Euro 2012. Kraśnicki: Warto wykorzystać entuzjazm

- Teraz jesteśmy pełni emocji, cieszymy się, że udało nam się zorganizować wielką imprezę, mamy w sobie dużo dobrych chęci, inicjatywy. Wykorzystanie tego entuzjazmu to dobry pomysł - mówi Andrzej Kraśnicki. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego uważa, że w 2026 roku Kraków mógłby być gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich.
Łukasz Jachimiak: Euro 2012 spodobało nam się tak bardzo, że już marzymy o zorganizowaniu jeszcze większych imprez. Na ile realne w perspektywie najbliższych kilkunastu lat jest według pana zdobycie przez któreś z polskich miast statusu gospodarza letnich albo zimowych igrzysk olimpijskich?

Andrzej Kraśnicki: Miasto, które chciałoby startować w konkursie na wybór organizatora igrzysk najpierw musi się zgłosić i spełnić określone warunki. Przede wszystkim musi mieć odpowiednie obiekty sportowe. Gdybyśmy dzisiaj spojrzeli na polskie miasta, to nie znaleźlibyśmy gotowego. Weźmy Warszawę. Ona ma przecież bardzo wiele do zrobienia. W niej jest piękny Stadion Narodowy, ale on nie ma bieżni, na nim nie da się rozegrać zawodów lekkoatletycznych. W stolicy nie ma też olimpijskiego basenu, nie ma odpowiedniej hali. W kwestii infrastruktury byłoby bardzo wiele do zrobienia. Ale przy okazji mistrzostw Europy w piłce nożnej przekonaliśmy się, że wszystko jest możliwe. Te mistrzostwa pokazały, że nie ma lepszej promocji kraju niż poprzez sport. Dlatego warto się starać. Jestem przekonany, że w Polsce można zorganizować igrzyska, ale miasto, które zostałoby gospodarzem, musiałoby mieć wsparcie całego kraju. To wielka impreza, dużo trudniejsza logistycznie i organizacyjnie od piłkarskiego Euro czy nawet mundialu. Stosunkowo łatwiej byłoby nam teraz zorganizować zimowe igrzyska niż letnie. Ich gospodarzem mógłby być Kraków

To idea pańskiego poprzednika. Prezes Piotr Nurowski przy okazji igrzysk w Vancouver, w 2010 roku, mówił, że będzie przekonywał władze Krakowa, by postarały się o igrzyska. Wie pan może czy takie rozmowy były prowadzone?

- Ja sam wiele razy rozmawiałem z prezydentem Krakowa, panem Jackiem Majchrowskim. Obaj uważamy, że w pierwszej kolejności trzeba by było znaleźć sojuszników w miastach ościennych, bo w Krakowie odbyć mogłyby się konkurencje halowe, natomiast pozostałe powinny zostać rozegrane w Tatrach, w Zakopanem. A jeżeli chodzi o trasy zjazdowe, to pod uwagę trzeba brać też Słowację. Rozmowy z prezesem słowackiego komitetu olimpijskiego prowadziłem, oni są sprawą zainteresowani. Umówiliśmy się, że jeszcze raz w tym roku się spotkamy, wszystko przeanalizujemy i podejmiemy decyzję czy działamy razem.

Gdybyśmy porozumieli się ze Słowakami, to igrzyska miałyby dwóch gospodarzy?

- Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiem czy jest możliwa organizacja takiej imprezy w dwóch krajach. Do tej pory takiego przypadku nie było. Igrzyska zawsze odbywały się w jednym kraju, firmowane były przez jedno miasto. W 1956 roku letnie igrzyska odbyły się w Melbourne, a jeździectwo w Sztokholmie. I nikt nie mówił, że organizatorami są Australia i Szwecja. Jeżeli na Słowacji odbyłaby się tylko jedna konkurencja np. zjazd narciarzy alpejskich, to sądzę, że byłyby to polskie igrzyska, a nie polsko-słowackie.

Z kim i kiedy mógłby pan wyjaśnić tę kwestię w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim?

- Zanim zapytamy o wszystko MKOl, spotkamy się jeszcze raz ze Słowakami. Rozmawiamy z nimi stosunkowo często, oni są bardzo zainteresowani współpracą. Jeśli przymierzymy się do tego już na poważnie, wtedy wszystko skonkretyzujemy, do Krakowa na pewno dołączymy Zakopane, Nowy Targ, Krynicę. Na igrzyska trzeba byłoby zbudować w tych miastach szereg nowych obiektów. Na pewno jest to zdecydowanie trudniejsze wyzwanie niż zorganizowanie połowy turnieju piłkarskiego na czterech stadionach. Ale do zrobienia.

W kandydaturze Krakowa swój udział miałyby też Wisła i Szczyrk?

- To muszą być miejscowości, w których są dobre warunki śniegowe. Dlatego sądzę, że pod uwagę może być brana cała południowa Polska. Ale sztandarowym miastem byłby Kraków.

A gdyby Słowacy też chcieli mieć takie miasto? Gdyby zgodzili się użyczyć nam tras do narciarstwa alpejskiego, ale w zamian chcieliby też występować jako gospodarz igrzysk?

- To jeszcze nie ten etap, żeby coś stwierdzać na pewno, ale sądzę, że na Słowacji odbyłaby się tylko niewielka część igrzysk, więc priorytet musiałby być zdecydowanie postawiony na Polskę. My ze Słowakami pewnie umówilibyśmy się tak, że ponieślibyśmy koszty związane z przygotowaniem tej jednej czy dwóch konkurencji, które odbyłyby się u nich. Ale to wszystko wymaga jeszcze wielu uzgodnień. I przede wszystkim dobrej woli najwyższych władz naszego kraju.

Niedawno takie wsparcie dostał pan jako prezes Związku Piłki Ręcznej. Euro 2016 pomogła panu zdobyć dla Polski minister sportu Joanna Mucha.

- Wizerunkowo pani minister zrobiła dla nas bardzo dużo, ale na jednym spotkaniu nie zdobywa się takiej imprezy. To efekt lat naszej pracy, wynik naszych relacji, osobistych kontaktów z ludźmi z innych federacji. Niewątpliwie pani minister Mucha swoim wystąpieniem nam pomogła, ale starania o ten turniej to był bardzo złożony proces.

PKOl ma tak dobre relacje z innymi komitetami olimpijskimi jak ZPRP z innymi federacjami piłki ręcznej?

- Działamy w związku państw śródziemnomorskich i Europy Środkowo-Wschodniej. Kilkanaście państw się wspiera, ale w ruchu olimpijskim jest inaczej niż w piłce ręcznej. Tam głosują państwa, tu członkowie MKOl-u.

Ilu członków MKOl-u dokonuje wyboru gospodarza igrzysk?

- Trochę ponad sto osób. Dokładnej liczby nie podam, bo ona się zmienia.

Mamy w tej grupie swoich przedstawicieli?

- Mamy Irenę Szewińską.

No to jednego głosu na Kraków moglibyśmy być pewni. A mówiąc serio, kiedy według pana Polska mogłaby zorganizować igrzyska? Prezes Nurowski w kontekście Krakowa wymieniał rok 2026. Do tego czasu chyba zdążylibyśmy przygotować świetną kandydaturę?

- Decyduje o tym wiele czynników. Przede wszystkim musi być wola miasta i państwa, a komitet olimpijski to wesprze. Komitet działa w oparciu o sponsorów, sam nie jest w stanie tak wielkiej imprezy zorganizować. Ale w Polsce są miasta, które swój rozwój widzą w organizacji wielkich imprez kulturalnych i sportowych. W 2017 roku Wrocław będzie organizował Word Games [igrzyska sportów nieolimpijskich], a Poznań ubiega się o letnie igrzyska olimpijskie młodzieży w 2018 roku. Uważam, że po takich imprezach na przetarcie łatwiej będzie nam się starać o igrzyska.

Rok 2026 to realna data?

- Będzie realna, kiedy będzie sygnał od władz. Jeżeli dzisiaj podejmiemy decyzję, że postaramy się o igrzyska za 20-30 lat, to nie wiemy, co się za tyle lat wydarzy. Teraz jesteśmy pełni emocji, cieszymy się, że udało nam się zorganizować wielką imprezę, mamy w sobie dużo dobrych chęci, inicjatywy. Wykorzystanie tego entuzjazmu to dobry pomysł. Jestem przekonany, że rok 2026 to dobra data, bo stwarza warunki, żeby się dobrze przygotować. W mojej ocenie na igrzyska zimowe mamy większą szansę. Ale biorąc pod uwagę doświadczenie mistrzostw Europy w piłce nożnej nie wykluczam, że moglibyśmy się starać również o organizację letnich igrzysk. Ale najpierw musimy zdecydowanie poprawić infrastrukturę.