Sport.pl

Euro oczami kobiety - odcinek 9

Ponieważ wczorajsze zmiany harmonogramu spotkań zupełnie wytrąciły mnie z równowagi, postanowiłam tą równowagę dzisiaj odzyskać. Na pierwszy ogień poszły tabele.

Siadłam w fotelu, wytężyłam wszystkie szare komórki i postanowiłam zgłębić o co w nich chodzi! Nie takie rzeczy się w końcu robiło! Wystarczy spojrzeć i wszystko będę wiedziała.

Chała! Patrzę i patrzę i w dalszym ciągu nie bardzo wiem co oznaczają poszczególne skróty i cyferki. Zaglądam na drugą stronę. Nie ma do tego jakiejś instrukcji obsługi? Myślę nad tym i myślę, ale nic z tego nie wychodzi.

Zdecydowałam się ożywić mój intelekt i poszłam zrobić sobie kawę. Jak przyszłam z ulubionym napojem okazało się, że zaraz zacznie się mecz Anglii z Chorwacją i Szwajcarii z Francją. Oba oczywiście o tej samej godzinie!

Postawiłam filiżankę i z niecierpliwością czekałam na rozpoczęcie audycji sportowej, ponieważ ciekawa byłam, które z tych spotkań będzie można zobaczyć na "żywo". Ze swojej strony bardzo chciałabym zobaczyć grę Chorwatów!

Bogowie dzisiaj byli mi przychylni i w swej łaskawości pozwolili obejrzeć w bezpośredniej relacji spotkanie Anglii z Chorwacją. To drugie pewnie będzie "odgrzewane" w późniejszym terminie.

Jeżeli wydaje się komuś, że będę czekała, aż TVP pokaże mi drugi mecz, to się głęboko myli! Nie byłabym kobietą gdybym nie chciała zaspokoić mojej ciekawości od razu!

Wpadłam na szalony pomysł i włączyłam komputer, a za jego pomocą weszłam na internet, na relację "live", gdzie pokazywano aktualne wyniki, następnie przesunęłam szafkę z telewizorem tak aby mieć dobrą widoczność, siadłam na krześle przy biurku i otworzyłam moje tajemnicze tabele.

Dlatego od 20.45 jednym okiem oglądam mecz Chorwatów z Anglikami, drugim okiem studiuję rozkład punktów, a trzecim okiem patrzę na ekran monitora, gdzie co chwila aktualizuje się wynik meczu Szwajcarii z Francją. Niezłe, nie?

Jeszcze kilka takich meczy, a będę przyjmować gości w najbliższym szpitalu psychiatrycznym, i to bynajmniej nie jako lekarz!

Spokojna o wynik (Chorwacja wbiła bramę już na początku), skupiłam się na tabelkach. Byłam w trakcie rozszyfrowywania znaczeń literek u góry tabeli, jak wynik 1:0 przeobraził się w remis, i to zarówno w jednym jak i drugim spotkaniu.

Ha! Już wiem co oznaczają te literki! To są skróty słów: punkty, mecze, zwycięstwa, remisy, porażki, bramki zdobyte i bramki utracone!

Jestem z siebie dumna! Nie rozumiem tylko dlaczego drużyny z grupy A mają po trzy mecze? Nie zdążyłam się zastanowić nad tym, bo Chorwacja straciła gola! Przegrywają 1:2! Co jest chłopaki?! Ruszać się! W "internetowym" meczu wynik bez zmian.

Wracam do szyfru. A ha, to dlatego Portugalia i Grecja przeszły już dalej! Mają po trzy mecze i najwięcej punktów! Ale jestem mądra!

Ja tu się cieszę, a moi faworyci przegrywają 1:3. To straszne! Odsuwam na razie moje szyfry i zaciskam kciuki, widocznie bez nich nie ma rady! Jest! Udało się! Wynik zmienił się na 2:3!

Rzucam okiem na monitor, tam wynik zmienił się na korzyść Francuzów, swoją drogą ciekawe jak przebiega tamten mecz. To jest oburzające, żeby planować dwa spotkania w tym samym czasie! To nieludzkie!

A niech to, Anglicy wbili kolejną bramkę! Już mi się nie chce nawet kontynuować dalszego rozgryzania tabel, patrzę jak sroka w gnat w ekran, chociaż pomału tracę nadzieję na zwycięstwo Chorwacji.

Jedyna korzyść to rozśpiewane trybuny kolorowych, angielskich kibiców!

Mecz się skończył wynikiem 2:4, a w internecie Francja wygrywa ze Szwajcarią, czyli jeżeli moje szare komórki dobrze pracują, dalej przechodzi Francja i Anglia.

Jest mi przykro z powodu przegranej Chorwatów! Najgorsze jest to, że nawet nie mam żadnej koleżanki, której mogłabym się pożalić na wynik meczu i jednocześnie nie narazić się na charakterystyczne pukanie w czoło!

Ostał mi się ino kot! Kici, kici...