Holandia wyjdzie z grupy? Dyskutuj na forum Sport.pl
Jeśli nasi zachodni sąsiedzi zechcą nakręcić spot reklamowy, by pokazać, jak multikulturowe społeczeństwo wspaniale wzbogaca futbol, filmowy dowód rzeczowy już mają. Piruet przyjmującego w polu karnym piłkę Mario Gomeza przypominał, że jego ojciec pochodzi z andaluzyjskiej Granady, a chłód, z jakim kopnął ją do siatki - o niemieckiej matce. Było 1:0.
Chłód napastnika Bayernu, często podejrzewanego o absolutną niezdolność do wirtuozerskich zagrań, był tym bardziej imponujący, że wcześniej w jeszcze dogodniejszej sytuacji głowę stracił Robin van Persie. Znów. Gdyby w inauguracyjnym meczu z Danią pudłowal trochę rzadziej, byłby pewnie samotnym liderem klasyfikacji najskuteczniejszych Euro 2012.
To jedna z najbardziej szokujących sensacji początku turnieju. Reprezentacja, która trzyma w kadrze aktualnego króla strzelców Premier League (37 goli we wszystkich rozgrywkach) oraz aktualnego króla strzelców Bundesligi (48 goli we wszystkich rozgrywkach), przez 162 minut gry na mistrzostwach nie zdołała przebić się do siatki ani razu.
A przecież mierzyła w złoto. By uświadomić sobie, z jak silnym przeświadczeniem o swojej wszechmocy musieli przylecieć na mistrzostwa Holendrzy, wystarczy prześledzić, co wyczyniali w minionych latach. Jeśli odjąć porażkę na zakończenie eliminacji Euro 2012, poniesioną przy zagwarantowanym już awansie, przegrali zaledwie dwa z 28 ostatnich meczów o stawkę - po dogrywce w finale mistrzostw świata z Hiszpanią i po dogrywce w ćwierćfinale poprzednich mistrzostw kontynentu z Rosją. W regularnych 90 minutach przez całą wieczność nie ulegli nikomu.
O ile jednak na mundialu w RPA zdumiewali wszystkich jakże nietypowymi dla siebie pragmatyzmem, zdecydowaniem w walce graniczącym z brutalnością oraz - przede wszystkim - zapałem do współpracy, o tyle na Ukrainie znów każdy żył na boisku we własnym świecie. Holenderscy gwiazdorzy woleli akcje solowe niż zbiorowe, w ofensywie irytowali sparingową beztroską, w defensywie roztargnieniem i brakiem agresywności. Nawet Nigel de Jong, zazwyczaj tak wściekle niebezpieczny dla rywali, jakby nie chciał być wypuszczany między ludźmi bez kagańca spokojnie przyglądał się, jak w środku pola panuje Bastian Schweinsteiger.
Jak po 162 minutach niemocy zdobyli w środę jedyną bramkę? Oczywiście po samotnej akcji van Persiego. Koledzy tylko patrzyli, jak zbiega do środka i pokonuje Manuela Neuera.
Teraz los Holandii leży w nogach jej największych rywali. Tylko zwycięstwo - najlepiej wysokie - Niemców w ostatniej kolejce nad Danią da jej nadzieję na wyjście z grupy. Oczywiście sama będzie musiała pobić Portugalczyków. Co najmniej dwoma golami.
A piłkarzom Joachima Loewa ćwierćfinał może odebrać już tylko wyjątkowo nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Tym bardziej nieprawdopodobny, że oni starym zwyczajem zdają się rosnąć wraz z rozwojem turnieju.
W inauguracyjnym meczu z Portugalią postawili na ostrożność i rzetelność, w środę zaczęli jeszcze odzyskiwać płynność w ataku. Wad, jeśli je mają, na razie nie ujawnili.
Manuel Neuer na turnieju obfitującym w bramkarskie wpadki broni bezbłędnie. Obrońcy znakomicie się asekurują, dowodzi nimi kolos - Mats Hummels, który ewidentnie planuje zostać najlepszym stoperem na planecie, do przerwy beznamiętnie patrolował własne pole karne, a gdy po przerwie urządził sobie wypad na wrogie, to omal nie zdobył bramki. Philip Lahm nie dość, że przyskrzynił Arjena Robbena, to jeszcze zachowywał wystarczająco energii psychicznej, by podawać wyłącznie celnie.
O Bastianie Schweinsteigerze już było, z przodu niemieckiej maszynerii straszy Gomez, od teraz główny kandydat na najskuteczniejszego piłkarza mistrzostw. Kiedy ten snajper strzela gole Holandii, to pewnie ma taki sam puls, jak przy rozcinaniu pomarańczy. W środę zadał rywalom również drugi cios i chyba ostatecznie pozbawił ich kibiców nadziei. Umilkli, gra długo toczyła się w ciszy niegodnej szlagieru nad szlagierami.
Trybuny ożyły dopiero po celnym uderzeniu van Persiego, ale wicemistrzowie Europy błyskawicznie holenderskich fanów zakneblowali. Umiejętnie wytracali czas, długo przetrzymując piłkę nawet na połowie przeciwnika. Na stratę kontaktowego gola zareagowali tak lodowato, jakby w ogóle go nie zauważyli.
Wygraj piłkę prosto z meczu Polska - Rosja! Weź udział w konkursie!