El. Euro 2016. Szkocja - Polska. Uwaga na "niewidzialnego". Dla nas jest on jak Lewandowski dla Szkotów

Kiedy sponsorzy przysyłają piłkarzom Evertonu nowe buty do gry, to Steven Naismith stare (kilkutygodniowe!) obuwie zbiera i przekazuje kolegom z amatorskiej drużyny. Najlepszy zawodnik, jakiego ma Szkocja, jest także świetnym człowiekiem. Mecz reprezentacji Polski w Glasgow już w czwartek o 20.45, relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl LIVE.

- Dzięki swojej piłkarskiej inteligencji może grać na wiele różnych sposobów i w wielu różnych rolach - chwali Stevena Naismitha jego trener w Evertonie Roberto Martinez. - To dar dla każdego menedżera. On się nie chowa przed odpowiedzialnością. Unosi się nad boiskiem, zmienia pozycje i zawsze jest zagrożeniem. Wygodnie jest mieć w składzie zawodnika o tak wielu cechach - komplementuje 28-letniego pomocnika lub napastnika selekcjoner jego reprezentacji Gordon Strachan.

Skoro więc Szkoci mówią, że oni z Robertem Lewandowskim w składzie już dawno byliby pewni gry we Francji, to aż dziwne, że w Polsce tak samo nie mówi się o Stevenie Naismithie. On jest takim zawodnikiem, którym nigdy nie mógł stać się Adrian Mierzejewski, najdroższy piłkarz sprzedany z ekstraklasy do klubu zagranicznego. On jest takim zawodnikiem, którego za wzór można by dać Piotrowi Zielińskiemu z Empoli, bo jego pewność siebie i dynamika już dawno zniknęła w występach w reprezentacji. On jest takim zawodnikiem, który może grać na skrzydle i w środku pola, co niestety nie jest możliwe w wypadku Kamila Grosickiego, Jakuba Błaszczykowskiego, Macieja Rybusa, a tym bardziej Sławomira Peszki.

Telefon od Bonda

Porównanie Naismitha z Lewandowskim ma jeszcze większy sens, bo to po prostu dwóch niezwykle fajnych gości. Jasne, już odpowiednio obrandowanych, chronionych przez klub i swoich ludzi, ale też przy tej ścianie pozostających normalnymi. Lewandowski w trakcie tych ostatnich kilkunastu szalonych dni znalazł chwilę, by w Monachium spotkać się z wycieczką młodych piłkarzy z Polski. Naismith rozdawał bezrobotnym kibicom Evertonu darmowe wejściówki na mecze ich drużyny. Polski napastnik jest ambasadorem UNICEF-u, ostatnio brał udział w akcji marketingowej na rzecz uchodźców. Szkocki ofensywny pomocnik jest twarzą krajowej akcji na rzecz walki z dysleksją, a do tego wspomaga dwie fundacje charytatywne.

Zresztą, z dysleksją musiał walczyć sam jako młody chłopak. Nie krył się ze swoimi problemami, mówił o nich w wywiadach. Aż pewnego dnia prezes Rangersów poprosił go o pozwolenie na przekazanie jego numeru swojemu znajomemu. - Mój kolega Sean ma do ciebie jakąś sprawę - powiedział sir David Murray. Po kilku dniach Naismith odebrał wiadomość głosową od tego kolegi, którym okazał się Sean Connery, słynny aktor i również dyslektyk. Panowie porozmawiali, a były odtwórca roli Jamesa Bonda polecił go fundacji i tak zaczęła się współpraca.

Telefon od Mahometa

O sobie mówi, że jest chłopakiem, który - ciesząc się swoim hobby - nagle wpadł w zawodowstwo. - Wyszła z tego całkiem niezła kariera - mówi. Nawet lepiej - jak na najlepszego zawodnika Rangersów i zdobywcę sześciu krajowych tytułów, jeszcze zanim jeden z dwóch najbardziej zasłużonych dla Szkocji klubów upadł na dno. Z Glasgow przeszedł do Evertonu za darmo właśnie w obliczu likwidacji.

Kibice Rangersów powiedzą Wam, że Naismith oraz kilku jego kolegów stchórzyło i uciekło, ale sytuacja klubu była na tyle skomplikowana, że każdy kolejny miesiąc odwlekałby to, co nieuniknione. A on był za dobry na grę, czy raczej kopanie się, w niższych ligach, od dawna chciały go angielskie drużyny. Gdy wszystko było dogadane z Evertonem, znowu odezwał się telefon. Dzwonił Roberto Martinez, wtedy menedżer Wigan Athletic. - Swoimi słowami zwalił mnie z nóg - mówił Naismith, ale wybrał transfer do klubu z Liverpoolu. - Skoro nie przyjdzie Mahomet do góry, to góra przyjdzie do Mahometa - powiedział mu rozczarowany Martinez. Po roku hiszpański szkoleniowiec także trafił na Goodison Park.

Telefon do Strachana

Jednak od tego transferu w karierze klubowej ma ten sam problem, co w kadrze - to trochę różni go od Lewandowskiego, który regularnie walczy na samym szczycie Bundesligi i Ligi Mistrzów - Naismith obecnie gra dla lubianej drużyny i fajnej reprezentacji, ale z potencjałem na co najwyżej pojedyncze, okazjonalne doskakiwanie do najlepszych. Tak jak we wrześniu, gdy stał się pierwszym od wielu lat Szkotem, który - tak jak Lewandowski - dokonał czegoś, na czym w tej danej chwili cała piłkarska Europa skupiła swoją uwagę. I jeszcze zanim Polak rozpoczął swoją fantastyczną serię w drugiej połowie meczu z Wolfsburgiem, Steven Naismith rzucił się na Chelsea.

Czy raczej (znów zupełnie jak Lewandowski) został rzucony, bo wszedł z ławki za kontuzjowanego kolegę i rozniósł mistrzów Anglii. Pierwszego gola strzelił głową, wykorzystując bierność obrońców, drugiego lewą nogą, plasowanym uderzeniem z dystansu, a trzeciego po sprytnie wykorzystanej, niełatwej sytuacji sam na sam z Asmirem Begoviciem. Londyńczyków wykończył prawą stopą, więc jego hat trick był perfekcyjny. Niech świadczy o szerokim wachlarzu jego umiejętności, talencie do odnalezienia się w polu karnym oraz wykorzystania sytuacji, w jakiej się znalazł. Do Strachana nie musiał dzwonić, ale swoim osiągnięciem wysłał jasny sygnał, że decyzja o posadzeniu go na ławce ledwie tydzień wcześniej w meczu z Niemcami (2:3) nie była najlepsza.

A że wysoką formę Naismith utrzymał, to w czwartek na Hampden Park znów będzie straszył Polaków. Znów, bo w pierwszym meczu ze Szkocją w Warszawie strzelił dla gości drugiego gola. Tuż po przerwie wykorzystał swój atut "niewidzialności" - przy rzucie wolnym obrońcy biało-czerwonych po prostu zapomnieli o jednym z najniższych zawodników rywali. W rewanżu tego błędu Polacy nie mogą powtórzyć, bo, choćby ze względu na stawkę, każda szkoda dokonana przez Naismitha będzie bolała wielokrotnie bardziej niż w październiku 2014 roku. On jest centralną postacią drużyny Gordona Strachana, zdecydowanie największą nadzieją kibiców, czyli tzw. Tartanowej Armii. I może warto poświęcić mu w Polsce tyle uwagi, ile w Szkocji poświęcają Lewandowskiemu.

Najgorsze stroje piłkarskie w historii

Polska wygra ze Szkocją w eliminacjach Euro 2016?
Więcej o: