Francuskie służby boją się meczu Polska - Niemcy. Wiedzą, że naszymi narodowymi napojami nie są ani sok jabłkowy, ani kefir

Polscy i niemieccy kibice ściągają do Paryża, a władze miejskie wprowadzają coraz większe środki ostrożności i ochrony. Oprócz nadzwyczajnie silnej obstawy policyjnej rejonu stadionu starają się usunąć wszelkie możliwe źródła agresji, przede wszystkim tej wynikającej z nadużywania alkoholu.

Euro 2016 - specjalny serwis


Środa 15 czerwca, godz. 12.30, Paryż, plac Republiki. Najpierw przechodzi trzech jegomościów w białych koszulkach z czerwonymi paskami pod szyją i na rękawkach oraz z dziwnie znajomymi orłami na piersiach. Nie mija pięć minut, a ulicą przejeżdża biały samochód, łopocząc dwoma biało-czerwonymi chorągwiami przyczepionymi na wysokości tylnych siedzeń. "Polskaaa, biało-czerwoni!". Nie ma wątpliwości. Już są, już się szykują, żeby nazajutrz przemieścić się tłumnie na mecz z Niemcami na Stade de France.

Polska - Niemcy. Jedno z najbardziej ryzykownych spotkań

Nie ma wśród nich innych uczuć niż optymizm i nadzieja. Pełna jedność narodowa bez względu na orientację wyznaniową, upodobania seksualne czy poglądy polityczne. "Paaanie, jak Słowacy mogli wygrać z Rosją, a Islandczycy zremisować z Portugalią, to my nie możemy z Niemcami?! No panie, pan nie Polak, czy co?! Wiara nas wybawi, panie, trzeba wierzyć! Wiara, nadzieja i miłość, niech pan sobie zapamięta!" - mówią.

Jedno co na razie można na pewno powiedzieć o czwartkowym meczu, to to, że jeżeli ktoś nie okaże się wystarczająco przewidujący, to będzie musiał go spędzić w absolutnie dziewiczej trzeźwości. Francuskie władze mają już dosyć ciągłych awantur i bijatyk między podchmielonymi kibicami. A wiadomo, że narodowymi napojami w Niemczech i w Polsce nie są ani sok jabłkowy, ani kefir. Francuska policja nie ukrywa, że jeśli chodzi o zagrożenie bijatykami między chuliganami z obu stron, to spotkanie Polska - Niemcy jest uważane za jedno z najbardziej ryzykownych.

Mecze całkowicie na trzeźwo

W czwartek od 14 do 2 w nocy w bardzo szeroko rozumianym rejonie Stade de France będzie obowiązywać ścisły zakaz sprzedaży alkoholu na wynos. Zakazem będzie objęte całe centrum Saint-Denis, strefa kibica i cała północna część sąsiedniego miasta Aubervilliers.

Co więcej, nie będzie można na tym terenie spożywać alkoholu przywiezionego ze sobą, gdyż karalna będzie także "konsumpcja napojów alkoholowych poza punktami sprzedaży napojów przeznaczonych do spożywania na miejscu", jak również samo "przenoszenie i transport alkoholu przez osoby niezajmujące się tym zawodowo".

Zakazany będzie też obrót napojami w opakowaniach mogących posłużyć za pociski, a więc szklanych i metalowych. Miejscowa prefektura zaleca serwowanie napitków w pojemnikach plastikowych lub kartonowych. Domaga się również usunięcia z kawiarnianych tarasów wszelkiego sprzętu, który mógłby posłużyć jako broń lub obiekty do miotania w przeciwników. Chodzi m.in. o krzesła, stoły, kontuary do konsumowania na stojąco, parasole itp., itd. Jeśli dobrze się zastanowić, to na wyposażeniu lokali gastronomicznych w Saint-Denis i Aubervilliers będą mogły pozostać jedynie gąbki i serwetki.

Cukierkowy obraz "słodkiej Francji"? Nie na Euro 2016

Tak daleko idące obostrzenia nie są lokalnym kaprysem. Podobne decyzje podjęły władze miejskie Lille, Lyonu, Marsylii, Nicei, Saint-Etienne i Tuluzy. Będą one stosowane w dniach meczów Euro, w strefach uznanych za szczególnie ryzykowne.

Ryzyko jest związane także z innym czwartkowym meczem, Anglia - Walia w Lens, 30 km od Lille, gdzie dzień wcześniej odbył się mecz, w którym Rosja przegrała ze Słowacją. Istnieje więc obawa, że rozwścieczeni rosyjscy chuligani będą chcieli przemieścić się z Lille do Lens, by rozładować agresję na znienawidzonych chuliganach angielskich, którzy z kolei mogą chcieć wziąć na nich odwet za ciężkie lanie, jakie dostali od rosyjskich kiboli w Marsylii (jeden z trzydziestki rannych Brytyjczyków nadal jest w stanie krytycznym).

Tymczasem w Nicei aresztowano czterech byłych członków klubu kibiców Brygada Południowo-Nicejska rozwiązanego przez władze w 2010 roku. Nagrania z miejskich kamer wskazują, że brali oni udział w atakach przy użyciu pięści i butelek na kibiców polskich i irlandzkich w przeddzień meczu drużyn tych krajów. Rany odniosło wtedy dziewięć osób.

Jak widać, cukierkowy obraz "słodkiej Francji" można będzie jeszcze przez pewien czas odnaleźć głównie w starych, zakurzonych albumach ze zdjęciami z wakacji.