Euro 2016. Reprezentacja Polski - kadra 973 meczów

Pierwszy raz w XXI wieku żaden polski piłkarz nie może narzekać, że został przez selekcjonera zignorowany lub niesprawiedliwie potraktowany. Na Euro 2016 poleci reprezentacja wykuta w podróżach po całej Europie, przed telewizorem i z telefonem przy uchu.
Trener Adam Nawałka musiał okroić szeroką 28-osobową kadrę do 23-osobowej. I na zakończenie zgrupowania w Arłamowie ogłosił wczoraj, że na Euro 2016 nie polecą Przemysław Tytoń, Paweł Dawidowicz i Artur Sobiech, którzy dołączyli do wykluczonych wcześniej przez kontuzje Macieja Rybusa i Pawła Wszołka. Sensacji nie było, żaden z odrzuconych nie zagrał w eliminacjach ani minuty. Nawałka lubi ciszę, a nie znosi radykalnych wolt. Gdyby dokonał szokujących wyborów, zachowałby się kompletnie inaczej niż przez dwa i pół roku pracy.

Ani on, ani żaden jego asystent nie zdradzają, ile tygodniowo sztab reprezentacji ogląda meczów na żywo, ale można policzyć. Od początku sezonu do majowego zgrupowania w Juracie minęło 40 tygodni. Możemy założyć, że w każdym Nawałka i inni trenerzy oglądali średnio pięć meczów polskich piłkarzy grających za granicą. W sumie 200 spotkań. Do tego dochodzi 296 meczów ekstraklasy, bo selekcjoner ustalił zasadę, że na każdym ma wysłannika. W sumie pół tysiąca spotkań.

A jest jeszcze praca przed telewizorem - sztab ogląda wszystkich kadrowiczów i potencjalnych kadrowiczów. Jeśli chcemy zatem wiedzieć, z ilu obejrzanych meczów wynika skład szerokiego składu, z którego Nawałka wyselekcjonował kadrę na Euro, do wspomnianych 296 spotkań naszej ligi musimy dodać 667 rozegranych przez 28 zawodników w klubach zagranicznych. Razem - 973 mecze.

Posada selekcjonera uchodzi dzisiaj często za niepełnoetatową, giganci współczesnego trenerstwa mawiają, że przyjmą ją dopiero przed emeryturą, gdy stracą energię do codziennej młócki w klubie. Zresztą w przeszłości jedno z naczelnych oskarżeń wobec Leo Beenhakkera dotyczyło właśnie niewystarczającej aktywności - na mecze jeździł rzadko, w pewnym momencie pracy z Polską został nawet doradcą Feyenoordu Rotterdam.

Ale u Nawałki praca od początku odbywa się w permanentnej delegacji. Jeżdżą wszyscy, bez podziału geograficznego, choć z zeznań zawodników można wywnioskować, że Bogdan Zając najczęściej ogląda piłkarzy Bundesligi, Hubert Małowiejski odpowiada za Holandię, Włochy i Portugalię, a Jarosław Tkocz - za Rosję i Ukrainę oraz odwiedza bramkarzy. Asystenci selekcjonera w kwartał potrafią pokonać odległość równą obwodowi Ziemi wzdłuż równika. A od początku jego kadencji przemierzyli tyle kilometrów, że mogliby w tym czasie dolecieć na Księżyc. Sam selekcjoner podróżuje wszędzie, to on spotyka się gwiazdami.

Ostatnio sztab oglądał nie tylko powołanych do szerokiej kadry na ME. Dokładnie obserwował stopera Wojciecha Gollę (NEC Nijmegen), sprawdzał rozgrywającego Mateusza Klicha (Kaiserslautern), napastnika Łukasza Teodorczyka trenerzy oglądali nawet w zimowych sparingach Dynama Kijów. I dziś nie ma piłkarza, który mógłby powiedzieć, że został przez selekcjonera zlekceważony. To też osiągnięcie Nawałki, przed poprzednimi turniejami najgłośniej bywało nie o piłkarzach powołanych, lecz o niepowołanych - Tomaszu Iwanie (MŚ 2002), Jerzym Dudku i Tomaszu Frankowskim (MŚ 2006), Arturze Wichniarku (Euro 2008). Rezygnacja z Łukasza Szukały (dziewięć meczów w eliminacjach) kontrowersji nie wywołała, bo 32-letni stoper w tym sezonie zagrał tylko dziesięć meczów w Osmanlisporze. Z tego samego powodu ani razu na powołanie od Nawałki nie zasłużył Marcin Wasilewski. 36-letni obrońca sensacyjnie zdobył z Leicester mistrzostwo Anglii, ale przez cały sezon zagrał ledwie dziewięć meczów. W kadrze na ME nie ma piłkarza, który wychodziłby na boisko równie rzadko.

Wyprawy nie służą tylko oglądaniu meczów. Selekcjoner przedstawia plany na kolejne zgrupowania, rozmawia z trenerami klubowymi, czasami - zwłaszcza tym, którzy nie grają regularnie - zostawia plan treningów indywidualnych. A potem weryfikuje wykonanie ćwiczeń na zgrupowaniach.

