Anglia na Euro 2012. Bałagan, jakiego jeszcze nie było

Kilka tygodni przed turniejem nie mieli trenera, taktyki ani pomysłu, jak przetrwać bez czołowego napastnika. Paradoksalnie ten chaos może im pomóc, bo w końcu zagrają bez presji. Relacja z meczu Francja-Anglia w poniedziałek o 18.

Nie ma w piłce większych megalomanów niż Anglicy. Po tytuł lub choć medal jechali zawsze, niezależnie od tego, jakich mieli piłkarzy. Czy trenerem był Taylor, Hoddle, Keegan albo Eriksson, czy zarabiający 7 mln funtów rocznie Capello, rodzime media i eksperci zawsze wypychały swoją kadrę do walki po tytuły.

Dlatego angielskie katastrofy są zawsze takie piękne. Spodziewa się ich cały świat, zaskoczeni są tylko oni. Jeden finał wielkiej piłkarskiej imprezy w ostatnich 46 latach - na razie tyle realnie warta jest angielska megalomania.

Tym razem jest inaczej. Takiego bałaganu, organizacyjnego chaosu, kompletnego rozprężenia, braku jakiejkolwiek strategii i logiki w postępowaniu nie było chyba nigdy w żadnej europejskiej drużynie przed ważnym turniejem.

Anglików w eliminacjach prowadził Fabio Capello, którego drużyna zawiodła na mundialu w RPA, ale tamtejsza federacja (FA) uparła się, że da mu jeszcze jedną szansę. Częściowo się udało, bo Włoch wygrał swoją grupę w eliminacjach .

W lutym zrezygnował. Pretekstem było pozbawienie przez FA oskarżanego o rasizm Johna Terry'ego opaski kapitana. Włoch sprzeciwiał się karaniu go przed procesem, ale duże znaczenie miała też nieustająca krytyka ze strony mediów i ekspertów. Anglicy swoje megalomańskie wizje chcą bowiem realizować zawsze w pięknym stylu, a tego u Włocha im ostatnio nieco brakowało.

Gdy Capello odchodził, wydawało się, że pożar szybko ugasi Harry Redknapp, którego Tottenham zachwycał w lutym w Premier League. Miał być zastępcą idealnym, bo akceptowanym przez piłkarzy, kibiców, działaczy i ekspertów. Ale, jak na złość, Tottenham wiosną zaczął przegrywać na potęgę i akcje Redknappa spadły.

Poszukiwanie chętnego do przejęcia najgorętszego piłkarskiego stołka w Europie zaczęło się ciągnąć jak brazylijski serial. FA ambitnie postanowiła, że tym razem rekrutację przeprowadzi po cichutku, ale do tabloidów i tak wyciekło, że składała oferty m.in. José Mourinho i Josepowi Guardioli. Bujać w obłokach to w Londynie umieją.

Gdzieś w połowie kwietnia dziennikarze zaczęli się śmiać przez łzy. "Za miesiąc Euro, a my nie mamy taktyki, nic nie wiemy o rywalach, jesteśmy kompletnie nieprzygotowani, to jakiś ponury żart" - pisał Martin Samuel w "Daily Mail".

Farsę potęgowało to, że Anglicy mieli nad czym główkować. Nie wiadomo np., jak ma wyglądać atak reprezentacji pozbawionej w pierwszych dwóch meczach pauzującego za czerwoną kartkę w eliminacjach Wayne'a Rooneya. Jedynego bramkostrzelnego napastnika ma zastąpić Danny Welbeck z Man Utd., Jermain Dafoe z Tottenhamu czy Peter Crouch ze Stoke? Czy na środku obrony powinien stać John Terry z Chelsea? A może młody Phil Jones (Man Utd.)? Kto ma grać na prawej obronie - doświadczony, ale słabszy w lidze Glenn Johnson z Liverpoolu czy najlepszy młody ligowiec Kyle Walker z Tottenhamu? Kto u boku Scotta Parkera (Tottenham) wystąpi w pomocy? Steven Gerrard (Liverpool)? Z Jacka Wilshere'a (Arsenal), który wiosną 2011 r. uchodził za najzdolniejszego angielskiego piłkarza, skorzystać nie można, bo przez cały sezon miał kontuzjowaną kostkę.

Na te wszystkie pytania odpowiedzi szukał Capello, który w niemal każdym spotkaniu grał innym składem, testował nowe ustawienia, pamiętając, że media chciały go zlinczować za nieskuteczne 4-4-2 z mundialu z RPA.

Poza Parkerem w pomocy pewniki są właściwie tylko dwa - Ashley Cole z Chelsea, jeden z najlepszych lewych obrońców świata, a między słupkami Joe Hart z Manchesteru City. Choć zabrzmi to jak kolejny żart, Anglicy wreszcie mają bowiem porządnego bramkarza.

FA ogłosiła, że trenerem będzie Roy Hodgson na 40 dni przed turniejem. Wybrała szkoleniowca słynącego z metodycznego, wręcz naukowego podejścia do taktyki, znającego sześć języków obcych. Ale fachowcy od razu wytknęły FA, że ma Hodgson jedną poważną wadę - potrzebuje zazwyczaj dużo czasu, żeby odnieść sukces. - Dwa lata to minimum, żeby system zaczął dobrze działać - mówił pracując w Fulham.

Co wyniknie z tego gigantycznego chaosu?

Atmosfera przed Euro nie przypominała może w Londynie stypy, ale żadna gazeta nie odważyła się tym razem pisać, że Anglicy znów jadą po medal. Piłkarze wreszcie polecą na dużą imprezę bez wielkiej presji. I kto wie, czy to im nie pomoże. Od lat, wracając z mundiali i Euro, powtarzali, że najtrudniejsze było wytrzymanie gigantycznych oczekiwań mediów i kibiców. Teraz nikt niczego od nich nie oczekuje.

Zobacz wideo
Więcej o: