Euro 2016. Niemcy - Ukraina. Maszyna to maszyna, ale ma słabe punkty

Niemcy mają dwie twarze - gdy mają piłkę i gdy piłki nie mają. W pierwszym przypadku są piekielnie skuteczni, w drugim pokazują słabszą twarz. Mecz Niemcy - Ukraina da trenerowi Polski Adamowi Nawałce sporo materiału do analizy.
Zwycięstwo niemieckiej reprezentacji 2:0 było niepodważalne. Niemcy kontrolowali przebieg meczu, ale pozwalali Ukraińcom na groźne kontrataki. Mimo dogodnych okazji, selekcjoner piłkarzy znad Dniepru gorzko podsumował mecz: - Nie wiedzieliśmy, jak zagrają niemieccy piłkarze, ale ich maszyna to maszyna.

Ale ta maszyna czasem zgrzyta. Słabe punkty Niemców nietrudno wskazać. To defensywa. Pod koniec pierwszej połowy tylko dzięki ekwilibrystycznej interwencji Jerome'a Boatenga na linii bramkowej nie stracili bramki. Poza filarem obrony nazwiska nie zachwycają. Na prawej stronie zagrał Benedikt Howedes - mistrz świata sprzed dwóch lat, ale grający wówczas po drugiej stronie boiska. Po lewej Jonas Hector, którego Joachim Loew darzy zaufaniem. A obok Boatenga w miejsce Matsa Hummelsa zagrał Shkodran Mustafi, zdobywca pierwszej bramki dla Niemców.

I choć słynni skrzydłowi Ukrainy - Andrij Jarmołenko i Jewhen Konopljanka - nie zagrali wielkiego meczu, to niekiedy akcje bokami budziły u Niemców wielki niepokój. Howedes i Hector przepuszczali dośrodkowania, w polu karnym się kotłowało. Ale piłkarze Loewa mieli za sobą Boatenga i Manuela Neuera. Obaj potrafili w ostatniej chwili zainterweniować tak, by Niemcy zachowali czyste konto. Gdyby nie oni, o bramkę Ukraińcom byłoby znacznie łatwiej.

Nad Renem dyskusja o problemie w obronie jest coraz głośniejsza. Nawet Karl-Heinz Rummenigge zarządzający Bayernem Monachium mówi, że to efekt... zbyt dobrych warunków dla młodych piłkarzy. Można wyszkolić tuziny zdolnych, kreatywnych pomocników, ale brakuje twardych środkowych obrońców, skupionych na zadaniach bocznych. Stąd na lewej obronie gra Jonas Hector, którego nie wyszkoliła żadna prestiżowa akademia. Przebijał się przez niższe ligi. To niemal samorodek, a przez to jest inny niż wszyscy. - Nigdy nie widziałem takiego piłkarza, czy to jako zawodnik, czy trener - mówił jego trener klubowy. Hector wypełnia swoje zadania, uczy się nowych rozwiązań. Nic mniej, nic więcej. Zadaniowiec.

Ale widać, że bywa zagubiony, że łatwo go minąć. To szansa dla Jakuba Błaszczykowskiego, który z meczu na mecz gra coraz lepiej. Po drugiej stronie boiska Howedes także miewał w niedzielę problemy. To szansa dla Bartosza Kapustki bądź może nawet dla Kamila Grosickiego, który bardziej pasuje do kontrataków, na które Polacy będą liczyć w czwartek.

Na mecz z Polską do zespołu powinien wrócić Hummels, bohater jednego z głośniejszych letnich transferów. Przeszedł z Borussii Dortmund do Bayernu Monachium, a to zawsze budzi emocje. Imponujący techniką środkowy obrońca to znakomita wartość dodana nie tylko do ataku pozycyjnego, ale też do gry w defensywie.

Z przodu mistrzowie świata mają aż nadmiar znakomitych piłkarzy. Wszystkimi dyrygował Toni Kroos, wyśmienity rozgrywający Realu Madryt. Zaliczył 129 kontaktów z piłką, większość z nich była wybitna, popychająca akcję Niemców do przodu. Mistrzowie świata bramkę zdobyli w swoim, turniejowym stylu - po stałym fragmencie gry. Dośrodkowywał właśnie Kroos, a głową do bramki piłkę zapakował Mustafi.

Wciąż jednak u Niemców widać spore rezerwy. Przecież tacy piłkarze jak Thomas Muller, Julian Draxler, a zwłaszcza Mesut Ozil potrafią akcję rozegrać tak, że piłki rywale nawet nie zdążą spostrzec. Z jednej strony Polacy widzą, że piłkarze Joachima Loewa nie są w najlepszej formie. Z drugiej: że niebawem zaczną być lepsi. Loew ma w zanadrzu sporo nowych rozwiązań, bo przecież cały mecz na ławce przesiedział Mario Gomez, typowy lis pola karnego.

Mecz Polska - Niemcy w czwartek 16 czerwca o godz. 21. Relacja na Sport.pl i Sport.pl LIVE.

Memy po meczu Polski z Irlandią Północną