Po każdej kolejce ligowej selekcjoner organizuje zebranie, na którym obserwacje trenerów są podpierane analizami wideo. Zapadają również decyzje, do kogo jeszcze warto pojechać. W ten sposób do szerokiej kadry dostał się Dawidowicz - selekcjoner wypytywał o niego trenera młodzieżówki Marcina Dornę, oglądał na wideo mecze rezerw Benfiki, aż w końcu uznał, że warto wysyłać na nie przedstawicieli, a potem - powołać 21-letniego stopera.

Tak powstaje ranking, który nie tyle decyduje o wyborach Nawałki, co wprowadza porządek. Piłkarze wiedzą, że na każdej pozycji obowiązuje hierarchia, nie ma możliwości, by nagle do jedenastki wskoczył zawodnik znikąd, co poprzednim selekcjonerom się zdarzało. W eliminacjach mundialu w 2010 Waldemar Fornalik do jedenastki na kluczowy mecz z Ukrainą wstawił Radosława Majewskiego, którego wcześniej ani razu nie sprawdził. A Kamil Grosicki do dzisiaj nie rozumie, dlaczego znienacka wypadł z podstawowego składu. Akurat po meczu udanym, po którym poczuł się reprezentantem pełną gębą.

Nawałka ma skatalogowanych kilkudziesięciu zawodników, dokładnej liczby podać się jednak nie da, bo ranking zmienia się z zebrania na zebranie. Niekiedy mieściło się w nim 70, a niekiedy ponad 100 zawodników.

Stała obserwacja powoduje, że piłkarze mają świadomość, że reprezentantami są cały rok. Że selekcjoner zauważy każde słabsze zagranie. - Po każdym meczu dostaję SMS albo telefon z pytaniem o zdrowie, czasami także o to, co wydarzyło się na boisku - mówi Łukasz Fabiański. - Widać, że trenerowi zależy - dodaje Kamil Grosicki. - Wkłada w pracę mnóstwo serca, pokazuje to nawet głupim telefonem. Dwa razy w miesiącu zadzwoni, pozdrowi rodzinę, zapyta, co się dzieje. To niuanse, ale pokazują, że chce mieć dobry kontakt z zawodnikami. I nie dzwoni tylko do Grosickiego i Lewandowskiego, dzwoni do wszystkich.

Telefony to zresztą oddzielna historia, od Sebastiana Mili wiemy, że selekcjoner rozmawia także z kandydatami na reprezentantów. - Trener ogłaszał kolejne powołania, zawsze beze mnie, ale ciągle dzwonił. Przez siedem miesięcy! Powtarzał, że muszę ciężko pracować, dopytywał o zdrowie. Wiedział, że w moim wieku właśnie jego brak może przeszkodzić w osiągnięciu wysokiej formy. Mówił, że mi się przygląda, tłumaczył, że to, że nie dostaję powołań, nie oznacza, że nie dostanę następnym razem - mówił rozgrywający Lechii Gdańsk.

W latach minionych ostateczne decyzje selekcjonerów, którzy tuż przed turniejem rezygnowali z graczy lubianych w szatni lub lansowanych w mediach, zatruwały atmosferę wokół reprezentacji, teraz nawet te przykre momenty wywoływały reakcje pozytywne, wzmacniające grupę. Gdy Mila usłyszał, że nie został powołany nawet do szerokiej kadry, napisał na Twitterze: "Dziękuję bardzo. Będę mocno wspierał naszą reprezentację! Wierzę w trenera i drużynę". A prezes PZPN Zbigniew Boniek natychmiast zaprosił go do loży na jutrzejszy sparing z Holandią.

Ostateczna kadra reprezentacji Polski na Euro 2016:

Bramkarze: Artur Boruc (A.F.C. Bournemouth), Łukasz Fabiański (Swansea City), Wojciech Szczęsny (AS Roma)

Obrońcy: Thiago Cionek (US Palermo), Kamil Glik (Torino FC), Artur Jędrzejczyk (Legia Warszawa), Michał Pazdan (Legia Warszawa), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Bartosz Salamon (Cagliari Calcio), Jakub Wawrzyniak (Lechia Gdańsk).

Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (ACF Fiorentina), Kamil Grosicki (Stade Rennes), Tomasz Jodłowiec (Legia Warszawa), Bartosz Kapustka (Cracovia), Grzegorz Krychowiak (Sevilla FC), Karol Linetty (Lech Poznań), Krzysztof Mączyński (Wisła Kraków), Sławomir Peszko (Lechia Gdańsk), Filip Starzyński (Zagłębie Lubin), Piotr Zieliński (Empoli Calcio).

Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium), Arkadiusz Milik (Ajax Amsterdam), Mariusz Stępiński (Ruch Chorzów).



Tych pechowców Adam Nawałka nie zabiera na Euro 2016 [ZOBACZ]