Pilch i Kuczok o Euro: Wielki niepoczytał Włochów i karny Andrei Pirlo

- Nic nie mam przeciwko Fornalikowi. Jest absolutnie bez znaczenia, pod czyją wodzą kadra będzie zbierać baty, a będzie je zbierać, bo aktualna reprezentacyjna generacja jest uboga w talenty i grać nie umie - mówi pisarz Jerzy Pilch, który wraz z Wojciechem Kuczokiem podsumowuje Euro 2012 dla Sport.pl.
Jak i czy w ogóle po Euro 2012 zmieniła się piłka nożna? Co w futbolu pojawiło się nowego?

Wojciech Kuczok, pisarz, kibic, laureat nagrody Nike za powieść "Gnój" w 2004: Raczej triumfalnie wróciło stare: strzelanie karnych "na Panenkę"; fundamentalna rola playmakera - boiskowego mędrca, genialnie czytającego grę i perfekcyjnie rozgrywającego piłki (Pirlo); odbudowanie dawnej hierarchii - do czwórki nie wdarł się fuksem żaden czarny koń w typie grecko-tureckim; no i oczywiście niezmienną pozostała polska nędza futbolowa na tle reszty Europy.

Jerzy Pilch pisarz, kibic, laureat nagrody Nike za powieść "Pod Mocnym Aniołem" w 2001: Siła piłki polega i na tym, że nowości są rzadkie, niczego specjalnie nowego nie zauważyłem i to jest dobre.

Która reprezentacja panu zaimponowała, a która najbardziej rozczarowała?

Jerzy Pilch: - Pomimo zapierającego dech zwycięstwa w kategorii: pierwsza bramka mistrzostw zdobyta głową - najbardziej rozczarowali nasi. Zaimponowali - odpowiedź równie oczywista - Włosi.

Wojciech Kuczok: - Od pierwszego, wspaniałego meczu grupowego z Hiszpanią trzymałem kciuki za Włochów, bo Prandellemu udało się w niezwykły sposób połączyć żywioły: dzikość i wielki niepoczytał dwójki napastników z zimną krwią i żelazną dycypliną trójki panów B (Balzaretti, Bonucci, Barzagli) w obronie. O Andrei Pirlo przeżywającym drugą młodość, a raczej piękną starość, wspomnieć jest rzeczą oczywistą. Najbliżsi mojemu sercu są piłkarze, by tak rzec, starszawi: cieszy mnie, że mogą się jeszcze rozhulać na takim poziomie, wszak między nami ledwie kilka lat różnicy.

O rozczarowaniu wspólnie pomilczmy.

Czy Niemcom nie przeszkodziła multikulturowość, przez którą zatracili swoją niemieckość i, przegrywając z Włochami, zaczęli grać nerwowo i chaotycznie?

Wojciech Kuczok: - Śmiem twierdzić, że w półfinale najbardziej zawiedli "wzorowi" Niemcy: Schweinsteiger i Badstuber. W ogóle wydaje się jakby wszyscy piłkarze Bayernu wciąż nie wyleczyli psychicznej opuchlizny po ukąszeniu przez Chelsea.

Jerzy Pilch: - Niemcom zaszkodziła za duża liczba wygranych meczów i rola arcyfaworyta, to jest mordercze połączenie. Nawet, a może zwłaszcza po stu czy dwustu wygranych, zawsze przychodzi mecz, który trzeba przegrać, najczęściej, niestety, to się zdarza na turnieju, który ma być ukoronowaniem Im bliżej finału, tym większe nerwy (w tym aspekcie młodość tej drużyny nie była walorem), tym wiotsze nogi. Słowem - jak się długo, bardzo długo wygrywa, to bardzo często przegrywa się arcyważny mecz o wszystko. Nagle temperatura takich zawodów okazuje się za wysoka. Nawet dla Niemców. A jak na dodatek w szeregach przeciwnika przebudził się właśnie gracz przypominający fruwającego smoka, nie ma zmiłuj.

Czy trener Vicente del Bosque wymyślił nowy sposób gry 1-4-6-0 i co z tego może wyniknąć?

