El. Euro 2016. Skąd Greń miał bilety, czyli działacz też kibic

Skandal z Kazimierzem Greniem, szefem Podkarpackiego ZPN-u, sprzedającym nielegalnie bilety przed meczem Irlandii z Polską wciąż pozostawił wiele wątpliwości. Nie tylko dlaczego sprzedawał, ale skąd w ogóle miał te 49 biletów?

Do tej pory za prezesury Zbigniewa Bońka w PZPN sprawa była jasna - na każdy mecz reprezentacji Polski, niezależnie czy wyjazdowy, czy domowy, regionalne związki otrzymywały możliwość dostępu do określonej puli biletów. Tylko od nich zależało, czy znajdą na nie chętnych działaczy, sędziów, piłkarzy klubów z ich województwa. Te osoby podawały swoje imiona, nazwiska i numery PESEL oraz oczywiście płaciły nominalną cenę.

Tak było też w wypadku Kazimierza Grenia, o czym już w poniedziałek wieczorem mówił Zbigniew Boniek w wywiadzie dla TVN24. - Podkarpacki ZPN zamówił na ten mecz 49 biletów, dodatkowo Greń otrzymał dwie wejściówki dla siebie - twierdził prezes PZPN. Jak w każdym z poprzednich meczów kadry musiał to zrobić przez portal KupBilet.pl, podając dane osobowe osób, które się zgłosiły, oraz wpłacając określoną kwotę. Jeśli faktycznie miał do własnej "przedmeczowej" dyspozycji aż 49 wejściówek, a stawki były zawyżone o 100-150 proc., to zysk musiał być spory, pomimo zatrzymania go z dwunastoma, jak twierdzi Greń, w kieszeni i dla znajomych.

Jednak to nie znaczy, że znamy wszystkie odpowiedzi - chociaż Kazimierz Greń zapowiedział swoją konferencję prasową na wtorek, to ciekawsze mogą być efekty podjętych przez PZPN działań mających na celu sprawdzenie, dlaczego bilety nie trafiły do osób, na których dane je kupiono? Wielu kibiców dziwi się także, że regionalne związki mogą aż tyle wejściówek zamawiać dla własnych działaczy. Zwłaszcza że były one na miejsca na specjalnie wydzielonej trybunie tylko dla polskich fanów.

- Dobra, ale jak rozgraniczyć prawdziwego kibica? A co, działacz nie może nim być? Mam w regionalnym związku stu takich wolontariuszy i ten łatwiejszy dostęp do biletów, to czasem jedyny sposób, w jaki mogę się odwdzięczyć za ich ciężką pracę. Ktoś przecież musi zorganizować i przygotować rozgrywki, poprowadzić mecze, zweryfikować wyniki do tabeli, którą inni widzą w poniedziałek - tłumaczy Andrzej Padewski, prezes Dolnośląskiego ZPN. Na pytanie, czy nie obawia się teraz problemów czy ograniczenia puli odpowiada negatywnie, choć przyznaje, że sytuacja z Kazimierzem Greniem pozostawiła spory niesmak w środowisku. Wszystkie próby budowania pozytywnego wizerunku osób pracujących w piłce regionalnej zostały przez działania jednej osoby mocno nadwątlone.

Na razie PZPN zmian nie przewiduje, na mecze eliminacji z Gruzją, a później wyjazdowe spotkanie z Niemcami regionalne związki znów dostaną określoną pulę biletów. Związkowa centrala powinna postarać się zadbać o to, by w przyszłości te wejściówki były wykorzystywane przez osoby, które się po nie zgłosiły, a nie na dalszą sprzedaż.

50 twarzy Grenia. Żyro nie trafił w bramkę na lotnisku? [NAJLEPSZE KOMENTARZE CZYTELNIKÓW]

Więcej o: