El. Euro 2016. Polska - Szkocja. Robert Lewandowski - wreszcie znaczy kapitan

2 : 2
Informacje
Euro 2016 - eliminacje - Grupa D
Wtorek 14.10.2014 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Polska
1
1
2
Szkocja
1
1
2
Składy i szczegóły
Polska
Bramki: Mączyński (11.), Milik (76.) Kartki: Krychowiak, Mila - żółta Skład: Szczęsny - Piszczek, Szukała, Glik, Jędrzejczyk - Grosicki (89. Żyro), Mączyński, Krychowiak, Sobota (63. Mila) - Lewandowski, Milik
Szkocja
Bramki: Maloney (18.), Naismith (57.) Kartki: Greer - żółta Skład: Marshall - Hutton, Martin, Greer, Whittaker - Maloney, Morrison, Brown, Anya - S.Fletcher (71. D.Fletcher), Naismith (71. Martin)
Na Wyspach mają typowo piłkarskie określenie, które idealnie oddaje wczorajszą grę Roberta Lewandowskiego - "he took one for the team". Wszystko, czym Szkoci chcieli powstrzymać Polaków, skupiło się na kapitanie reprezentacji Polski. On każdy wślizg, kuksaniec czy niemal łamiący nogę "gwóźdź" przyjął na siebie. We wtorek Polska zremisowała 2:2 ze Szkocją.
Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!


Mógł odpuścić. Powiedzmy sobie szczerze - gdy kibice na Stadionie Narodowym zobaczyli atak Gordona Greera, niewielu się spodziewało, że Robert Lewandowski w ogóle wróci do gry, a co dopiero dogra mecz do samego końca. Samo patrzenie na zdjęcie, które jest zatrzymane idealnie w momencie zetknięcia się podeszwy buta Szkota z piszczelem Polaka, podświadomie wywołuje ból. A Lewandowski jeszcze do końca pierwszej połowy, wyraźnie kulejąc, truchtał, ale próbował i starał się wciąż pomagać kolegom w rozegraniu. Nie było mu łatwo - nadal najczęstszym zagraniem do niego było długie podanie od Wojciecha Szczęsnego czy środkowych obrońców.

Żeby też ta jedna sytuacja, po której ucierpiał już na początku spotkania, była wyjątkiem. Nie, wręcz przeciwnie - to było "szkockie powitanie" Lewandowskiego, na którym skupiła się cała agresja i taktyka defensywna rywali. Jeszcze przynajmniej czterokrotnie Polak obrywał od przeciwników nakładką, łokciem lub będąc szarpanym za koszulkę. Aż dziwne, że przy tylu sytuacjach Lewandowski nie stracił cierpliwości, nie zniknął, nie zaginął, ale wciąż próbował stworzyć kolegom więcej miejsca, bo to jego, nie Milika, Grosickiego czy Milę, pilnowało aż trzech Szkotów.

Chociaż trudno się dziwić Strachanowi, że to Lewandowskiego wyznaczył jako najgroźniejszego z Polaków. Grający w zdecydowanie najlepszym klubie, niezależnie od formy, będzie pewniakiem. Milik poza strzelonym golem z Niemcami miał jedno dobre zagranie, z kolei napastnik Bayernu w zasadzie swoją siłą i techniką wykreował drugiego gola. Podwajanie Lewandowskiego było koniecznością, ostra gra tego efektem, ale najwięcej pretensji można mieć do rzadko (jeśli w ogóle!) reagującego sędziego.

Nie zapominajmy, że jeszcze do niedawna przygoda Lewandowskiego z reprezentacją była pasmem rozczarowań - czasem kończącym się gwizdami przy jego zejściu z boiska, czasem wyśmiewaniem, że potrafi strzelać tylko z karnych, i to San Marino. Nawet po czterech golach z Gibraltarem, gdy z frustracji na brak podań niemal sam brał się do własnych akcji, wielu twierdziło, że jego poziom gry w kadrze zwyczajnie dołuje.

Dlatego warto dostrzec klasę Lewandowskiego nie tylko jako napastnika, ale też lidera, który jest odpowiedzialny za zespół. W sobotnim meczu stworzył gola, gdy rywal był coraz bliżej wyrównania, we wtorek niemal całkowicie odwrócił uwagę rywali od Milika - miał prawie dwa razy więcej pojedynków ze Szkotami niż wykonanych podań! Przy drugim golu to krok do niego zrobił Martin, pozwalając Milikowi wbiec w pole karne i uderzyć z pierwszej piłki. Dla Szkotów Lewandowski był absolutnym priorytetem, ale napastnik Bayernu tej roli nie unikał. Jeśli więc kibice tak doceniają walkę (Glika, Szukały, Krychowiaka, a wcześniej Jodłowca), to powinni także dostrzegać ją w ofensywie. Kapitan Lewandowski tam w meczach z Niemcami i Szkotami wziął ją niemal na siebie. Jak wyliczyli analitycy InStatFootball, Milik w tych spotkaniach miał niemal dwa razy mniej pojedynków z rywalami od napastnika Bayernu.

Pytanie, co dalej - co się stanie, gdy wróci Kuba Błaszczykowski, przejmując opaskę kapitańską? Nie wolno z góry zakładać negatywnego wpływu (zapewne powracającego do składu kadry) skrzydłowego, raczej można stwierdzić, że skoro Lewandowski wreszcie z odpowiedzialnością zmierzył się w dwóch poważnych meczach o stawkę i sobie z nią poradził, to powrót byłego klubowego kolegi niewiele zmieni. Kibice na takie przełamanie napastnika Bayernu czekali, powinni je docenić i cieszyć się, że to poświęcenie nie skończyło się złamaną nogą. Chociaż Lewandowski za kolegów przyjął kilka "gwoździ" we własne nogi, to jeszcze w tym sezonie może poprowadzić kadrę do kilku ważnych zwycięstw.

O Robercie Lewandowskim i jego karierze przeczytaj w książce "Pogromca Realu" >>