Kibicowanie to radość. Nie budujmy klatek na stadionach

Euro pokazało, że kibicowanie to radość. Ale ledwie się skończyło, natychmiast dopadła nas brutalna rzeczywistość. Dla ligowego kibolstwa trzeba budować specjalne klatki. Nie róbmy tego. Wykorzystajmy doświadczenia z mistrzostw dla promocji normalnego kibicowania

Mecz o Superpuchar Polski - 12 sierpnia - pomiędzy Śląskiem Wrocław a Legią Warszawa nie może być rozegrany na wrocławskim Stadionie Miejskim ani na Narodowym, bo nie mają one odpowiednich zabezpieczeń dla agresywnych kiboli. Policja nie pozwala więc grać tam spotkań. Dopóki nie oszpecimy stadionów specjalnymi ścieżkami i klatkami, będą one zamknięte dla meczów klubowych.

Jeszcze przed chwilą cała Polska i tysiące zagranicznych kibiców wspaniale bawiło się na naszych nowych arenach piłkarskich, w strefach kibica i na ulicach miast. Oprócz akcji paru palantów, którzy atakowali i obrażali w Warszawie naszych rosyjskich gości, i pobicia wrocławskich stewardów przez rosyjskich żuli, wszędzie było przyjaźnie i radośnie. Ale przy tak wielkiej skali przedsięwzięcia te karygodne zachowania były jednak incydentami. My, Polacy, pokazaliśmy sobie i światu, jak można kulturalnie kibicować i swoim, i obcym. To wspaniałe wspólne doświadczenie. Nie wolno nam go roztrwonić. Teraz, gdy po Euro mamy jeszcze żywe wspomnienia, jest najlepszy czas, żeby zmienić sposób kibicowania na spotkaniach ligowych, żeby wyeliminować ze stadionów hordy chuliganów spragnionych lania po mordzie bandytów udających kibiców drużyny przeciwnej.

Nasze nowoczesne stadiony w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i w Gdańsku są doskonale monitorowane. Na podstawie zapisu z kamer można zidentyfikować każdego łobuza. Po meczu lub w trakcie ci, którzy rozrabiają, powinni być natychmiast wyławiani przez policję i zatrzymywani. Tak samo jak wszyscy, którzy dopuszczą się aktów wandalizmu. Tu nie może być pobłażania. Stadiony są dla nas, dla ludzi, którzy chcą mieć przyjemność z oglądania sportowego widowiska i chcą czuć się bezpiecznie, a nie dla chorego z nienawiści do innych kibolstwa. Klatki, zasieki, specjalne korytarze potęgują atmosferę wojny i przyzwoitych ludzi zwyczajnie obrażają. Dlaczego oni mają się poddawać specjalnym rygorom? Przecież nie są przestępcami.

Stadiony trzeba odzyskać dla przeważającej części normalnych kibiców. To zadanie dla policji. Niełatwe, ale konieczne. W latach 80. problem z agresywnym chuligaństwem stadionowym mieli Anglicy, ale za sprawą zdecydowania Margareth Thatcher sobie z nim poradzili. Tam płaci się bardzo wysokie kary za łamanie porządku na meczach. Za samo wbiegnięcie na płytę boiska niesforny kibic musi wyłożyć, w przeliczeniu na złotówki, od 15 do 120 tysięcy złotych. W Polsce w zasadzie nie ma za to kar. Za interwencje policji na Wyspach płacą kluby, u nas my, podatnicy. Anglicy utworzyli też specjalne struktury policji do obsługi imprez piłkarskich i walki z kibolstwem. Stadiony są u nich monitorowane, a kibice przypisani do miejsc, wiadomo, gdzie kto siedzi. I mimo że bilety na mecze zdrożały, frekwencja poszła w górę. Po prostu ludzie przestali się bać, że za nic oberwą od nieobliczalnej bandyterki, i zaczęli przychodzić na bezpieczne stadiony. Jeśli więc Anglikom się udało, to dlaczego nam miałoby się nie powieść?

Nie wolno nam dopuścić do tego, żeby nowoczesne stadiony zaanektowali kibole. Trzeba to zrobić dzisiaj, póki nie opadł euroentuzjazm. Jeżeli weźmiemy się za to jutro, to znowu rozpanoszy się stadionowe chamstwo. Za sprawą piłkarskich mistrzostw Europy odwykliśmy od niego. Mam nadzieję: raz na zawsze.

Mecz o Superpuchar jest znakomitą okazją do zainicjowania akcji cywilizowania polskich stadionów.

Więcej o: