Poznań - stadion, jakiego nie ma na całym świecie

- Musi się udać. Nie ma na świecie stadionu o podobnej konstrukcji - mówi Ryszard Dembliński, prezes spółki Euro 2012, która jest odpowiedzialna za budowę obiektu w Poznaniu. Konstrukcja nowego stadionu Lecha jest niepowtarzalna, a kibice przekonają się o tym już pod koniec listopada. Cały obiekt będzie gotowy w czerwcu 2010. Wtedy pomieści 46 tys. widzów.
Stwórz własną drużynę - zagraj i Wygraj Ligę! »



Takiego stadionu jak w Poznaniu jeszcze nikt nie zbudował.


1400 ton - tyle waży jedno z czterech przęseł, na których spocznie dach nowego stadionu Lecha. Kratownice zostaną podniesione przy pomocy wież wyposażonych w siłowniki hydrauliczne. Takie rozwiązanie, to ewenement - nie ma na świecie obiektu o podobnej konstrukcji. 21 listopada będą gotowe dwie trybuny, które pomieszczą 10 tysięcy kibiców. Koniec prac zapowiadany jest na czerwiec 2010 - wtedy stadion pomieści 46 tys. widzów.

- Czy to się uda? Musi się udać - uśmiecha się Ryszard Dembiński, szef budującej stadion spółki Euro 2012, choć wie, że nikt w Polsce jeszcze nigdy czegoś takiego nie robił. - Nie ma na świecie stadionu o podobnej konstrukcji - mówi.

Praca wre

Poniedziałkowy ranek. Stadion przy Bułgarskiej w Poznaniu, budowany na Euro 2012, wygląda jak mrowisko. Robotnicy w odblaskowych wdziankach i białych kaskach krzątają się po nim niczym Doozersi z "Fragglesów". Łup, łup - ryczą młoty. Wrrrr, wrrr - słychać wiertarki. Hałas potworny. Nic dziwnego - dziś drzwi otwarte dla mieszkańców Poznania.

Powiedzieć, że budowa stadionu interesuje poznaniaków, to powiedzieć mało. Wielu mieszkańców miasta śledzi każdy szczegół, choćby w internecie, dzięki zamontowanym tu kamerom. Podczas drzwi otwartych można postępy zobaczyć na własne oczy. Z okazji korzysta - bagatela - tysiąc osób! Trybuny stadionu zapełniają się widzami. Ci otaczają robotników. Wypytują o wszystko.

- Ile waży takie jedno przęsło?

- 1400 ton - odpowiada Ryszard Dembiński, szef budującej stadion spółki Euro 2012. Olbrzymia konstrukcja leży tuż przed nim. To na czterech takich kratownicach spocznie dach stadionu.

- Jak wy to podniesiecie?

- Przy pomocy tych wież - pokazuje prezes Dembiński.

- Nie za liche na takie żelastwo?

- Na tych wieżach jest osiem siłowników hydraulicznych, z których każdy może podnieść 200 ton. Osiem razy dwieście daje 1600 ton. A my mamy 1400.

- No dobra, to rozumiem - mówi starszy pan z parasolką - Ale jak TO, gdy będzie już na górze, przesuniecie potem TAM - wskazuje parasolką zbudowaną już trybunę.

- Mamy specjalne łożyska ślizgowe i powoli będziemy po nich przesuwali tę kratownicę w poziomie.

- Jak szybko to pójdzie?

- Jakieś cztery metry na godzinę.

- Uda się?

- Musi się udać - uśmiecha się prezes Dembiński, choć wie, że nikt w Polsce jeszcze nigdy czegoś takiego nie robił. - Nie ma na świecie stadionu o podobnej konstrukcji - mówi.

- A ten w Warszawie? - pytają poznaniacy.

- Ma konstrukcję pierścienia, który jest podnoszony ze środka stadionu.

To ma stać lata

Dach w Poznaniu natomiast opiera się na czterech wielkich kratownicach, z których ta największa leży jeszcze na środku stadionu niczym gigantyczny wieloryb.

Michał Prymas tłumaczy, że wszystko właściwie od kilku dni jest już gotowe, by ją podnosić, ale Szwajcarzy, którzy sprzedali polskim konstruktorom technikę budowy tych kratownic, nadal zwlekają. Chcą wszystko dokładnie zmierzyć, zważyć, sprawdzić.

A czas leci, bo przecież Lech Poznań ma wrócić na ten stadion 21 listopada. Czy się to uda? - Wyczerpaliśmy już całą rezerwę przeznaczoną na opóźnienia - mówi Michał Prymas, przekrzykując pracujących robotników. Gdy jednak ma zamiar tłumaczyć się zgromadzonym ludziom, nagle słyszy: - Nie spieszcie się. Zróbcie to porządnie, bo to ma stać lata. Lepiej żeby Lech zagrał jeszcze kilka meczów we Wronkach, niż potem to poprawiać.

Ryszard Dembiński mówi: - Powinniśmy zdążyć. Plan jest taki: w środku tygodnia podnosimy tę największą kratownicę. Następnie demontujemy te wszystkie wieże i urządzenia hydrauliczne i przenosimy pod przeciwległą trybunę, aby tak podnieść drugą taką kratownicę. To ma się stać 5-6 listopada. Potem rozmontujemy wszystkie urządzenia, zdejmiemy te płyty, które przykrywają wnętrze stadionu. Będzie 15 listopada. Wówczas w miejsce płyt ułożymy murawę boiska, montujemy sześć tymczasowych wież oświetleniowych i przystosowujemy obiekt do wpuszczenia ludzi. To zajmie nam sześć dni i 21 listopada stadion będzie gotowy. To znaczy dwie trybuny, bo te boczne i tak będą nadal wyłączone. Tam kratownice dachu będziemy wstawiali inaczej. Nie z murawy, od środka stadionu, ale z zewnątrz, przy pomocy wielkich dźwigów z wysięgnikami.

Łup, łup - hałasują młoty, ale westchnienie widzów wyraźnie słychać. To dopiero będzie widok - gigantyczne dźwigi swymi wielkimi łapami wstawiają wielkie elementy spoza stadionu. Science fiction!

- Na razie stadion będzie miał jakieś 10 tys. miejsc - oblicza Dembiński. - Byłoby więcej, ale nie mamy pozwoleń na użytkowanie przerabianych narożników czwartej trybuny. No i nie możemy używać najwyższego poziomu drugiej trybuny. Zlikwidowaliśmy tam klatki schodowe i ten fragment nie spełnia przepisów dotyczących ewakuacji. Tam ludzi wpuścić nie można.

Wiosną pozwolenia i klatki powinny być gotowe. No a od czerwca 2010 r. nowiutki stadion będzie mógł pomieścić już wszystkich - 46 tys. widzów.

Na razie jednak nawet klub Lech musi się stąd na jakiś czas wyprowadzić. Kiedy podnoszona będzie 1400-tonowa kratownica, ze stadionu muszą zniknąć wszyscy, poza ośmioma ludźmi obsługującymi podnośniki.

Lech powoli zatem pakuje się i wyprowadza z budynku, który cały się trzęsie. W środku też trwają prace - robotnicy wykuwają dziurę w suficie pod nową siedzibę Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej.

Zza drzwi wychyla się sprzątaczka. Taszczy ze sobą w naszą stronę odkurzacz. - Mogę włączyć? Nie będzie panom przeszkadzał hałas? - pyta.

Specjalny serwis Sport.pl - Lech Poznań »