Mirosław Trzeciak: Mecz Portugalia - Hiszpania był zaprzeczeniem Euro

Kiedyś obsesja kontrolowania meczu przez Hiszpanów polegała na trzymaniu piłki i strzelaniu bramek. Teraz polega na tym, by tych goli nie stracić - mówi Sport.pl Mirosław Trzeciak, były reprezentant Polski, obecnie ekspert TVP, o półfinałowym meczu Euro 2012

Podobał ci się środowy półfinał?

Był emocjonujący z tego powodu, że do ostatniej sekundy oba zespoły niczego nie mogły być pewne. Zaskoczyła mnie postawa Portugalczyków, którzy nastawili się, by unicestwić Hiszpanów w środku pola i im się to udało. Wcześniej nie dokonał tego właściwie nikt. Kiedyś obsesja kontrolowania meczu przez Hiszpanów polegała na trzymaniu piłki i strzelaniu bramek. Teraz polega na tym, by tych goli nie stracić. Hiszpanie bardzo mało angażują się w grę w pierwszej linii, dlatego tak mało ich akcji kończyło się strzałem czy choćby sytuacją bramkową. Ćwierćfinał Anglia - Włochy też skończył się remisem 0:0, ale to był pasjonujący mecz, w którym Włosi oddali 35 strzałów na bramkę. W środę nie widziałem na boisku indywidualnych umiejętności hiszpańskich piłkarzy, a przecież nie muszę nikogo przekonywać, że są one ogromne. Zostały zneutralizowane przez taktykę i zadania do wykonania. Ten mecz był zaprzeczeniem pięknego, emocjonującego turnieju.

Dlaczego?

- Stawka była ogromny, margines błędu skurczył się niemal do minimum. Obecna Hiszpania nie jest już tak wielka jak była. Punkt ciężkości przeniósł się bliżej środkowej linii. Trudniej im się przedostać pod bramkę, bo atakują właściwie tylko przez środek. Nie wygrywają meczów po akcjach skrzydłami - pierwszy gol w ćwierćfinale z Francją był wyjątkiem - bo ich dośrodkowania z reguły kończą się przegranymi pojedynkami z obrońcami. Kiedyś posiadali piłkę przede wszystkim po to, by zrobić krzywdę rywalowi. Teraz mają piłkę przede wszystkim po to, by im samym nie stała się krzywda. Pewność w defensywie jest ważniejsza od fajerwerków technicznych.

Co sądzisz o grze Cristiano Ronaldo?

- Zawiódł mnie. Mówiłem przed meczem, że to niemożliwe, by zawodnik tej klasy, o tak wielkich umiejętnościach, nie miał w meczu przynajmniej kilku okazji. I miał, oddał pięć czy sześć strzałów, ale wszystkie były niecelne. Wydaje mi się, że w tych wielkich meczach on jest zbyt podekscytowany, za bardzo chce i z tego powodu jest mniej precyzyjny. Okazji miał nawet więcej, niż się spodziewałem, ale gola nie zdobył. To był jedyny portugalski piłkarz, który mógł w tym półfinale strzelić bramkę. I skoro on zawiódł, musiało się skończyć meczem bez gola po stronie Portugalczyków. W karnych mieli mniejsze szanse. Hiszpański bramkarz Iker Casillas ma ogromne oddziaływanie psychiczne na rywali. Deprymuje ich swoją klasą, budzi wielki lęk i niepewność.

Dlaczego Ronaldo nie strzelał karnego jako jeden z pierwszych?

- Nie rozumiem tej decyzji, ale to prawdopodobnie była jego decyzja. Chciał być wielki, przesądzić o wyniku. Marzył, by podejść do jedenastki i zapewnić drużynie awans. Chciał, żeby to była najważniejsza jedenastka serii. Jak ta Fabregasa. Nie sądzę, aby trener Paulo Bento miał na to wielki wpływ. Ronaldo zażyczył sobie, że chce kopnąć ostatni i tyle. Tak samo zresztą jak trener Hiszpanów Vicente del Bosque nie miał pewnie wpływu na to, że jedenastkę wykonywał Sergio Ramos. Trener pewnie nie był do końca przekonany, ale mógł usłyszeć: "trenerze, daj pan spokój, biorę piłkę i strzelam". To taki typ zawodnika.

Hiszpania zasłużyła na awans do finału?

- Na razie ma bardzo wygodne mistrzostwa. Tylko w pierwszym meczu z Włochami, na suchym boisku w Gdańsku, mieliśmy okazję obejrzeć drużynę, jaką pamiętamy i znamy. Gdy przegrywali 0:1, przez 30 minut stwarzali sobie okazje do zdobycia bramki jedna po drugiej. Potem był łatwy mecz z Irlandią, ciężki i męczący z Chorwacją. Mieli piłkę, ale nic z tego nie wynikało, a gola zdobyli w końcówce. W ćwierćfinale łatwo wyeliminowali Francuzów. Dostałem od kolegi SMS-a, że zespół Laurenta Blanca zagrał jak siostry miłosierdzia: nie zmusił Hiszpanów do biegania, nie pokopał ich i jeszcze oddał 60 metrów boiska. Tak naprawdę nie wiadomo, jaki potencjał ma zespół del Bosque. W przeciwieństwie do Niemców czy Włochów nie był jeszcze w opresji. Ten półfinał też wydawało się, że będzie trudniejszy. Na razie wygrywają z rozpędu i olbrzymiego respektu rywali wobec nich. Choć Portugalczycy pokazali, że jeśli się wściekle zaatakuje hiszpańską drugą linię, która jest trochę wolniejsza, to w kontakcie fizycznym mają kłopoty.

Zgodzisz się, że Hiszpanie nie będą faworytem finału?

- Del Bosque ma w drużynie zawodników, którzy są najbardziej ze wszystkich doświadczeni w rozgrywaniu i wygrywaniu finałów. Czy to w Realu i Barcelonie, czy też w drużynie narodowej. Potrafią zarządzać emocjami w ekstremalnych momentach, więc na pewno będą mieli nad rywalem przewagę psychologiczną. Sportową już niekoniecznie, choć Hiszpanie zaskakująco dobrze grają w defensywie. Przed turniejem del Bosque rozmawiał i prosił Piqué oraz Ramosa, by na środku obrony zastąpili kontuzjowanego obrońcę Puyola przede wszystkim charakterem. I ci grają jak natchnieni. Piqué w kadrze nie jest rozlazłym leniwym Piqué z Barcelony. Potrafi wyprowadzić piłkę, nie przegrywa pojedynków. Z kolei Ramos jest niesamowity w tych zderzeniach z napastnikami - odbijają się od niego. Nie przegrywa walki na ziemi i w powietrzu. Finał będzie dla nich czasem najwyższej próby.

Euro 2012. Prezydent Portugalii: Piłkarze to przykład na czas kryzysu ?

Więcej o: