Przegraliśmy z Włochami 0:2. Jest nad czym pracować

W pierwszym meczu na nowym stadionie we Wrocławiu piłkarska reprezentacja Polski przegrała z Włochami 0:2. Oby lepiej było za rok, gdy biało - czerwoni w naszym mieście grać będą ostatni mecz grupowy Euro 2012.

Towarzyski mecz Polaków na nowym stadionie we Wrocławiu obejrzał komplet 43 tysięcy widzów. Przed spotkaniem można było nieco obawiać się o atmosferę na obiekcie, bo kiedy drużyna narodowa rozgrywała swoje pierwsze spotkanie na pięknej PGE Arenie w Gdańsku doping dla niej był bardzo senny.

We Wrocławiu takiego problemu nie było, bo kibice reprezentację wspierali od samego początku. Od początku trybuny pytały również: "Gdzie jest orzeł?", nawiązując tym samym do nowych koszulek kadry, na których nie ma godła narodowego.

- Wasz stadion jest oszałamiający - mówił Leonardo, który na co dzień mieszka we włoskiej Potenzy .- W całych Włoszech ładniejszy jest tylko nowy stadion Juventusu w Turynie. Podoba mi się, że tu wszyscy kibice są blisko boiska i mogą oglądać spotkanie w fajnych warunkach. Chciałbym przyjechać do was na Euro 2012.

Początek spotkania był udany dla Polaków. Na boisku absolutnie nie było widać, że biało-czerwoni grają z jedną z najsilniejszych drużyn świata. Niespodziewanie to drużyna trenera Franciszka Smudy częściej była przy piłce i potrafiła sobie wypracować dobre okazje strzeleckie. Polacy trafiali, ale w słupki podtrzymujące siatki.

Najpierw w ten sposób strzelał Sławomir Peszko, później po błędzie Buffona, w drugi słupek główkował Robert Lewandowski. Włosi grali lekko cofnięci, wyraźnie czekając na błąd Polaków. W pierwszej fazie gry tylko raz poważnie zagrozili bramce biało-czerwonych. Daniele de Rossi znalazł się w polu karnym, ale z ostrego kąta posłał piłkę wzdłuż pola bramkowego.

Z upływem czasu akcje Włochów były groźniejsze. Agresywniej zaczęli grać pomocnicy, którzy szukali prostopadłych podań do duetu napastników Pazzini - Balotelli. Ten pierwszy miał niezłą okazje, ale udanym wślizgiem powstrzymał go Perquis.

W 30. minucie Polacy popełnili dwa koszmarne błędy. Najpierw Peszko wyprowadzając piłkę, zagrał pod nogi rywala, który szybko odegrał do Balotellego. Napastnik Manchesteru City niebyt mocno uderzył z dystansu i przelobował źle ustawionego Wojciecha Szczęsnego. W swoim stylu Balotelli stanął, szeroko rozłożył ręce i spokojnie utonął w objęciach kolegów. Równocześnie grupka włoskich kibiców i dziennikarzy eksplodowała z radości.

Druga połowa zaczęła się od świetnej sytuacji Balotellego, który z sześciu metrów główkował obok słupka, choć w polu karnym był zupełnie sam. Potem czarnoskóry napastnik gości podał piłkę spod linii autowej, musnął ją Thiago Motta, a z pięciu metrów Giampaolo Pazzini strzelił między nogami Szczęsnego.

Z upływem czasu czterokrotni mistrzowie świata mieli coraz lepsze sytuacje. W 68 minucie na boisku leżał kontuzjowany Damian Perquis, Włosi atakowali, a Alessandro Matri znalazł się w sytuacji sam na sam z polskim bramkarzem. Szczęsny jego uderzenie obronił, tak jak po chwili strzał Balotellego głową.

W 85 minucie Polacy mieli najlepszą szansę na zdobycie kontaktowej bramki. W polu karnym Andrea Ranochia sfaulował Lewandowskiego, a do jedenastki podszedł kapitan gospodarzy - Błaszczykowski. Pomocnikowi Borussi Dortmund strzał jednak nie wyszedł, a uderzenie obronił jeden z najlepszych bramkarzy świata- Gianluigi Buffon. Po tej sytuacji kibice zaczęli wychodzić ze stadionu.

Polska - Włochy 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Mario Balotelli (30.), 0:2 Giampaolo Pazzini (61.)

Polska: Szczęsny - Piszczek, Perquis (68. Wasilewski), Głowacki, Wawrzyniak - Błaszczykowski, Murawski (80. Dudka), Polanski Ż (65. Matuszczyk), Obraniak, Peszko (65. Mierzejewski) - Lewandowski.

Włochy: Buffon - Abate, Chiellini, Ranochia, Criscito (77.Ogbonna Ż) - De Rossi (46. Pepe), Pirlo, (46. Motta), Montolivo (62. Aquliani), Marchisio (62. Nocerino) - Pazzini (62. Matri), Balotelli

Więcej o: