Reprezentacja Polski. Kownacki: "Chciałbym być chociaż taki jak Lewandowski"

Chociaż Dawid Kownacki nie zagrał z Gruzją, a reprezentację opuścił przez uraz przed meczem z Grecją, to samo powołanie 18-letniego zawodnika Lecha Poznań było sensacją. Dla Sport.pl opowiada o mistrzowskim sezonie, ścieżce kariery wyznaczonej mu przez klub i wzorowaniu się na Robercie Lewandowskim.

Michał Zachodny: Rozczarowany?

Dawid Kowancki: Czym?

"Dycha Kownasia" [zakład z internautami o strzelenie 10 goli na wiosnę - przyp. red.] nie weszła.

- Ale jest coś ważniejszego - mistrzostwo.

Po co ci w ogóle był ten zakład?

- Może dlatego, że jestem ambitny? Ale też niepotrzebnie nałożyłem sobie tej presji. Jednak tylko na początku, bo później już nie zwracałem na to uwagi. Starałem się grać jak najlepiej dla drużyny. A że nie strzelałem... Trochę ubywało mi pewności, dopiero potem wpadło z Jagiellonią i Śląskiem, więc ta runda finałowa była lepsza.

Przeszkodziło ci, że grałeś na skrzydle?

- Wydaje mi się, że nie, bo otworzyło mi to możliwość wejść z drugiej linii. Takie było założenie. Dobrze się tam czułem, mam wrażenie, że poradziłem sobie na skrzydle.

Kiedyś mówiłeś, że strzelanie masz we krwi, ale tak naprawdę grasz coraz dalej od bramki.

- Faktycznie, jest od niej trochę dalej. Poświęcam się drużynie, a skoro trener widział taką pozycję dla mnie, to na niej gram. Wiadomo, każdy chce występować, a to też ofensywa, atak. Mogłem wchodzić jako drugi napastnik.

Rozmawiając ze skautami drużyn zagranicznych, wszyscy podkreślają, że masz talent, ale potem pytają: czy już naprawdę wiemy, jaka jest jego pozycja na boisku? Z twojej perspektywy to dobrze czy źle?

- Z jednej strony dobrze, ale z drugiej źle. Jestem bardziej uniwersalnym zawodnikiem, mogę grać na każdej z czterech pozycji, ale wiadomo, że chciałbym mieć jedną, własną, na której nie tylko bym się szkolił, ale też doskonalił.

Podpatrujesz bardziej Hamalainena czy Sadajewa?

- Wydaje mi się, że Zaur jest zupełnie innym typem napastnika niż ja. On lubi często schodzić po piłkę - ja też ją lubię mieć, ale bardziej mnie ciągnie w stronę bramki. Zaur nawet zbiegał pod obrońców i czasem go brakowało w ataku, ale po to grał Kasper na "dziesiątce", ja na skrzydle, by go uzupełniać. To też było zaskoczenie dla przeciwnika. Podkreślam, że jestem innym typem napastnika, ale podziwiam jego grę tyłem do bramki - coś, czego wciąż muszę się uczyć.

Czy zastanawiałeś się, dlaczego Adam Nawałka w ogóle ciebie powołał?

- Nie będę ukrywał, że byłem mile zaskoczony otrzymaniem tego powołania, ale też nie sądzę, żebym dostał je za darmo. Ciężko pracuję i cieszę się, że trener dostrzegł to, co potrafię. Ta runda finałowa była w moim wykonaniu naprawdę dobra.

Myślisz, że możesz być dla niego takim następnym Arkadiuszem Milikiem, którego wypromował w Górniku, a następnie wprowadził do reprezentacji?

- Zobaczymy, jak to się potoczy. Pewnie trener sam będzie chciał ze mną porozmawiać, przedstawić, jak ta współpraca ma wyglądać. Na razie wchodzę w zespół i trudno mówić o mojej roli. To moje pierwsze zgrupowanie było dla nauki, bo jest tu jeden z najlepszych napastników na świecie - Robert Lewandowski.

Zobacz wideo

Karol Linetty mówił, że Lewandowski pomógł mu i doradził przy wyborze diety, przy ćwiczeniu na siłowni. Też na taką pomoc liczysz?

- Słyszałem, że Karol dostał dietę od Roberta. Pewnie będzie okazja, żeby porozmawiać, i Robert pomoże, bo przecież też był młodym zawodnikiem w reprezentacji, jak każdy z nas. Jest kapitanem tej drużyny i wierzę, że może mi pomóc.

Myślisz, że możesz być napastnikiem tego samego typu co on, czy raczej szukasz innych inspiracji?

- Na pewno chciałbym być takim napastnikiem, ale ciężko mi to oceniać, bo Robert ma już wszystko, co światowej klasy zawodnik powinien mieć. Świetnie gra tyłem do bramki, czego ja muszę się dużo jeszcze uczyć, bo to jest mój mankament. Jest takim kilerem, strzela dużo goli. Ja również dochodzę do sytuacji, ale brakowało mi skuteczności. Natomiast cieszy mnie to, że mam te szanse, i jestem pewien, że gdyby jedna taka sama by się powtórzyła, to już bym jej nie zmarnował. Jest od kogo się uczyć, kogo podpatrywać i wierzę, że to zgrupowanie podniesie moje umiejętności.

Gdy rozmawiałem z poprzednim dyrektorem akademii Lecha i z innymi osobami w niej pracującymi, podkreślali istotę stworzenia ścieżki dla każdego młodego zawodnika. Na jakim etapie tej własnej ścieżki jesteś?

- Ten sezon mi pokazał, że w życiu piłkarza może wiele się wydarzyć. W nim miałem różne wahania - dobry początek, słabszy środek i znów porządną końcówkę. Też bardzo duże były oczekiwania kibiców przez poprzedni sezon, gdy miałem mocne wejście do ligi. Nawet za duże, trochę było mi z tym ciężko...

Ale jeszcze sam sobie rzuciłeś wyzwanie "dychy"?

- No tak, sam również za bardzo przesadziłem, ale kibice także mi nie pomagali. Dlatego potem starałem się odciąć od wywiadów, mediów społecznościowych. To wyszło mi na dobre. A co do mojej ścieżki - zdobyłem mistrzostwo Polski, a dalej zobaczymy, jak ona się potoczy. Nie chcę nic mówić, nie wiem, co życie pokaże. Jestem zawodnikiem Lecha na zgrupowaniu.

Ja pytam o ścieżkę, a Ty już o transferze?

- Nie, nic z tych rzeczy. Ja także o ścieżce - w poprzednim sezonie wchodziłem do ligi, a w obecnym można powiedzieć, że byłem jedną z głównych postaci drużyny, podstawowym zawodnikiem.

Zagrałeś w tym sezonie w 38 meczach.

- Z tego w ponad połowie [23 - przyp. red.] w podstawowym składzie. Mogę więc powiedzieć, że wywalczyłem sobie miejsce w podstawowym składzie. Chciałbym je utrzymać i dawać drużynie jeszcze więcej.

Nie sądzisz, że wejście do ligi, podstawowego składu mistrzowskiej drużyny i powołanie do kadry przyszły za szybko? A może nawet za łatwo?

- Nie wydaje mi się, by przyszło to zbyt łatwo, bo nikt mi tego nie dał, ja sam to sobie wypracowałem. Takie powołanie jest motywacją do cięższej pracy. Na pewno nie osiądę na laurach i nie będę uważał, że teraz wszystko przyjdzie łatwo i dostanę, czego będę chciał. Muszę udowodnić na treningach i w meczach, dlaczego jestem reprezentantem, że na to zasłużyłem.

Wracając do Twojej ścieżki w Lechu: czy uważasz, że ten rozwój jest harmonijny, czy nagle wystrzeliłeś i wszyscy są pozytywnie zaskoczeni?

- O ile słyszę, to kibice są zawiedzeni, bo spodziewali się jeszcze więcej po mnie, patrząc na poprzedni sezon (śmiech). Jak pamiętam, w klubie zakładaliśmy sobie, że wszystko tak powinno wyglądać - że ten sezon miałem grać więcej w podstawowej jedenastce, decydować o obliczu zespołu. Ten następny ma być w założeniach takim, w którym mam być prawdziwym liderem zespołu.

Czujesz się na siłach? Wiesz, ta presja w europejskich pucharach będzie jeszcze większa.

- Czuję się na siłach, pokazały to te mecze w rundzie finałowej. Miałem dobre, a niektóre bardzo dobre spotkania, brałem grę na siebie, nie obawiałem się tego, a każdy wiedział, jak wielka jest stawka. A w ostatnich siedmiu kolejkach byłem podstawowym zawodnikiem, trener mi zaufał, widział, że jestem gotowy w tak ważnym momencie dźwignąć to. I nie zawiodłem jego, siebie, zespołu, kibiców czy zarządu, bo cel został osiągnięty, a ja dołożyłem coś od siebie.

Przed finałem PP byłem w Poznaniu na rozmowie z trenerem Skorżą i on bardzo ostrożnie oceniał ciebie, Dariusza Formellę, Tomasza Kędziorę. Mówił, że jeszcze wiele jest do poprawy. Myślisz, że to była próba chronienia ciebie i ich przed wielką presją?

- Trener wie, jakie wahania formy mają młodzi piłkarze. On jest bardzo dobrym fachowcem, wie, kiedy i co ma powiedzieć, kiedy obciążyć nas presją. Tak samo przed niektórymi meczami publicznie dzielił się opinią na temat zespołu, by nie robić nam presji. Trener jest mądrym człowiekiem.

Mówiłeś mu, że presja kibiców jest zbyt duża i te wysokie oczekiwania ci przeszkadzają?

- Nie, nie mówiłem mu tego. Razem z nim podjąłem decyzję, by odciąć się od mediów i wywiadów. To mi pomogło, mogę mu podziękować, że zaproponował, podpowiedział, bym odsunął to na bok. Wyszło mi to na dobre.

Chociaż rozegrałeś tych 38 spotkań, to wydaje mi się, że jesteś bardziej zmęczony psychicznie niż fizycznie. Emocje puściły po ostatnim gwizdku sezonu?

- Zdecydowanie. Szczerze mówiąc, bardziej byłem zmęczony psychicznie. Dało mi to jednak większego kopa, uwierzyłem jeszcze bardziej w siebie i jestem gotów na kolejne wyzwania.

Tobie to pewnie nie grozi, bo jesteś piłkarzem, ale w rozmowach rekrutacyjnych o pracę jest jedno absolutnie najgorsze pytanie: gdzie siebie widzisz się za dziesięć lat?

- Przez ten sezon zobaczyłem, jaka naprawdę jest rola piłkarza, jakie życie jest przewrotne, dlatego za dziesięć lat... mogę być w Realu Madryt, a mogę też nie grać w piłkę. Zawsze sobie powtarzałem, że muszę żyć tym, co jest teraz, skupiać się, by robić to najlepiej, żeby potem nie żałować za kilka lat. A jeśli będę robił to sumiennie, to wierzę, że w przyszłości będę jeszcze lepszy i w jeszcze lepszym klubie.

Ale chyba wiesz, co masz robić, by przedwcześnie nie skończyć kariery?

- Tak, to był tylko przykład. Wierzę, że jeśli będę robił swoje i robił to dobrze, to będę grał w bardzo dobrych zachodnich klubach. Do tego dążę. Patrzę na przykład Roberta i chciałbym być chociaż taki jak on.

Jak latają bogaci sportowcy? Luksusowo, prywatnymi odrzutowcami [ZDJĘCIA]

Więcej o: