Euro 2012. Dlaczego porażka ze Szwecją jest przykra dla Francuzów?

Francja przegrała ze Szwecją 0:2, ale mimo to wyszła z drugiego miejsca w grupie D i awansowała do ćwierćfinału. Dlaczego wtorkowa porażka jest dla nich szczególnie przykra?

po pierwsze:

dlatego, że nie unikną tego, czego bardzo chcieli uniknąć czyli rywalizacji z faworyzowanymi Hiszpanami;

po drugie:

dlatego, że konkretny rodzaj fantastycznych strzałów z powietrza od lat 90. nazywany był na całym świecie "papinadą" (od nazwiska Jeana Pierre'a Papina, który wyspecjalizował się właśnie w tej trudnej sztuce. Wygląda na to, że od dzisiejszego meczu już "papinady" nie będzie: zastąpi ją bowiem "zlatinada"...

po trzecie:

dlatego, że porażka z bardzo przeciętną drużyną, uzmysławia, że wieści o zmartwychwstaniu siły francuskiego futbolu są głęboko przesadzone;

po czwarte:

dlatego, że z powodu żółtej kartki z Hiszpanami nie zagra Mexes. Akurat ze Szwecją nie zagrał wybitnego meczu, ale to ważne ogniwo w defensywie "Les Bleus" i może go w grze z mistrzami świata rzeczywiście brakować;

po piąte:

dlatego, że nawet w meczu teoretycznie najłatwiejszym z psychologicznego punktu widzenia nie potrafił się odblokować Karim Benzema i znów nie potrafił strzelić gola. Ironicznie można uznać to za dobry prognostyk. Przecież jeden z poprzedników Benzemy, Bretończyk Guivarc'h, podstawowy środkowy napastnik reprezentacji Francji podczas mundialu w 1998 roku, nie potrafił trafić do siatki ani razu, a i tak został mistrzem świata!

Zobacz wideo
Więcej o: