Co z biletami na Euro 2012?

Od 30 do 600 euro zapłacą za bilet na Euro 2012 nieliczni szczęśliwcy spośród kilku milionów chętnych Polaków, których wyłoni losowanie. - Trzeba się modlić, to pomaga, ale nie demonizujmy, biletów nie jest tak mało - mówi dyrektor turnieju w Polsce
Sport.pl na Facebooku! Sprawdź nas »


Zapisy na bilety w internecie zaczynają się 1 marca i potrwają miesiąc. Kupujemy w ciemno, bo kto z kim zagra w piłkarskich mistrzostwach Europy, dowiemy się dopiero w grudniu (polscy i ukraińscy kibice też nie znają rywali, ale wiedzą przynajmniej, kiedy i na jakim stadionie czekają ich trzy grupowe mecze: Polacy zagrają w Warszawie i Wrocławiu, a Ukraińcy w Kijowie).

- Spodziewamy się gigantycznego zainteresowania. W pierwszym dniu zapisów na bilety Euro 2008 zgłosiło się 1,5 mln Polaków, teraz będzie ich kilka razy więcej, bo turniej jest u nas - mówił Adam Olkowicz, dyrektor turnieju Euro 2012 w Polsce, podczas wczorajszej konferencji poświęconej zasadom sprzedaży biletów.

Wejściówek na 31 meczów Euro jest aż 1,4 mln, ale tylko 41 proc. z nich kibice z całego świata będą mogli zamawiać do 31 marca na stronie Uefa.com. Reszta trafi do sponsorów, VIP-ów i partnerów biznesowych UEFA. Po 16 proc. biletów na każdy mecz dostaną też federacje narodowe, czyli PZPN będzie mógł je rozdać wedle uznania. Z doświadczenia wiadomo, że normalni kibice nie są faworytami piłkarskiego związku. Mikroskopijną pulę 4 proc. biletów będą też mogli kupić mieszkańcy miast-gospodarzy. Żeby wziąć udział w wyścigu po te wejściówki, trzeba być zameldowanym w Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu albo Poznaniu.

- Trzeba się modlić, to pomaga, ale nie demonizujmy, biletów nie jest tak mało. Sponsorzy będą przecież organizować konkursy, także w Polsce. Część z tych biletów także trafi do naszych kibiców - podkreśla Olkowicz.

Każdy pełnoletni Polak może zamówić maksymalnie cztery wejściówki, ale gdy w rundzie grupowej rozgrywane będą dwa mecze dziennie, musi zdecydować się na jeden z nich. Wszystkich cen jeszcze nie ogłoszono, wiadomo tylko, że najtańsze miejsca za bramkami na mecz grupowy kosztują 30 euro, czyli 15 euro mniej niż w 2008 r. w Austrii i Szwajcarii, najdroższe, na finał - 600 euro. Polacy zapłacą równowartość w złotych.

Co zrobić z kupionym w ciemno biletem, którym trafiliśmy jak kulą w płot, bo nasza ukochana Hiszpania zagra w Doniecku, a my obstawiliśmy Gdańsk, gdzie Norwegia zmagać się będzie z Czarnogórą?


UEFA przygotuje portal internetowy, na którym kibice będą mogli wymieniać się biletami po cenach nominalnych. UEFA sądzi, że zminimalizuje to czarny rynek, ale będzie ciężko - przed Euro 2008 czy MŚ 2006 kibicom pomysłów nie brakowało. Całkowity zakaz handlu w internecie obchodzili, np. sprzedając szaliki czy zapalniczki za 300 euro z biletem gratis w prezencie.

Jeśli szukamy łatwego zarobku, możemy poczuć się na Euro jak w raju, bo wzorem wielkich turniejów FIFA i UEFA na stadionach nie będzie weryfikacji dokumentów tożsamości. Ale powinniśmy uważać, komu sprzedajemy bilet. - Odpowiedzialność ponosi kupujący wejściówki - twierdzi Olkowicz.

Dziś, żeby wejść na polski stadion, wymagana jest imienna weryfikacja. UEFA negocjuje więc z MSWiA zmiany w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych.

Zniesiony ma być też zakaz sprzedaży niskoprocentowego alkoholu. Sponsorzy UEFA (m.in. Carlsberg) nie wyobrażają sobie, że fani nie będą mogli napić się na stadionie piwa. - To też już standard w Europie. Jeśli podczas mistrzostw się sprawdzi, być może uda się piwo zatrzymać na naszych stadionach na dłużej - mówi z nadzieją dyrektor turnieju.

Jak zdobyć bilet na Euro 2012? »