku. Niektórzy sami się do niego zgłaszają z pomysłami, sprawdzają, jak wyszło. To buduje dobry klimat. A tam, gdzie się ludzie lubią i szanują, tam i efekty pracy lepsze.

Po poprzednich przegranych eliminacjach mówił pan nieco zrezygnowany, że to jest pokolenie piłkarzy, którzy wolą schować się w swoim pokoju, żeby sprawdzić pocztę, niż zintegrować się z kolegami. A jednak potrafią być inni.

- Tak, udało się ich z tych pokoi wyciągnąć. Z tego sztab powinien być dumny. Adam czuł, że ma nasze wsparcie, poza tym on był świetnym piłkarzem, grał w mocnej reprezentacji. Wie, czego potrzeba dobrym piłkarzom, jak funkcjonuje grupa tak mocnych zawodników. Potrafił szybko przenieść się z rzeczywistości klubu takiego jak Górnik do rzeczywistości kadry. Poprzedni trener (Waldemar Fornalik - red.) chyba miał z tym problemy. Inna sprawa, że ci najlepsi piłkarze są zwykle najłatwiejsi do prowadzenia. Mają inną wrażliwość, chcą wygrywać, są pojętnymi uczniami, są zawsze gotowi, mają wizję wielkiego meczu. Ci słabsi czasem bardziej się skupiają na pilnowaniu swojego miejsca w hierarchii, boją się, że ktoś im zagrozi itd.

Zdarzyło się panu powiedzieć, widząc np. listę powołanych przez trenera Nawałkę: Adam, może jednak nie, to nie zadziała.

- Nie zdarzyło się, bo my bardzo dużo ze sobą rozmawiamy. Siadamy przy kawie, dyskutujemy, wiem, skąd się biorą pomysły Adama. I nie próbuję na niego wpływać bo on jest przekorny i gdybym chciał wpływać, toby zrobił dokładnie odwrotnie, niż radziłem. I dobrze, to są jego sprawy. Ja mam dbać, żeby reprezentacji niczego nie brakowało, żeby była lubiana i popularna.

Był moment zwątpienia w eliminacjach, gdy drużyna nie potrafiła wygrać z rywalami z Wysp?

- Nie, żadnego. Z meczu na mecz drużyna rosła. Były słabsze momenty, lepsze momenty, ale widać było, że zespół okrzepł, piłkarze robią postępy. Weźmy Krychowiaka sprzed roku i dzisiaj. Przecież to jest zawodnik o 40 procent lepszy. Rozwinął się technicznie w Sevilli, to już nie jest chłopak, który przede wszystkim chce rozbić rywala. Włącza się do rozgrywania, strzela. Kamil Glik? Cały czas postęp. Robert Lewandowski? Był świetny dwa lata temu, ale też zrobił skok. Przybyło nam jakości, a Adam to dobrze połączył w zespół. Musiały być efekty. A do tego ci wszyscy nasi zawodnicy chcieli wreszcie wygrać coś razem z reprezentacją. Wiedzieli, w jakim są wieku, w jakim punkcie karier. Nie wystarczała im już tylko dobra gra w klubie i patrzenie, jak puchnie konto. Chcieli mieć wspomnienia, poczucie, że czegoś razem dokonali. No i to jest też grupa bardzo patriotyczna. Oni czują orzełka, czują Polskę. Nie afiszują się z tym, ale mieli wielką chęć to pokazać na boisku. Euro 2012 dostali w prezencie, to nie było to. Chcieli gdzieś pojechać, zapracować na awans. Pokazali, że umieją. My przecież za kadencji Adama Nawałki zupełnie porzuciliśmy dyskusje, czy reprezentantom się chce, czy nie chce. Problem zniknął. Mamy drużynę, którą się interesuje świat, którą każdy chce obejrzeć, bo są gwiazdy: Lewandowski, Krychowiak, bramkarze z ligi angielskiej i włoskiej. Ale musimy pilnować, żebyśmy się nie zagłaskali. Wyszliśmy z grupy, nie było to łatwe, potrzebowaliśmy aż 21 punktów. A teraz posprzątamy po tych eliminacjach i już będziemy myśleć o dalszym ciągu historii.

Największe atuty kadry wymienić łatwo: Lewandowski, Krychowiak, Glik. Co jeszcze mamy?

- Mamy dobrze zabezpieczoną bramkę. Na sto procent. Mamy odrodzonego Łukasza Piszczka. Słyszałem głosy, że ma najlepsze za sobą. A ja widziałem, że w Glasgow zagrał dobrze, a trzy dni później w Warszawie był jeszcze lepszy. On ciągle ma to w sobie. Poza tym wszyscy razem jako grupa zrobili postęp w taktyce. Tu zupełnie nie ma porównania z czasami, gdy graliśmy jednym napastnikiem, Lewandowskim, a podczepiony był np. Ludovic Obraniak. Gdy dwa samochody o różnej prędkości biorą udział w tym samym wyścigu, to się nie może dobrze skończyć. Obraniak był techniczny, dobry w stałych fragmentach, ale jego predyspozycje kompletnie się nie widziały z predyspozycjami Roberta. A Adam potrafił znaleźć takiego piłkarza jak Arkadiusz Milik, który może grać tam, gdzie Robert, może cofać się do pomocy, umie podać. I którego zawsze trzeba się obawiać, gdy ma dobrą pozycję do strzału. Znalezienie przestrzeni dla Lewandowskiego, doprowadzenie do sytuacji, w której w pole karne rywala będziemy wbiegać w kilku, to najważniejsze osiągnięcie Adama. Na pewno pomogła też decyzja o oddaniu mu opaski kapitana. Kuby Błaszczykowskiego nie było z powodu kontuzji, przerwa była długa i nie można było dłużej czekać, bo drużyna musi mieć przywódcę. Było trochę medialnej zawieruchy, ale ucichła. Może też dlatego, że dzięki postępom kadry w taktyce nagle zniknął problem: dlaczego Lewandowski nie strzela tyle dla Polski. Samo się to nie stało. Oczywiście, pewnie przyjdą mecze bez bramek, przecież "Lewy" nie będzie cały czas strzelał po dwie czy trzy. Ale dziś Robert Lewandowski z Bayernu jest też Robertem z reprezentacji Polski. Mało tego, był taki czas, gdy to w reprezentacji łatwiej mu było się odnaleźć niż w Bayernie.

