Losowanie grup Euro 2016. Starczy już tego szczęścia.

Od 2002 r., gdy polscy piłkarze po szesnastoletniej przerwie wrócili na wielkie turnieje, ani razu nie mogli narzekać na pecha. W najgorszym wypadku losowali jednego faworyta (Niemcy), co prawda zawsze mierzyli się z gospodarzem imprezy, ale Korea Południowa i Austria nie straszyły ani znakomitą teraźniejszością, ani mocarstwową przeszłością. Szczytem było Euro 2012, w którym drużyna Franciszka Smudy wylądowała prawdopodobnie w najsłabszej grupie w historii mistrzostw (Grecja, Czechy, Rosja). W grupie nudy.


Zawsze gdy kulki ostygły, zawód spowodowany bezbarwnymi rywalami przesłaniała jednak wizja awansu. A potem kończyło się tak samo: za USA (w 2002 r. jeszcze uczyli się futbolu), Ekwadorem, Austrią, Czechami. Nawiasem mówiąc, los oszczędzał Polaków także w eliminacjach. Ostatnio naprawdę trudno było w walce o mundial w 1998 r. (Anglia i Włochy). Potem wystarczyło już tylko wygrywać z równymi sobie i słabszymi od siebie. I to się nie zmieni, o mistrzostwa świata w Rosji biało-czerwoni zagrają z ledwie jednym finalistą Euro 2016 (Rumunia). A są grupy, w których występuje nawet czterech uczestników francuskiego turnieju (Chorwacja, Islandia, Turcja, Ukraina).

W sobotę wylosować naprawdę mocnych rywali będzie oczywiście trudniej niż wcześniej. Rozdymanie ME do 24 zespołów spowodowało, że do Francji pojedzie aż pięciu debiutantów, wiadomo, że w pierwszej fazie dojdzie do spotkań, które będą interesowały wyłącznie kibiców występujących w nich drużyn. Kogo poza Tiraną i Bratysławą poderwie mecz Albania - Słowacja?

Drużyna Adama Nawałki na letnich rywali jednak nie zasłużyła. Po 1989 r. zdarzały się polskie reprezentacje, które dawały kibicom zwycięstwa, każdą do awansu prowadził superstrzelec. Ale ta przyciąga także emocjami. Nie pozwala nawet na chwilę odejść od telewizora, karze za przełączenie na inny kanał. Spójrzcie na wyniki do przerwy w eliminacjach, a znajdziecie dwa bezbramkowe remisy z Gruzją (dwumecz skończył się demolką 8:0!) i 1:0 z Gibraltarem. W dziesięciu meczach Polaków aż siedem goli padło po 88. minucie. W doliczonym czasie kadra straciła zwycięstwo w Irlandii, uratowała punkt w Szkocji. Taki to zespół, przy którym jednobramkowe prowadzenie nie wywołuje euforii, a jednobramkowa strata nie odbiera nadziei.

Co więcej, niezależnie od losowania wiadomo, że Polska nie pojedzie do Francji, by wszystkiego nie przegrać. 1/8 finału może dać nawet trzecie miejsce, a piłkarze Nawałki wygrali ostatnio z zespołami z czwartego (Islandia, Irlandia) koszyka, remisowali z tymi z drugiego (Szwajcaria), sensacyjnie pokonali ekipę z pierwszego (Niemcy). Słowem: nie ma powodu, by zastanawiać się, które rozstrzygnięcie losowania sprawi, że Polacy będą mieli szanse, by wślizgnąć się do 1/8 finału.

Lepiej szukać grupy, która rozpali kibiców, a dla reprezentacji będzie wyzwaniem. Skoro Nawałka jako pierwszy pokonał Niemcy, dlaczego ma nie odnieść pierwszego od 1973 r. zwycięstwa nad Anglią? Czy polscy piłkarze nie chcieliby się sprawdzić z wypakowaną piłkarzami Realu i Barcelony Chorwacją? Dlaczego nie życzyć sobie Irlandii, skoro kolejny mecz z zespołem Martina O'Neilla pozwoliłby zmierzyć, czy drużyna Nawałki wciąż się rozwija? W końcu - może najlepsza byłaby grupa, która nie tylko u nas uchodziłaby za grupę śmierci, z Hiszpanią, Włochami i Turcją?

Jeszcze raz: jeśli piłkarze Nawałki nie wyhamują, we Francji powinni zostać pierwszą polską reprezentacją od trzech dekad, która dotarła do fazy pucharowej wielkiego turnieju. A tam mogą dać kibicom jeszcze więcej frajdy. Kiedyś kadra grała nawet o finał mundialu, a nasz napastnik wygrywał klasyfikację strzelców. Ale w serii "jedenastek" żadna polska reprezentacja nie uczestniczyła nigdy.

Bilety od 100 złotych, nowa formuła turnieju. Co trzeba wiedzieć o Euro 2016? [NIEZBĘDNIK]