David Beckham - piłkarz, czyli kura

?Przyszłam go zobaczyć. Nie wiem, jak gra, ale to w końcu mąż Victorii Adams" - mówiła nastolatka witająca Davida Beckhama w Madrycie. Wśród hiszpańskiej mniejszości, która nie interesuje się piłką, większość i tak nie pozostaje obojętna wobec Anglika. David i Victoria to jedna z najsławniejszych par bez względu na to, czy mają coś wspólnego ze sportem, lub muzyką.
Prezes Realu Florentino Perez nazywa Beckhama kurą znoszącą złote jajka, bo biznesowo kupienie Anglika za 30 mln euro było strzałem celniejszym, niż sprowadzenie Figo, Ronaldo, Zidane'a albo nawet przyjęcie za darmo młodego Raula, którego ŚP prezes Gil pozbył się z Atletico Madryt, likwidując sekcje młodzieżowe.

Wielki rozgłos okazał się jednak dla Beckhama mieczem obosiecznym. Poza boiskiem noszono go na rękach, ale to na boisku musiał udowodnić, że przyjechał do Madrytu nie tylko po to, by sprzedawać koszulki. A na boisku szczęścia nie miał, trafił na jeden z najgorszych sezonów w historii klubu: bez tytułu, bez stylu, bez nadziei.

W sporcie sława i klasa są ze sobą związane, ale trudno się umówić, że młody, przystojny i sympatyczny David jest najlepszy na świecie. Bo, kto jest najlepszy, widać na boisku gołym okiem. A tam nie sięgają wpływy speców od wizerunku rodziny Beckhamów, nie można wspomóc go playbackiem tak jak Spice Girl. W starciu z rywalami David pozostaje sam z tym, co umie. I taki Beckham poprowadzi na Euro reprezentację Anglii, która tak silna jak dziś nie była chyba od mundialu w Italii. Dlatego jej dokonania w Portugalii będą bardziej ekscytujące niż prywatne życie rodziny Beckhamów. Przynajmniej dla mnie.