Lewandowski będzie się liczyć w walce o Złotą Piłkę?

- "Lewy" to jest fenomen, jeśli chodzi o umiejętności, warunki fizyczne, mentalność, prowadzenie się. Jeden z niewielu zawodników, którzy potrafią strzelić gola w każdy sposób. Z daleka, z bliska, po kontrze, w zamieszaniu podbramkowym. Gdyby mi ktoś kazał znaleźć na świecie lepszego napastnika od niego, miałbym poważny problem. Ale w plebiscycie działają różne mechanizmy, mówią, że jest spora ingerencja sponsorów. Moim zdaniem Robert powinien być w czołowej trójce. Więcej, ma szansę wygrać. Ale mówię to jako obserwator, bez znajomości tych wszystkich plebiscytowych niuansów.

Mówił pan, że gdyby Lewandowski nie był Polakiem, tylko Francuzem czy Niemcem, to już teraz walczyłby o zwycięstwo.

- Tak mówiłem. Ale jestem pewien, że Robert bardziej jest dumny z bycia Polakiem niż z tego, że byłby pierwszy czy trzeci w plebiscycie.

Co Lewandowski i ta drużyna mogą osiągnąć w finałach? Mogą być, powiedzmy, Chorwacją z końca lat 90. i kilku następnych sezonów?

- Ten temat odkładam do czasu, aż poznamy rywali. To jest, nie zapominajmy, grupa bardzo ambitnych ludzi. Im sam awans nie wystarczy. Piękne, że się potrafili z niego cieszyć, jakby już coś wygrali w turnieju. Ale chcą więcej.

Macie już wstępnie wybraną bazę na turniej finałowy?

- Nie, właśnie spływają do nas propozycje. Rozważamy i taki wariant, że będziemy dolatywali na mecze. Mogę powiedzieć tyle, że ciągnie nas raczej na północ Francji, gdzie nie będzie takich upałów.

Trener ma kontrakt automatycznie przedłużony do Euro 2016. Na tych samych zasadach co dotychczas: bez podwyżki pensji, ale z dużą premią za sukces?

- Tak dla porządku: milion euro premii dla trenera za awans to kwota wzięta z kosmosu. To zupełnie nie takie pieniądze.

Nie myśleliście jeszcze o przedłużeniu umowy na kolejne eliminacje?

Chętnie bym o tym pomyślał, ale to jeszcze nie czas. Choćby dlatego, że nie wiem jeszcze, czy ja będę znowu kandydował na prezesa. Ważniejsze od długości umowy jest dla nas to, że mamy do siebie zaufanie. Najlepszy kontrakt nie pomoże, gdy nie ma zaufania.

Co będzie z Michelem Platinim w UEFA i FIFA? Został zawieszony przez komisję etyki FIFA za przyjęcie 2 mln franków od Seppa Blattera.

- Nawet mi się teraz nie bardzo chce o tym mówić, tak dziwna jest ta sytuacja. Michel dostał w 2011 pieniądze z FIFA, nigdy tego nie ukrywał, zapłacił od tej kwoty podatki i nagle po czterech latach ktoś robi z tego aferę. Dlaczego komisja etyki nie zbadała tego wcześniej? Michel jest moim przyjacielem, ma moje wsparcie, uważam to za jakąś prowokację, która nie najlepiej o FIFA świadczy. Już sama nazwa "komisja etyki FIFA" trochę dziwnie brzmi.

Sepp Blatter chciał, żeby ta sprawa wyszła teraz?

- Może było i tak, na zasadzie: skoro ja nie mogę być szefem FIFA, to i ty nie będziesz. Ja wierzę, że Michel wszystkie wątpliwości dokładnie wyjaśni. Natomiast nie ma co ukrywać: to mu zaszkodzi. Błotem obrzuca się łatwo, a trudno je z siebie zmyć. Dla mnie to brzydka kampania, jestem z Michelem. Gdybym ja dzisiaj chciał wypłacić trenerowi premię, to też się będziemy z tego za cztery lata tłumaczyć? Przecież to nie był żaden tajny przelew.

Tylko nie ma w FIFA dokumentu, który by potrafił wyjaśnić, za co ten przelew.

- Jeśli nie mają tam takich dokumentów, to chyba trzeba postawić zarzut temu, kto odpowiada za finanse FIFA, a nie Platiniemu. Śmierdzi polityczną walką.

Platini wystartuje?

- Nie wiem. Komisja go po to zawiesiła na 90 dni, żeby wyjaśnić sprawę. Mogą przecież uznać, że nic nie stoi na przeszkodzie, by kandydował. Ale w jego wizerunek już uderzyli.

Platini pogratulował awansu do Euro 2016?

- Pierwszy telefon w poniedziałek miałem od niego. Siódma piętnaście. W niedzielę wieczorem SMS, rano gratulacje. Oglądał.

I co mówi po takich meczach o Lewandowskim?

- Że jest the best.

Zobacz wideo

Co pamiętasz z meczu Polska - Irlandia? [QUIZ]

Więcej o: