Eliminacje Euro 2016. Upadek Holendrów, czyli jak to się robi w Nibylandii

Holandia nie jedzie na Euro 2016. Zostaje w swojej Nibylandii: krainie dużych chłopców, którzy postanowili ignorować rzeczywistość, bo lepiej wiedzą, jak trzeba grać w piłkę. Niestety dla nich, eliminacje się same nie wygrały.
Nie ma już szoku. Jest tylko wstyd. Holandia nie jedzie na mistrzostwa Europy pierwszy raz od 32 lat - poprzednio zabrakło jej też we Francji, w 1984 - ale dwa holenderskie dzienniki, "NRC Handeslblad" i "Algemeen Dagblad", nawet nie dały tego na pierwszych stronach środowych wydań. Bo też co to za news? Od miesięcy było jasne, że dzieje się źle. Od tygodni - że jest beznadziejnie. - Już nawet w pismach dla dzieci zdążyli odtrąbić upadek naszej piłki i pytali: kto się ma podać do dymisji? A dzień po przegranych eliminacjach do największego fanklubu reprezentacji wpłynęło kilka tysięcy maili od kibiców z deklaracją rezygnacji z członkostwa - mówi Pieter van Os, korespondent "NRC" w Polsce.

Tortury futbolem

To była bardzo nudna klęska: nie nagły cios, tylko tortury futbolem. W eliminacjach do Euro 1984 była przynajmniej czarna legenda: o Hiszpanii, która by wyprzedzić Holandię, musiała pokonać Maltę 11 bramkami, i wygrała 12:1, wśród podejrzeń o ustawienie meczu. Teraz nie ma żadnej wymówki. Od początku do końca eliminacji Holandia, trzecia drużyna ostatniego mundialu, druga w mundialu 2010, była po prostu zbyt słaba, żeby awansować. Zaczęła porażką z Czechami, skończyła porażką z Czechami. Była za mało pomysłowa, za bardzo bojaźliwa, pełna indywidualnych błędów. A już na finiszu: za bardzo przetrzebiona kontuzjami, pozbawiona kilku podstawowych piłkarzy, z Arjenem Robbenem i Ronem Vlaarem na czele. Żeby jeszcze uczepić się baraży, musiałaby we wtorek wygrać u siebie z Czechami i liczyć, że Turcy przegrają z Islandią. Ale nie było potrzeby patrzeć, jak idzie Turkom. Holendrzy w Amsterdamie przegrywali już w pewnym momencie 0:3. Skończyło się na 2:3. Trzeciego gola strzelił za Czechów Robin van Persie. To było zakończenie bardzo pasujące do eliminacji, w których w sześciu meczach z Czechami, Islandią i Turcją Holendrzy zdobyli ledwie jeden punkt. A van Persie, rekordzista w liczbie goli zdobytych dla kadry, zdobył ledwie dwie bramki. Plus wspomnianą samobójczą.

Memphis się wyróżnił. Aksamitnym kapeluszem

- Ale to nie starszym piłkarzom się teraz najmocniej obrywa, tylko młodszym. Nie van Persiemu i Wesleyowi Sneijderowi, tylko tym, którzy mieli zająć ich miejsce. Ludzie pytają: gdzie są te talenty, gdzie wola walki, gdzie nasi Dirkowie Kuytowie, którzy byliby gotowi wszystko oddać dla pomarańczowej koszulki? Dlaczego Memphis Depay z Manchesteru United, nasza nadzieja, na ostatnich zgrupowaniach wyróżniał się tylko aksamitnym kapeluszem? - mówi Pieter van Os.

Po ostatnim mundialu Kuyt przestał być potrzebny nowym trenerom, Guusowi Hiddinkowi i Danny'emu Blindowi i ogłosił zakończenie reprezentacyjnej kariery. Teraz pewnie przyjdzie czas na van Persiego i Sneijdera. Tak się żegna pokolenie, które potrafiło jeszcze podtrzymać mit Holandii jako awangardy futbolu. Podtrzymywało go już resztką sił, uciekając się czasami a to do brutalnej gry (mundial 2010), a to do taktyki opartej niemal wyłącznie na kontratakach (mundial 2014), ale podtrzymało. I w holenderskiej piłkarskiej Nibylandii dalej panował spokój. Louis van Gaal, który Holandię doprowadził do trzeciego miejsca w Brazylii, tłumaczył, że wybrał kontrataki, bo nie miał wystarczająco dobrych piłkarzy by zdominować rywali grając po holendersku, 4-3-3. Ale rządzący tamtejszym futbolem nie widzieli potrzeby zmian. A teraz zderzenie z rzeczywistością boli.

Mistrzowie nie potrzebują Holendrów

Holandia niby nadal jest kojarzona ze szkoleniem młodzieży, holenderscy specjaliści od szkółek piłkarskich znajdują pracę na całym świecie. Ale Holendrzy nie muszą zaglądać dalej niż do sąsiadów, by się przekonać, że inni szkolą lepiej: Niemcy, Belgowie, a teraz, po kilkuletnim kryzysie, również Francuzi. Holenderscy trenerzy niby ciągle mają swoją markę w świecie, ale już się o nich nie zabijają największe kluby, już Holender nie jest pierwszym wyborem, gdy jakaś reprezentacja szuka specjalisty z zagranicy. Niby holenderscy piłkarze nadal są sprzedawani do klubów całej Europy i za niezłe pieniądze. Ale to są z reguły Newcastle i Aston Ville Europy, a nie Reale i Barcelony. W Realu i Barcelonie nie ma żadnego reprezentanta Holandii, nie ma go też u mistrzów Włoch w Juventusie, nie ma u mistrzów Anglii w Chelsea. U mistrzów Francji z PSG jest jeden, Gregory van der Wiel, ale to żadna gwiazda. Taką jest tylko Arjen Robben, ostatni latający Holender. Coraz starszy i nękany przez całe serie kontuzji. Co będzie, gdy i jego gwiazda zgaśnie? Przyczółek w Manchesterze, gdzie Holender van Gaal ściągnął Holendrów Daleya Blinda i Memphisa? To tylko wyjątek od reguły.

Ten futbol przestał uwodzić

Holenderskie szkółki nastawiły się na produkcję piłkarskich Volkswagenów, a nie Lamborghini. Z tego się dobrze żyje, ale tak się nie zmienia rzeczywistości. Te szkółki są trochę jak uniwersytety, w których pozyskiwanie grantów przysłoniło wszystkie inne cele. Holandia w tych eliminacjach nie miała nic do zaproponowania. Holenderski klub od lat nie awansował do wiosennych rund Ligi Mistrzów. Ten futbol już nie uwodzi, nie pobudza wyobraźni. Zestarzeli się liderzy, trenerzy, wizja. Ważne było tylko podtrzymywanie tego co jest. Symbolem tego stał się dyrektor sportowy holenderskiej federacji (KNVB) Bert van Oostveen. Człowiek z doświadczeniem w wielkiej polityce (pracował dla niemieckiej CDU), w wielkim biznesie (linie lotnicze KLM), w zarządzaniu ludźmi. Ale nie w wielkim futbolu, bo sam był tylko trzeciorzędnym bramkarzem. Póki był w KNVB tylko jednym z wpływowych doradców, to jeszcze wydawało się zrozumiałe. Ale z czasem awansował na szefa futbolu zawodowego. To on zdecydował, że trenerem młodzieżówki będzie Adrie Koster. I Holandia U-21 nie zakwalifikowała się do ostatnich mistrzostw Europy. To van Ostveen miał wizję, by następcą van Gaala był Hiddink, a nie Ronald Koeman, który świetnie sobie radził w Southampton. A gdy Hiddink rozczarował - że zastąpi go jego asystent Blind, mimo że wcześniej jako główny trener pracował tylko rok, w Ajaksie.

Syty Hiddink to kiepski Hiddink

Guus Hiddink to był kiedyś fantastyczny trener. Poczciwa, sympatyczna wersja Jose Mourinho: nie innowator, ale genialny żongler tym, co już zostało wymyślone. Jego drużyny miały taktykę perfekcyjnie skrojoną do możliwości i były przygotowane fizycznie jak marines. Ale to był Hiddink głodny sukcesów. Hiddink syty, ten z ostatnich kilku lat, przestał piłkarzy porywać. A Holandia bardzo teraz potrzebowała kogoś, kto by ją porwał. Hiddink przestawił Holandię z van Gaalowego 5-3-2 na tradycyjne 4-3-3. I zaczął tonąć. Odszedł latem 2015, a Blind nie był w stanie zapanować nad tym bałaganem. Przegrał trzy z czterech meczów. Nawet jeśli wina Hiddinka była większa, to Blind pozostanie tym, który tę łódkę rozbił o brzeg.

Sneijder: bądźmy jak Belgia

Co dalej? "Der Spiegel" pisze, że Holendrzy są dziś tam, gdzie Niemcy byli w 2000: wypaleni, przewidywalni, bez wystarczająco zdolnej młodzieży. I że muszą jak Niemcy wymyślić swoje szkolenie na nowo. Wesley Sneijder wzywa, by być jak Belgia (Holender namawia w futbolu do naśladowania Belgów - to naprawdę koniec świata). - My się boimy najgorszego: że nasz futbol wkracza na dłużej w wieki ciemne. Trochę jak wasz futbol w latach 90. - mówi Pieter van Os. Światło na końcu tego tunelu jednak jest, Holandii takie terapie szokowe służyły. Ostatni raz nie zakwalifikowała się do wielkiego turnieju w 2001, do mundialu 2002, i szybko wróciła po tym do równowagi. A ostatnie wieki ciemne zdarzyły jej się w latach 80.: nie grała wtedy kolejno w mundialu 1982 (a w poprzednich dwóch była wicemistrzem świata), Euro 1984 i mundialu 1986. Za to gdy wróciła, to od razu po mistrzostwo Europy 1988, jej jedyny do dziś międzynarodowy tytuł.

No to pośmiejmy się z Holandii [MEMY]






Czy Holandia zagra na MŚ 2018?