Euro 2016. To był finał trenerów, a Portugalia to nie tylko Ronaldo [Co zapamiętamy z meczu?]

Do niedzieli Eder zagrał w portugalskiej kadrze 28 meczów i strzelił trzy gole. Wszystkie w sparingach. Poprzedni sezon zaczął od bilansu 15 meczów, 0 goli i został wygoniony ze Swansea do Lille - pisze o bohaterze finału wysłannik "Wyborczej" i Sport.pl Michał Szadkowski. Co jeszcze zapamiętamy z finału?
Cristiano Ronaldo cieszy się po golu Cristiano Ronaldo cieszy się po golu KAI PFAFFENBACH/REUTERS

Słodko-gorzki finał Ronaldo

Cristiano Ronaldo już chyba nigdy nie będzie miał swojego wielkiego turnieju. Najlepiej grał jako debiutant, na Euro 2004, ale Portugalia skończyła imprezę porażką z Grecją w finale. Na kolejne mistrzostwa świata i Europy Ronaldo przyjeżdżał przemęczony albo kontuzjowany, nigdy nie doprowadził reprezentacji do finału. Euro 2016 też nie zaczęło się dla Ronaldo dobrze, w fazie grupowej irytował nieprzygotowanymi strzałami, rozkręcił się dopiero w pucharowej, w półfinale z Walią strzelił głową gola, którego telewizje będą powtarzały latami. Żeby wyrosnąć na gwiazdę Euro, potrzebował jednak spektakularnego finału. Mecz, który w świadomości portugalskich kibiców mógł go wynieść ponad Eusebio, skończył się jednak szybko i gorzko. Ronaldo dwukrotnie próbował wrócić na boisko po faulu Payeta, ale w końcu skapitulował. Z Paryża wyjedzie jednak ze złotem mistrzostw Europy, choć pewnie nie tak sobie ten finał wyobrażał.

Portugalia - Francja. Radość po golu Edera Portugalia - Francja. Radość po golu Edera KAI PFAFFENBACH/REUTERS

Bohater znikąd

Do niedzieli Eder zagrał w portugalskiej kadrze 28 meczów i strzelił trzy gole. Wszystkie w sparingach. Nigdy nie zdobył mistrzostwa kraju, nigdy nie strzelił więcej niż 16 goli w sezonie. Poprzedni sezon zaczął od bilansu 15 meczów, 0 goli i został wygoniony ze Swansea do Lille. W Paryżu urodzony w Gwinei Bissau przeżył najlepszy wieczór w karierze. Wszedł na boisko w 80. minucie, w drugiej połowie dogrywki strzelił gola, który dał Portugalii pierwsze złoto wielkiego turnieju. I pomyśleć, że gdyby nie kontuzja Ronaldo, mógłby w ogóle nie wyjść na boisko. Wcześniej we Francji grał tylko na początku turnieju - siedem minut z Austrią i sześć z Islandią.

Portugalia to nie tylko Ronaldo

We Francji nie tylko na nim opierała się ofensywa Portugalii, nie tylko on strzelał ważne gole (do ćwierćfinału drużyna Fernando Santosa awansowała po bramce Quaresmy). Santosowi udało się z jednej strony utrzymywać gwiazdora Realu w świetnym nastroju, a z drugiej - nie uzależnił od niego zespołu. Gdy w Paryżu Ronaldo zszedł z boiska, Portugalii brakowało siły ognia, ale im bliżej było końca, tym częściej drużyna Santosa zagrażała bramce Hugo Llorisa. Pewnie w całym turnieju bez Ronaldo byłoby Portugalii trudno, ale w tym jednym meczu Santos zdołał zamaskować brak swojej gwiazdy. Portugalia przetrwała najgorsze chwile, obroniła bramkę w końcówce, gdy rywale atakowali najgroźniej, by w dogrywce wykorzystać szansę. I pomyśleć, że pierwszy celny strzał Portugalczycy oddali w 80. minucie.

Wielki dzień Quaresmy

Euro 2004 opuścił przez kontuzję, na Euro 2008 w sumie spędził na boisku 100 minut, na Euro 2012 nie oderwał się od ławki rezerwowych. Ricardo Quaresma zawsze uchodził za piłkarza z ogromnym potencjałem (gdy miał 20 lat podpisał umowę z Barceloną), ale jego talent rozpływał się gdzieś w kolejnych transferach, boiskowym efekciarstwie i pozaboiskowych wyskokach. Podczas Euro 2012 najgłośniej o nim było, gdy na treningu kopnął próbującego mu odebrać piłkę Miguela Lopesa. Pół roku po ME, gdy przeprowadził się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wydawało się, że zrezygnował z poważnego kopania piłki. Wrócił jednak do Porto, Fernando Santos, rękę wyciągnął do niego Fernando Santos, który umyślił sobie atak reprezentacji tworzony przez skrzydłowych. We Francji 33-letni piłkarz Besiktasu był rezerwowym, ale przeżył wielkie chwile: jego gol dał zwycięstwo z Chorwacją i awans do ćwierćfinału, po jego jedenastce Portugalia pokonała Polskę i awansowała do półfinału. W niedzielę już na początku okazało się, że musi zmienić Ronaldo, dwie godziny później cieszył się z mistrzostwa Europy.

Didier Deschamps i Fernando Santos Didier Deschamps i Fernando Santos PETR DAVID JOSEK/AP

Finał trenerów

W piątek w podparyskim Marcoussis nasłuchałem się hymnów na cześć Fernando Santosa, w sobotę na Stade de France Didiera Deschampsa sławili Francuzi. Portugalczyk podnosił reprezentację po zakończonym już w fazie grupowej mundialu i porażce na starcie eliminacji Euro z Albanią. Deschamps przejmował drużynę skłóconą, od lat grającą poniżej możliwości. Obaj selekcjonerzy stworzyli autorskie reprezentacje, pokazali, że w ich pracy nie chodzi o to, by wysłać na boisko 11 najlepszych dostępnych piłkarzy, ale by mieć pomysł na drużynę. Deschamps zrezygnował z Karima Benzemy i Hatema Ben Arfy, nie chciał nawet rozmawiać o powrocie Francka Ribery?ego. Bo zamiast solistów wolał piłkarzy drużynowych. Santos nie bał się wpuścić na środek obrony niedawnego trzecioligowca Jose Fonte (debiutował w kadrze tuż przed 31. urodzinami), znalazł sposób na zapaść wśród portugalskich napastników, montując napad z dwóch skrzydłowych. To naprawdę był mecz, w którym zdecydowanie więcej zależało od trenerów, a nie piłkarzy.

Więcej o: