Sport.pl

Przed meczem Polska - Irlandia Północna. Cel? Złamać Irlandczyków

Polacy mierząc się z Irlandią Północną, zderzą się z rywalami niezbyt utalentowanymi, lecz morderczo skutecznymi. Remis na inaugurację Euro jest surowo wzbroniony
1 : 0
Informacje
Euro 2016 - Grupa C
Niedziela 12.06.2016 godzina 18:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Polska
0
1
1
Irlandia Płn.
0
0
0
Składy i szczegóły
Polska
Bramki: Milik (51.) Kartki: Kapustka, Piszczek - żółta Skład: Szczęsny - Piszczek, Pazdan, Glik, Jędrzejczyk - Błaszczykowski (80. Grosicki), Krychowiak, Mączyński (78. Jodłowiec), Kapustka (88. Peszko) - Lewandowski, Milik
Irlandia Płn.
Kartki: Cathcart - żółta Skład: McGovern - McLaughlin, Cathcart, Evans, McAuley - McNair (46. Dallas), Norwood, Davis, Baird (76. Ward), Ferguson (66. Washington) - Lafferty
- Najlepiej wyjść na boisko bez żadnego stresu - rzucił w czwartkowy wieczór Robert Lewandowski. Ale natychmiast odwołał własne słowa, jakby zreflektował się, że tylko on i Grzegorz Krychowiak przywykli do grania pod ekstremalną presją.

Polska osiągnęła w mistrzostwach Europy tak niewiele, że nawet skromne 1:0 byłoby wyczynem historycznym. Na mundialach też słabuje. Ostatnie zwycięstwo, które miało jakieś znaczenie - dało będące już celem wręcz legendarnym wyjście z grupy, z trzeciego miejsca w tabeli - odniosła 30 lat temu. Prawie nikogo z reprezentantów nie było wówczas na świecie.

Polska - Irlandia Północna: inauguracja inna niż poprzednie?

To zresztą uspokajające, że piłkarze niespecjalnie interesują się przeszłością swojego sportu (Arkadiusz Milik przyznał wczoraj, że niezbyt pamięta nawet klapę z Koreą sprzed 14 lat). Wnikanie w turniejowe inauguracje naszej reprezentacji może jedynie zdołować. Wygrała ledwie raz w mitycznym roku 1974. A potem przez całą wieczność nie umiała wbić choćby gola - w 1978, 1982, 1986, 2002, 2006, 2008 r. Paraliżującą passę przerwał dopiero Lewandowski na Euro 2012. Na próżno, Grecja zdołała zremisować. Czarna rozpacz.

Ale dziś dopingujemy reprezentację, w której, jak pragniemy wierzyć, dokonał się przełom. Także mentalny, wywołany przypominanym do znudzenia eliminacyjnym triumfem nad niepokonanymi nigdy wcześniej Niemcami. Wreszcie dożyliśmy pokolenia, które rozprawiło się z najstraszliwszym tabu polskiego futbolu.

W niedzielę stanie przed wyzwaniem o podobnej skali. Czy raczej - o równie doniosłym znaczeniu.

Przed tamtym cudownym wieczorem na Narodowym pisaliśmy, że zwycięstwo, oczywiście przekraczające naszą wyobraźnię, awansu nie da, ale byłoby warte znacznie więcej niż trzy punkty. Jak teraz - choć żaden wynik nie zapewni ani nie odbierze drużynie Adama Nawałki szans na 1/8 finału, to za remis lub porażkę zapłaci ona znacznie więcej niż dwa lub trzy punkty.

Wygrana z mistrzami świata pozwoliła wycieńczonym chronicznymi klęskami piłkarzom uwierzyć w siebie i podarowała miesiące pracy w błogim komforcie. Remisy ze Szkocją i Irlandią nie niepokoiły, ponieważ Polska utrzymywała pozycję lidera w grupie. Przyjeżdżający na zgrupowania kadrowicze nie musieli snuć fantasmagorycznych scenariuszy, szukając dających im nadzieję kombinacji wyników, lecz spokojnie powtarzali, że wszystko zależy od nich. I właściwie nie słyszeli krytyki. Bo jak krytykować kogoś, kto osiąga wyniki powyżej oczekiwań hurraoptymistów? Słowem, zwycięstwo z Niemcami ułożyło całe eliminacje.

Mecz, który naznaczy całe Euro

Mecz w Nicei prawdopodobnie też naznaczy całe Euro. Wygrana znacząco zbliży Polaków do fazy pucharowej, sprawi, że na mecz z Niemcami wyjdą z kojącą świadomością, iż mają niewiele do przegrania, a mnóstwo do wygrania. Przypomnijmy - po regulaminowej rewolucji do awansu wystarczy najpewniej pojedyncze zwycięstwo. Nawet przy minimalnie ujemnym stosunku bramkowym prawdopodobieństwo sukcesu sięga wtedy aż 75 proc.!

Punkty oddane Irlandczykom, przeciwnikowi teoretycznie najsłabszemu, postawią natomiast Polaków pod ścianą. Wtedy nawet remis z mistrzami świata smakowałby gorzko. I przeobraziłby mecz z Ukrainą w mecz o przetrwanie.

Nie chodzi zresztą tylko o arytmetykę, lecz o łagodny wiatr, który hula wokół drużyny. O tłumy napierające na trybunach nawet w sparingach z przeciętniakami, klęczące przy barierkach aby zdobyć autograf, błagające o selfie z idolem. Szaleństwo może nie przetrwać innego wyniku niż zwycięstwo. Publiczność uzna go za klęskę, skoro tłucze jej się do głów - i słusznie, to twarde fakty - że Nawałka zarządza gwiazdami błyszczącymi na wielkich europejskich arenach, a podwładnych Michaela O'Neilla fetuje się wyłącznie na stadionikach brytyjskiej prowincji.

Istnieją jednak jeszcze inne twarde fakty: Irlandczycy pozostają niepokonani od 12 spotkań, to ich historyczny rekord. Są najdłużej nietykalni wśród wszystkich uczestników Euro. Przylecieli na mistrzostwa skupieni, a zarazem odprężeni, od nich nie wymaga się właściwie niczego, może poza włożeniem serca w walkę (co czynią odruchowo).

Trudność meczu w Nicei polega na tym, że piłkarze wyglądający na zgraję angielskich drugoligowców tworzą zaporę, którą diabelnie trudno sforsować. Tłoczą się przed własną bramką, bo wolą niszczyć, niż tworzyć. Gdy dopadają piłkę, kopią ją daleko przed siebie, licząc, że wyląduje w pobliżu - o wymuskanej precyzji nie ma tu mowy - kolegi odpowiedzialnego za ofensywę. Jeśli się nie uda, próbują jeszcze raz. I jeszcze. Do skutku. Albo do wywalczenia rożnego czy wolnego. Potem wystarczy już tylko kotłowanina w polu karnym, by strzelić gola. I jeszcze głębiej się cofnąć. Rykoszety, przypadkowe odbicia, wymuszone bądź niewymuszone samobóje. To ich ulubione środki wyrazu. Nieefektowne - spodziewajmy się widowiska ciężkostrawnego, bezstronnych kibiców na pewno rozbolą brzuchy - jednak morderczo skuteczne. Gdyby nie rzut karny w marcowym sparingu z Walijczykami, Irlandia Północna nie straciłaby gola od 453 minut.

Nie mierzyła się jednak z potentatami, zagrała tylko z czterema finalistami ME - Rumunią, Węgrami, Walią i Słowacją - których nie sposób nazwać faworytami turnieju. Dlatego w niedzielę przekonamy się, czy Polakom bliżej do przeciętniaków, do których powstrzymania wystarczą przyzwoita organizacja gry i konsekwencja, czy do europejskiej wyższej klasy średniej, potrafiącej wykorzystać przewagę indywidualnych umiejętności.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że to w polskiej szatni znajdziemy więcej czystego piłkarskiego talentu. Że poza jednym środkowym obrońcą bodaj żaden (!) północnoirlandzki piłkarz nie dochrapałby się miejsca w podstawowym składzie naszej reprezentacji. Że złamanie oporu Irlandii Płn. nie może być zbyt ambitnym wyzwaniem dla piłkarzy, którzy serio myślą o 1/8 finału mistrzostw Europy. Że strach możemy odczuwać wyłącznie z powodów historycznych.

5 PYTAŃ PRZED MECZEM Z IRLANDIĄ PÓŁNOCNĄ

Czy ciśnienie pomoże?

Polscy piłkarze czują, że zbliża się coś wielkiego. W Juracie i Arłamowie rozdali tysiące autografów, sparingi grali przy wypakowanych trybunach. W La Baule akredytowało się 146 dziennikarzy z Polski.

Irlandia Płn. mierzyła się z Białorusią na przebudowywanym Windsor Park, przygotowania miała w Austrii, a potem przeniosła do maleńkiego Saint-Georges-de-Reneins. Widziałem tam oklejoną flagami furgonetkę, ale przyjechało nią zaledwie kilku fanów. Media wysłały do Francji kilkunastu przedstawicieli. - Czuję presję, ale wielu kibiców nie spodziewa się po nas niczego - mówił obrońca Luke McCullough. Słowem: reprezentant Irlandii Płn. wyjdzie na boisko ze świadomością, że może pozwolić sobie na przegraną, Polak - że po remisie bądź porażce jutra nie będzie.

Zdecyduje lewa obrona?

Wyspiarze dużą wagę przywiązują do kontuzji Macieja Rybusa. W czwartek o znaczeniu piłkarza Tereka Grozny przekonywał najpierw - niepytany - skrzydłowy Niall McGinn, później analityk północnoirlandzkiej kadry Austin MacPhee nazwał wybór lewego obrońcy "kluczową decyzją Adama Nawałki". To o tyle dziwne, że wyspiarze grają bez skrzydłowych, nie konstruują ataków bokami. Długie podania środkiem - to jest ich żywioł.

Wydaje się, że Łukasz Piszczek i prawdopodobnie Jakub Wawrzyniak powinni być bardziej widoczni w ofensywie niż defensywie. No, chyba że Michael O'Neill przygotował na Polaków coś specjalnego, czego nigdy wcześniej nawet nie testował.

Bramkarz niewidoczny?

Eliminacje mundialu w Brazylii zaczynał Przemysław Tytoń, później zastąpił go Artur Boruc, a skończył Wojciech Szczęsny. W sparingach u Adama Nawałki rywalizowało dwóch ostatnich. Eliminacje zaczął Szczęsny, by po czterech meczach ustąpić miejsca Łukaszowi Fabiańskiemu. W Nicei - wszystko na to wskazuje - między słupki wróci zawodnik Romy. Bramka reprezentacji Polski powinna zostać uznana za miejsce pracy tymczasowej, choć kolejni selekcjonerzy wybierają wśród samych fachowców światowej klasy. We Francji najlepiej, byśmy w ogóle nie zauważali polskiego bramkarza, by nie był ani najlepszym piłkarzem kadry (Boruc na ME 2008 i MŚ 2006), ani nie popełnił błędu, który zaważy na losach turnieju (Szczęsny na Euro 2012).

Czy liderzy będą liderami?

Polska nigdy nie musiała się tym przejmować, bo nigdy nie wysyłała na wielki turniej tylu gwiazd. Bukmacherzy płacą tylko 17 euro do jednego, że Robert Lewandowski zostanie królem strzelców, wyżej oceniają szanse Oliviera Girouda, Antoine'a Griezmanna (15), Thomasa Müllera (10) i Cristiano Ronaldo (8). Grzegorz Krychowiak wypracował markę wykraczającą daleko poza ligę hiszpańską. Arkadiusz Milik to kandydat na odkrycie turnieju.

Dlatego dziś to jedno z najważniejszych pytań o kadrę Nawałki. Przecież co dwa lata oglądamy wielu przygaszonych zawodników, którzy wcześniej zachwycali w Lidze Mistrzów i hitach najlepszych europejskich lig. A reprezentacja Polski nie przetrwa zapaści żadnego lidera, różnica między nimi a zmiennikami jest zbyt duża.

Czy Polska jest gotowa?

Cztery lata temu nie była. Osiem lat temu też nie. 10 i 14 lat temu na mundialach - również. Choć Nawałka nie powtórzył błędów poprzedników - nie zachłysnął się sukcesem, nie podejmował decyzji rozbijających grupę, na zgrupowaniach pracował jak maniak nad rzutami rożnymi i wolnymi - dopiero w niedzielę zobaczymy, czy nie popełnił innych pomyłek. Chodzi nie tylko o decyzje personalne i ignorowane przez poprzednich selekcjonerów przygotowanie fizyczne, ale o to, czy Nawałka potrafi poprowadzić zespół na wielkim turnieju - gospodarować odpowiednio siłami piłkarzy, motywować ich, a czasami rozładować emocje. Przecież niezależnie od wyniku na meczu z Irlandią Północną mistrzostwa Europy się nie kończą.

Kankan, tancerki i David Guetta. Ceremonia otwarcia Euro! [ZDJĘCIA]




Czy Polska pokona Irlandię Północną w Nicei?
Więcej o: