Niemcy - Polska. Czterdzieści pięć minut, jakich nikt się nie spodziewał

W pierwszej połowie meczu Niemców z Polską było wszystko - a na dodatek zupełnie nie tak, jak przewidywaliśmy.

Przed meczem mówiono, że Polacy powinni być niezwykle zdyscyplinowani i uważni w defensywie, ale od pierwszej minuty zagrali szaleńczo. Role się odwróciły, to podopieczni Adama Nawałki ruszyli pressingiem, odbierali piłkę na połowie rywali. I od razu nacierali na gospodarzy, którzy przez 10 minut mieli problem z zaistniałą sytuacją.

Niestety, gdy już się przebudzili, to okazało się, że granica między odwagą a naiwnością jest w futbolu bardzo cienka. Bo to, co przed chwilą było pressingiem, zaraz stało się przyczynkiem do wydłużonego organizowania się w linii obrony. Efekty? Prostopadłe podania Niemców, których nie powinno w ogóle być, które mijały linię Piszczka, Szukały i Glika.

Najgorzej, że od tego chaosu musiało zakręcić się w głowie Łukaszowi Piszczkowi, który w defensywie przegrywał z Mario Goetze i schodzącym do skrzydła Mesutem Oezilem. A Niemcy jak już znajdą słaby punkt rywala, to nie odpuszczają, jak doświadczony bokser walą ile wlezie. Weszły dwa, a mogło być ich więcej. I nic dziwnego, że Piszczek sam poprosił o zmianę. Wyglądało to tak, jakby nie Karol Linetty, ale prawy obrońca dostał na treningu piłką w głowę i do dziś się nie ocknął.

Jednak nie zapominajmy - my też atakowaliśmy. To pewnie najważniejszy wniosek z tej szalonej pierwszej połowy, że Niemcom Polacy sprawiali tyle samo problemów, co gospodarze przyjezdnym. Był i pressing, i szybkie wymiany podań, i zagrania na wolne pole. A Robert Lewandowski, gdy trzeba było, to przestawiał Boatenga i Hummelsa albo uciekał im, stwarzając sobie miejsce. Nerwy defensywy najlepiej było widać po... Manuelu Neuerze, który podawał w aut i do Polaków, potem krzycząc na zdziwionych kolegów.

Tylko szkoda dwóch szans Lewandowskiego z doliczonego czasu gry tej szalonej, niezwykłej i trudnej do oceny pierwszej połowy. Bo wyrównanie lepiej oddawałoby to, co oglądaliśmy we Frankfurcie - czyli Polaków nie tylko wierzących, że z mistrzami świata mogą grać na równi, ale jeszcze po prostu im równych.

Co powinniśmy śpiewać po zwycięstwie z niemcami? Głosuj!

Więcej o: