Euro 2012. Jak się zarządza największym stadionem w kraju?

- Żeby stadion narodowy miał sens, trzeba go zapełnić 20-30 razy w roku. Nie koncertami, ale głównie sportem. Mecze reprezentacji to za mało - mówi ?Gazecie" Roger Maslin, dyrektor zarządzający stadionu Wembley.
Weź udział w ankiecie o Euro 2012 i wygraj IPada! >

Jakub Ciastoń: Lada moment otwieramy w Polsce stadion narodowy na 55 tys. miejsc. Pan zarządza Wembley, czyli największym takim stadionem w Europie. Na czym polega pana praca?

Roger Maslin: Przede wszystkim to zaszczyt i honor. Nie każdy kraj ma stadion narodowy, a Wembley to nie tylko stadion, ale globalna ikona sportu. Moja praca - w skrócie - polega na takim zarządzaniu, żeby ludzie chcieli na Wembley wracać. Nasze hasło to: "Inspiring memories", co znaczy, że inspirujemy dobre wspomnienia. Każdy, wychodząc ze stadionu, ma żałować, że to już koniec.

To co pan robi, żeby tak było? Na Wembley gra reprezentacja Anglii, odbywają się mecze Pucharu Anglii, są też koncerty. Czy jest jakaś reguła - ile na takim stadionie powinno być piłki nożnej, innych sportów, koncertów?

- Ciężko jest mieć w sumie więcej niż ok. 30 imprez rocznie. Do każdej trzeba się przygotować, zorganizować ją, rozreklamować. W 2010 r. mieliśmy 27 imprez, wśród nich pięć meczów reprezentacji Anglii, spotkania pucharowe, play-offy ligowe, mecze rugby, a także pojedynek amerykańskiej ligi NFL, z którą mamy umowę o współpracy, do tego koncerty Green Day, Muse i Capital Summertime Ball [koncert z różnymi wykonawcami]. W tym roku będzie podobnie - latem, przez osiem wieczorów, zagra zespół Take That. To będzie wielkie widowisko, bo zawsze przyciągają komplet. Ale około 85 proc. imprez to sportowe mecze. Tak powinno być na każdym dużym stadionie.

W Polsce może być z tym problem. Nie mamy np. takiej tradycji jak w Anglii, że decydujące mecze pucharowe albo spotkania o awans z II do I ligi gra się na neutralnym obiekcie. Zresztą nigdy nie przyszłoby na nie 55 tys. widzów. Nie mamy też rugby, a szanse, że będzie do nas przyjeżdżać NFL, też są znikome. Nie ma nawet gwarancji, że reprezentacja Polski zagra wszystkie mecze na tym stadionie.

- To rzeczywiście może być problem. Mecze reprezentacji to podstawa, ale nawet one dają tylko cztery-pięć spotkań rocznie. To za mało, by stadion na siebie zarabiał. Eventów sportowych musi być dużo więcej. Można organizować inne imprezy, niekoniecznie piłkarskie, ale musicie pamiętać, że żeby płynęła gotówka, trzeba każdorazowo zapełniać stadion. Robienie imprezy dla 10 tys. osób na 55-tys. obiekcie nie ma wielkiego sensu. Stadion narodowy to powód do dumy, ale musi być pełny, żeby miał sens.

Pan musi walczyć o imprezy, czy na biurku lądują dziesiątki ofert i tylko pan w nich przebiera?

- Na dużym stadionie trzeba myśleć długodystansowo. Umowy gwarantujące, że na Wembley będzie grać reprezentacja Anglii, odbędą się mecze Pucharu Anglii, Pucharu Ligi i inne najważniejsze rozgrywki, podpisaliśmy w 1996 i 1997 r., czyli na długo, zanim zburzono stare Wembley. To kontrakty na 20-30 lat, nasza baza, gwarancja, że stadion ma czym żyć. Dopiero do tej bazy dokładamy inne elementy. Decydującym czynnikiem jest wielkość. Ja mam stadion na 90 tys. widzów, największy w tej części Europy. Jeśli organizator wie, że sprowadzi 90 tys. ludzi, jesteśmy właściwie dogadani. Tak jest np. z koncertami Take That, Madonny itd. Wembley jest areną dla największych gwiazd. To zawęża krąg naszej konkurencji. Ale to nie znaczy, że możemy spocząć na laurach. Trzeba być czujnym, nie przepuszczać okazji. I zawsze pamiętać o długim dystansie. Np. umowy na koncerty też można podpisywać na lata.

Angielska prasa dużo pisała o konkurencji dla Wembley ze strony stadionu olimpijskiego powstającego we wschodniej części Londynu.

- Stadion olimpijski będzie miał 80 tys. miejsc wyłącznie na igrzyska, potem zostanie zmniejszony do 60 tys. Wembley jest większe i przez to jest w innym segmencie rynku. Organizator imprezy przekonany, że przyciągnie ponad 80 tys. ludzi, wybierze nas. Nie tylko ze względu na ilość, ale też jakość infrastruktury, fantastyczne wnętrza.

Czyli dla naszego stadionu pojemność 55 tys. widzów też może być atutem?

- Tak, bo w Polsce ani w najbliższej okolicy nie ma tak dużego obiektu. Oznacza to, że wasz stadion będzie niezwykle atrakcyjną dużą areną w tej części Europy. Może być naturalnym wyborem dla dużych koncertów, imprez masowych, tournée zagranicznych klubów, meczów towarzyskich. Trzeba być czujnym i myśleć globalnie.

800 mln funtów w całości wyłożyła na Wembley angielska federacja (FA), zaciągając kredyty. W Polsce stadion budują podatnicy - całość pieniędzy pochodzi z budżetu. Jakie to ma znaczenie?

- Jeśli państwo finansuje stadion, jest oczywiście łatwiej. FA sama zrobiła biznesplan, sama zdobyła pieniądze, a teraz stara się zapewnić zysk. Gdy stadion jest finansowany z budżetu, zarządzający nim dostają go niejako w prezencie. Ale muszą bardzo uważać, by nie wpaść w pułapkę uzależnienia od państwowych pieniędzy. Trzeba sobie zadać biznesowe pytanie, czy stadion na pewno będzie na siebie zarabiał, czy trzeba będzie do niego stale dokładać.

Na dużych stadionach główne źródło przychodów to miejsca dla VIP-ów i specjalne loże. Wembley nie jest wyjątkiem.

- Spośród 90 tys. miejsc 17 tys. to tzw. Club Wembley, gdzie miejsca kupuje się na dziesięć lat [ceny zaczynają się od ok. 1 tys. funtów za sezon, boxy korporacyjne kosztują od ok. 80 tys. funtów rocznie]. Ok. 90 proc. z nich jest sprzedana. To nasze główne źródło przychodu, ok. 60 mln euro rocznie pochodzi właśnie z tych miejsc [członkowie klubu mają prawo przyjść na każdą imprezę odbywającą się na stadionie, zajmują środkową część trybun, mają specjalny katering]. Z tych pieniędzy spłacamy kredyty. Potrwa to 15 lat, potem wszystko będzie już szło na rozwój piłki w Anglii.

Czy stadion narodowy powinien handlować prawem do nazwy? Wembley nie ma sponsora tytularnego, nazwa żadnej z trybun też nie została sprzedana.

- Gdy przejmowaliśmy stary stadion, żeby go zburzyć i wybudować nowy, było zastrzeżenie, że nie możemy sprzedać prawa do nazwy. To dobre rozwiązanie, bo Wembley jest znane na całym świecie, nazwa jest świetną reklamą. Ale nie ma reguły, czasem to dodatkowe źródło przychodu, z którego warto skorzystać.

Dyrektor polskiego stadionu wierzy, że będzie zarabiał dużo na wynajmie powierzchni biurowej, sal konferencyjnych itd.

- Jesteśmy elastyczni - można u nas wynająć pojedynczy box z pięknym widokiem na murawę dla 20 osób albo salę konferencyjną na 3 tys. miejsc. Możemy organizować bankiety, konferencje, różne eventy, ale w Londynie i w Warszawie takich powierzchni pod wynajem jest mnóstwo. Konkurencja jest dużo większa. Dlatego tak ważne jest, żeby stadion wykorzystywać w pierwotnej roli - jako obiekt sportowy.

Czy cztery lata po oddaniu Wembley stadion zarabia już na utrzymanie?

- Zależy jak mierzymy zysk. Mamy już tzw. zysk operacyjny EBIT [earnings before interest and taxes - przed odsetkami i opodatkowaniem]. Ale ponieważ co roku płacę 25 mln euro odsetek od kredytów, formalnie wciąż mamy minimalną stratę. Za kilka lat będziemy zarabiać także na czysto. Wasz dyrektor będzie miał dużo łatwiej, bo nie musi płacić odsetek.

Wembley miało przez pierwsze trzy lata ogromne problemy z murawą. Trzeba było ją zmieniać dziesięć razy! Narzekali trenerzy i piłkarze.

- Wybór murawy to bardzo ważna kwestia. My początkowo mieliśmy murawę typu "lay & play", którą zwijaliśmy na koncerty i rozwijaliśmy na mecze. Ale okazało się, że ciągłe zdejmowanie w połączeniu ze zmiennymi warunkami pogodowymi - rożnym nasłonecznieniem i opadami - nie było dobrym rozwiązaniem. Zdecydowaliśmy się na murawę na stałe. Trwałość zawdzięcza małym plastikowym wkładkom w kształcie litery "U" włożonym na kilka centymetrów w podłoże. Żeby je powtykać, trzy specjalne maszyny przez tydzień zrobiły w ziemi 20 mln dziurek. W sumie wykorzystaliśmy 75 tys. km plastiku, czyli półtora obwodu ziemi. Ten system sprawia, że korzenie oplatają plastik, trawa jest trwalsza, a ze względu na plastikowe wypustki jest ją też trudniej zdeptać. To idealne rozwiązanie na stadionie wielofunkcyjnym, gdzie jest dużo różnego typu eventów.

Co by pan doradził dyrektorowi polskiego stadionu?

- W tej pracy najważniejsze są negocjacje, rozmowy, umiejętność otoczenia się właściwymi współpracownikami. Proszę mu przekazać zaproszenie. Niech przyjedzie na Wembley i zobaczy, jak pracujemy.

Wembley rodziło się w bólach

Stare Wembley zamknięto w 2000 r. Nowy obiekt miał być otwarty w 2003 r., ale budowa się przeciągnęła. Stadion oddano do użytku dopiero w 2007 r, a jego koszt wzrósł niemal dwukrotnie, do blisko 800 mln funtów, co czyni Wembley najdroższym stadionem w historii. Firmy budowlane do dziś procesują się między sobą o to, kto zawinił najbardziej w opóźnieniach i wzroście kosztów. Roger Maslin pracował wiele lat w browarach Guinnessa, na Wembley trafił w 2002 r. Dyrektorem zarządzającym jest od 2008 r.

Dźwigi uniosły system dachowy stadionu w Kijowie »