Sport.pl

Euro 2012: Pat na Ukrainie. Brakuje pieniędzy i woli...

Na Ukrainie trwa polityczna burza wokół Euro 2012. Prezydent zarzuca rządowi zbyt małe zaangażowanie. Premier Tymoszenko odbija piłeczkę, władze lokalne nie są w stanie wypełnić nałożonych na nie zobowiązań. A zegar tyka. UEFA już za niespełna dwa miesiące podejmie decyzję w ilu ukraińskich miastach odbędą się mecze mistrzostw.
Kilka dni temu Michel Platini rozwiał wszelkie wątpliwości. Euro 2012 odbędzie się w Polsce i na Ukrainie. Jedyną niewiadomą jest liczba ukraińskich miast - gospodarzy. - Dwa lub cztery - wskazywał szef UEFA.

Jednak po ostatnim, miażdżącym dla Lwowa raporcie  », w którym UEFA jasno stwierdza, że nie ma szans, by tamtejszy stadion został zbudowany na czas, najprawdopodobniej będzie to ta skromniejsza reprezentacja. Ale i ta liczba może jeszcze zostać okrojona. Wszystko za sprawą politycznej wojny pomiędzy prezydentem Wiktorem Juszczenką, a premier Julią Tymoszenko, która paraliżuje przygotowania. O kolejnych odsłonach konfliktu i coraz to nowszych pomysłach na uratowanie mistrzostw w tym kraju, tylko w ciągu ostatniego tygodnia pisało kilkadziesiąt tytułów i portali internetowych (m.in. "Ukraińska Prawda", "RBK Ukraina", "Liga Nowosti", "Nowosti Donbassa", UNIAN).

Politycy więc stawiają wszystko na jedną kartę. Od dłuższego czasu w ofensywie jest prezydent Wiktor Juszczenko, który przy każdej okazji wytyka rządowi niewystarczające finansowanie przygotowań z budżetu. - Obecnie sięga ono zaledwie 27 proc., a w przypadku budowy i przebudowy dróg zaledwie 11 proc. - powiedział podczas dzisiejszego posiedzenia Rady koordynacyjnej ds. Euro 2012.

I choć tym razem zaznaczył, że jest już widoczny postęp, jeszcze kilka dni temu nie pozostawił na Julii Tymoszenko suchej nitki. - Jeśli to się nie zmieni, nie spodziewajmy się dobrych wiadomości w listopadzie (wówczas UEFA zdecyduje o przyszłości Euro na Ukrainie). Każdego dnia słyszę w telewizji o tym, że budżet jest realizowany w 100 proc. To nieprawda!

Jednak i premier nie pozostaje mu dłużna, a za ewentualną porażkę projektu Euro 2012 na Ukrainie obarcza prezydenta. - Odebranie mistrzostw Ukrainie to dla Wiktora Juszczenki ważny element walki ze mną w walce o fotel prezydenta - skwitowała politykę prezydenta.

Tymczasem czas biegnie, a szereg projektów leży odłogiem. Także władze regionalne coraz odważniej krytykują politykę rządu. - Co z pieniędzmi na remonty i budowę dróg - pytał kilka dni temu na łamach "Nowosti Donbassa" zaniepokojony mer Doniecka Aleksandr Łukjanczenko. - Mówili nam, że są na nie wydzielone. Tymczasem mija już dziewiąty miesiąc tego roku, a ich jak nie było tak nie ma.

Podobnie sytuację ocenia wicemer Kijowa Jewgienij Czerwonenko, który ma poważne obawy, czy uda się zmodernizować port lotniczy i przede wszystkim stadion. - Dlatego jeśli UEFA zdecyduje się na organizację Euro w dwóch miastach, wtedy najprawdopodobniej odbędzie się ono w Charkowie i Doniecku - przyznał. - To, że ciągle Ukraina nie straciła szans na Euro nie jest zasługą władz, a prywatnych biznesmenów, którzy wybudowali obiekty w Doniecku, Charkowie i Dniepropietrowsku. »

Co gorsza, waśnie polityczne z Euro 2012 w tle nie kończą się jedynie na ostrych wypowiedziach. Ich efektem jest ciągle niepewny budżet przygotowań. Prezydent Juszczenko zawetował ustawę, która miała odblokować pieniądze i sam szuka pomysłu. Chce doprowadzić do spotkania z przedstawicielami komercyjnych banków, by te pokryły niezbędne wydatki. Nie zgadza się na taki scenariusz Tymoszenko.

Polityczny pat najprawdopodobniej więc potrwa do wyborów. Czy władzom europejskiej piłki wystarczy cierpliwości? Decyzję o tym, w ilu i w których miastach na Ukrainie odbędzie się Euro 2012, UEFA podejmie 10-11 grudnia.

Wszystko o Euro 2012 znajdziesz w specjalnym serwisie na - Sport.pl »