Jerzy Pilch: - No tak, można przyjąć, że to właśnie jest futbolowa (antyfutbolowa) nowość Euro. Myślę, że wyniknie z niej - pozwolę sobie na finezyjną aluzję do Mao - schyłek futbolu tysiąca podań. Hiszpanie pięknie podają, ale każde piękno bezkarnie i bez końca reprodukowane ulega zwyrodnieniu, przeistacza się we własną karykaturę. Podopieczni VdB zaczynają podawać, człowiek idzie do kuchni, szykuje kolację, zjada, zmywa, wraca przed telewizor - ci podają dalej! Cały czas trwa ta sama akcja! To jest absolutna perfekcja i zarazem kres futbolu. No bo jak to pociągnąć dalej, to oni przejmą piłkę w 2. minucie, będą podawać do 90., nauczą się strzelać zwycięskie bramki w końcówce doliczonego czasu i będzie nie tylko po meczu, ale i po piłce.

Wojciech Kuczok: - Znużenie na trybunach.

Czy Cristiano Ronaldo zasłużył w tym roku na Złotą Piłkę bardziej niż Leo Messi?

Wojciech Kuczok: - Dla mnie zasłużył na złote zwierciadło za moment, w którym przyczesał włosy podczas meczu, spozierając na telebim.

Jerzy Pilch: - Monica B. czy Agelina J.? Niby Wszechmogący mógłby zesłać taki wybór, ale jaka potem rozpacz, że tej drugiej się nie wzięło! Ja z powodu gwiazd filmu czy sportu strzelał się nie będę, ale niewątpliwie są wybory, które tylko takie wyjście implikują.

Który z piłkarzy na Euro 2012 pana zaskoczył, grając w sposób, którego się pan nie spodziewał? Który w niespodziewany sposób zawiódł?

Wojciech Kuczok: - Nie spodziewałem się, że Balotelli dotrwa do finału bez czerwonej kartki. Nie spodziewałem się, że Szewczenko tak pięknie i skutecznie pożegna się z reprezentacją. Nie spodziewałem się, że jakiś Anglik umie świetnie bronić (z Harta będzie pociecha na długie lata, co niedobrze nam wróży przed eliminacjami MŚ). Zdecydowanie więcej spodziewałem się po każdym z Francuzów.

Czy Anglicy są w stanie cokolwiek wygrać?

Jerzy Pilch: - Wygrają z nami w eliminacjach MŚ. Wejdą do finałów i oczywiście odpadną. Wybitna drużyna upośledzona pod względem turniejowym? Toż to oksymoron. W piłce, żeby coś wygrać, trzeba wygrać turniej. Od 1966 r. umiejętność w ojczyźnie futbolu nieznana.

Wojciech Kuczok: - Każdy mecz z Polską.

Czy reprezentacja Polski zawiodła?

Wojciech Kuczok: - Raz jeszcze wspólnie pomilczmy.

Jerzy Pilch: - Mało powiedziane.

Czy będąc Grzegorzem Latą, zamieniłby pan Franciszka Smudę na Waldemara Fornalika? I jak wytłumaczyć niechęć PZPN do szukania trenera za granicą?

Jerzy Pilch: - Nie chcę być Latą, ale też nic nie mam przeciwko Fornalikowi. Jest absolutnie bez znaczenia, pod czyją wodzą kadra będzie zbierać baty, a będzie je zbierać, bo aktualna reprezentacyjna generacja jest uboga w talenty i grać nie umie. Z pustego nie tylko Fornalik, ale i żaden zagraniczny Salomon nie naleje. Oni oczywiście Salomona nie chcą, bo chcą mieć wpływ przemożny, a z Salomonem nigdy nie wiadomo.

Wojciech Kuczok: - Jako kibic Ruchu Chorzów protestuję przeciw zabieraniu nam najlepszego polskiego trenera. Jako kibic reprezentacji Polski mogę się tylko cieszyć, że faworytem PZPN jest Fornalik, bo to oznacza, że kadra za jego kadencji wstydu nam nie przyniesie. PZPN nie chce trenera z zagranicy, bo ci, którzy sami się garną na stołek coacha biało-czerwonych, to jakieś żywe trupy, a tym, którzy naprawdę mogliby nas uczynić potęgą, trzeba by słono zapłacić. A wtedy dziadowska zgraja związkowców musiałaby obciąć sobie pensje: pić whisky z niższej półki i jeździć na tańsze wczasy.

Czy polski kibic po Euro 2012 jest sympatyczniejszy i ładniejszy niż przed turniejem? Jeśli tak, to dlaczego i czy słusznie?

Wojciech Kuczok: - Polski kibic zawsze był sympatyczny, a teraz poczuł wyjątkową miętę do kibica irlandzkiego, więc może nauczy się ładnie śpiewać po przegranych meczach. Polski kibol zawsze był niesympatycznym przestępcą i takim pozostał, o czym mogliśmy się przekonać przed meczem z Rosją.

Jerzy Pilch: - To jest zwyczajne zawracanie głowy, papież nie dał rady tego kraju przeanielić, a miałby to uczynić Smuda i jego jedenastu smutnych grajków? Kibicowanie wyszlachetniało? Być może na czas Euro. Tyle że to nie było kibicowanie grze, ale rodzaj imprezy karnawałowej. Nie chciałbym marudzić, ale dla mnie żłopiący piwsko przebierańcy są daleko od piłki. Poza tym, jak doskonale wiadomo, uroczyście na naszych ziemiach nie tak dawno proklamowana wiekuista zgoda między wrogimi kibicami wieleż trwała? Dwa czy aż cztery dni? Nie martwmy się, po karnawale codzienność wróci w pełnej krasie, kibole już ostrzą bagnety.

Czy polscy kibice powinni w swoim kibicowaniu naśladować Irlandczyków śpiewających swojej drużynie przegrywającej 0:4?

Jerzy Pilch: - A skąd! To czczenie klęskowiczów, likwidowanie różnicy pomiędzy przegranym a zwycięzcą jest znakiem kompletnego pomieszania i poszatkowania elementarnych wartości, a też zakwestionowaniem polegającej na rywalizacji istoty sportu. O co chodzi, nie bardzo wiadomo, na pewno nie chodzi o zwycięstwo. Ch kto wygrał, byle impreza trwała. Na imprezie śpiewamy wszystkim. Na meczu śpiewa się wygranym, przegranych się wygwizduje. Rzadko, bardzo rzadko, jak trawę żarli, można im oddać jakiś honor; nigdy jak przegrywają 0:4, taki wynik świadczy, że trawy nie żarli.

Wojciech Kuczok: - jw. w mojej wypowiedzi.

Czy Euro zyska czy straci na powiększeniu do 24 drużyn od 2016 r.?

Wojciech Kuczok: - Widzę same zyski: święto futbolu będzie trwało dłużej, a Polska i inne reprezentacje paralityczne będą miały większe szanse na awans.

Jerzy Pilch: - Zyska, znaczna część emocji z eliminacji zostanie przeniesiona na turniej, przez co impreza i bardziej epicka, i intensywniejsza się stanie. Lubię dotychczasową kameralność ME, ale też nie ma sytuacji, w której zwiększenie liczby meczów by mi przeszkadzało.

Czy i co na organizacji turnieju zyskaliśmy?

Jerzy Pilch: - My, naród, zyskaliśmy przeświadczenie, że jesteśmy kapitalni. Dotąd byliśmy tylko wybrani, teraz doszła kapitalność. Obręcz się zacieśnia. Pora spier... Serio? Serio zyskaliśmy wiedzę, że polska piłka jest na dnie. Wszelkie w tej mierze złudzenia prysły.

Wojciech Kuczok: - Fantastyczne pomniki architektury współczesnej, na których chciałoby się oglądać wielkie wydarzenia sportowe nie tylko od święta. I model zbiorowego uniesienia patriotycznego pozbawionego resentymentu - bez krzyża i tupolewa, za to z biało-czerwoną "zimochówką".

Co po mistrzostwach zostanie w pamięci?

Wojciech Kuczok: - "Pola Athenry", burza w Doniecku, stałe fragmenty Pirlo, radość Balotellego i niesmak po występie Polaków.

Jerzy Pilch: - Karny Pirlo.