Za 4 lata Euro będzie większe. Jak popsuć dobry turniej

Szesnastozespołowe mistrzostwa Europy podobają się kibicom, z meczów kipiących od emocji zadowolona jest UEFA. W 2016 r. do zabawy wejdą średniacy, w turnieju zagrają 24 zespoły

Kibice reprezentacji Polski powinni być zadowoleni. Przez eliminacje ME biało-czerwoni przedarli się tylko w 2008 r. By awansować do organizowanego przez Francję turnieju, nie trzeba będzie wyprzedzić Anglii, Holandii, czy Szwecji. Wystarczy, że okażemy się lepsi od słabeuszy i niższej klasy średniej.

Europejscy giganci - i nie tylko oni - jednak narzekają.

- To ostatnie takie mistrzostwa Europy. Powiększenie ich do 24 zespołów zabije turniej - uważa Jamie Carragher, były obrońca reprezentacji Anglii.

Szef niemieckiego związku Wolfgang Niersbach mówi, że ma "mieszane uczucia", a obecny system uważa za idealny.

Reuters pisze, że zamiast dania wysokiej jakości, za cztery lata kibice we Francji dostaną śmieciowe jedzenie.

Zaproszenie do mistrzostw Europy ośmiu zespołów więcej - gdybyśmy przyjęli wyłącznie kryteria sportowe - zalet nie ma żadnych. Pierwsza faza, dziś pełna szlagierów, zmuszająca najpotężniejsze zespoły do wysiłku, zamieniłaby się w czas, gdy duzi łomoczą słabych i jeszcze słabszych. Gdyby wziąć 24 najlepsze europejskie drużyny z rankingu FIFA, na ME zadebiutowaliby Walijczycy, Węgrzy przyjechaliby na pierwszy turniej od 1972 r., a Szkoci od 1996 r.

Awans z trzeciego miejsca

Można zapomnieć też o przejrzystych zasadach awansu do fazy pucharowej. Reprezentacje zostaną podzielone na sześć czterozespołowych grup, w 1/8 finału oprócz liderów i wiceliderów zagrają także najlepsze cztery drużyny z trzecich miejsc. System nie jest idealny, FIFA męczyła się z nim na mundialach od 1986 do 1994 r. i zrezygnowała. UEFA także nie jest z niego zadowolona, ale lepszego pomysłu na rozegranie fazy grupowej nie ma.

Nie wiadomo, w jaki sposób przeprowadzić eliminacje do turnieju, w których odpadnie tylko 29 reprezentacji. Trudno się jednak spodziewać, by UEFA je skróciła, bo zarobiłaby mniej na transmisjach telewizyjnych.

Sześć lat temu powiększenie turnieju do 24 zespołów zaproponowali Szkoci. Jak tłumaczył szef tamtejszej federacji, "żeby otworzyć drzwi krajom, które o włos przegrywają awans na Euro".

Wyważał otwarte drzwi, na Euro 2012 przyjechała Irlandia, osiem lat temu w finałach grała Łotwa, dziesięć lata temu - Słowenia. Mistrzostwa Europy, choć elitarne, były turniejem, w którym na brak niespodzianek nigdy nie narzekano. Od 1996 r., gdy pierwszy raz uczestniczyło 16 zespołów, do czwórki docierały Turcja, Rosja, Grecja i dwukrotnie Czechy.

Dla dobra federacji

Dlaczego UEFA chce naprawiać coś, co nie tylko nie jest popsute, lecz wręcz działa świetnie?

Działacze opowiadają, że ich najważniejszym celem jest promocja futbolu. Łatwiej go reklamować, gdy reprezentacja bierze udział w wielkim turnieju. - Udział w Euro wyjdzie na dobre federacjom, pomoże im się rozwijać. W fazie grupowej będzie mniej emocji, ale dojdzie 1/8 finału, w której przegrywający odpada. Pamiętajcie też o organizatorach. Jak możemy wymagać od Lwowa, by wybudował nowy stadion i zainwestował w infrastrukturę, skoro gości tylko trzy mecze? Jeśli w Euro wezmą udział 24 zespoły, będzie więcej i spotkań i inwestycji - tłumaczy szef UEFA Michel Platini.

Mało kto mu wierzy. Szefa UEFA wybierają prezesi krajowych federacji, każdy ma jeden głos. Zapraszając na Euro 8 zespołów więcej, Francuz zapewnia sobie reelekcję. Lepiej starać się o wsparcie futbolowych średniaków i słabeuszy, głosami gigantów wyborów wygrać się nie da.

Po drugie - powiększenie turnieju z 31 do 51 meczów pomoże w wyciągnięciu większych pieniędzy od sponsorów i telewizji. Na Euro 2012 UEFA zarobi ok. 1,27 mld euro. Według fachowców na turnieju we Francji może zyskać 2 mld.

Wytypuj miss trybun Euro 2012 i wygraj cenną nagrodę!

Czy powiększanie Euro do 24 drużyn ma sens?
Więcej o: