Hiszpania - Portugalia. Niezwykłe 15 godzin Hiszpanii

0 : 0
Informacje
Euro 2012 - Półfinały
Środa 27.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Portugalia
0
Hiszpania
0
Na Euro 2008 po bezbramkowym remisie i rzutach karnych dopchali się do półfinału, teraz tak samo weszli do finału. Jeszcze jeden mecz dzieli obrońców tytułu od najwspanialszej serii w dziejach reprezentacyjnego futbolu
Bruno Alves szedł do piłki, ale podbiegł doń Nani. "Teraz nie ty, teraz ja". To się prawie nie zdarza, tym razem się zdarzyło. Portugalczycy pomylili kolejność, w jakiej mieli strzelać rzuty karne.

Kilka chwil później Bruno Alves znów był w polu. Huknął w piłkę, jakby chciał, żeby się rozpadła. Ale omal nie rozpadła się poprzeczka.

Jeszcze kilkadziesiąt sekund, strzał Ceska Fabregasa i faworyci Euro 2012 wyrównali osiągnięcie Niemców z lat 70. Zagrają w trzech finałach wielkich turniejów z rzędu.

Ale najpierw przetrwali. Kiedy rozpoczynali dogrywkę, mijało 870 minut, odkąd po raz ostatni stracili gola w fazie pucharowej imprezy rangi mistrzowskiej. Wbił go Zinedine Zidane, w 1/8 finału niemieckiego mundialu. Potem próbowali Włosi, Rosjanie, Niemcy, Portugalczycy, Paragwajczycy, znów Niemcy, Holendrzy, w miniony weekend Francuzi. I wczoraj Portugalczycy.

Mijały turnieje, mijały godziny, a hiszpańska bramka pozostawała nietykalna.

W Doniecku nietykalna pozostawała także portugalska. Jeśli estetykę tiki-taki kwestionowano jeszcze przed półfinałem, to po wczorajszym wieczorze dyskusja zapewne przerodzi się w dziką awanturę. O ile bowiem kataloński z ducha korowód podań nadal pozwala zabezpieczyć się przed atakami przeciwnika, o tyle w ofensywie znów długo wynikało z niego niewiele. Początkowo wręcz nic.

Vicente del Bosque zaskoczył wszystkich - postawił na środku ataku Alvaro Negredo, który dotąd pobiegał podczas Euro 2012 ledwie kilkadziesiąt sekund. I już w przerwie selekcjoner miał powody, by uznać, że się pomylił. Mocarny napastnik Sevilli, dorównujący wzrostem dryblasowatym portugalskim stoperom, tylko raz zaimponował zdolnością do osłonięcia piłki i wyczekania, aż nadbiegną partnerzy. Poza tym kompletnie się nie przydawał, w jego okolicach nad przestrzenią całkowicie panował Pepe. Nie tylko sam interweniował wtedy, gdy był niezbędny, ale sterował całą portugalską defensywą - co kilkanaście sekund podnosił ręce, by gestem dopolerować ustawienie. I znów reagował z zimną krwią. Nałogowy brutal, który na codzień notorycznie popada w szaleństwo i przynosi wstyd Realowi Madryt, podczas mistrzostw kontynentu nie zwariował ani razu, rzadko fauluje, pierwszą żółtą kartkę dostał dopiero w półfinale.

Trener obrońców tytułu zareagował. Jego drużyna tym się różni od barcelońskiej, że dokonujący w minionym sezonie zmiany Pep Guardiola albo na styl gry wyraźnie nie wpływał, albo czynił go jeszcze ekstremalniej katalońskim. Del Bosque opcji ma nieskończoność, a wiele z nich umożliwia radykalną rekonfigurację w ofensywie.

Najpierw pchnął na boisko Fabregasa i prędko się przekonał, że portugalskim obrońcom ciężej się żyje, gdy wokół uwijają się ruchliwe mikrusy. A potem dorzucił jeszcze skrzydłowego Jesusa Navasa i Pedro Rodrigueza, jakby maksymalnym rozciągnięciem gry chciał rozerwać zwarte szyki Portugalii.

Zdziałał niewiele. Faworyci swoim zwyczajem wraz z upływem czas podnosili jakość gry, ale żaden nie wydawał się słuchać zabójczego instynktu, umożliwiającego wykończenie rywala, gdy ostatnie pchnięcie zdaje się formalnością. W dogrywce - wtedy Hiszpanie nacierali już rozpędzeni - w pojedynku oko w oko z Rui Patricio zawiódł nawet Iniesta, ten wybitny specjalista od zdobywania bramek ważniejszych niż najważniejsze.

Obrońcy tytułu nie strzelali, ale i nie tracili. W przerwie dogrywki mieli już za sobą 885 minut z czystym kontem w meczach faz pucharowych. A po dogrywce 900 minut, czyli bite 15 godzin. To być może jeden z ich najbardziej imponujących rekordów.

Portugalia nie pogroziła im nawet celnym strzałem. Nie pogroził im nawet Cristiano Ronaldo, najbardziej niebezpieczny europejski snajper naszych czasów. On ściga się z historią, gdyby strzelił w Doniecku siódmego gola w ME, zrównałby się z Alanem Shearerem, wyżej byłby już tylko Michel Platini (dziewięć bramek). Carlos Queiroz, który przekonał Aleksa Fergusona do ściągnięcia go od Manchesteru United, mówił magazynowi "France Football": "Teraz wyzwaniem dla niego jest już tylko przeistoczenie się z solisty w maestro dających natchnienie grupie, zyskanie ostatecznej mądrości w grze, dostawienie swego nazwiska do nazwisk Pelego, Maradony, Eusebio, Cruyffa i Platiniego, którzy nauczyli nas śnić o futbolu".

Może kiedyś Ronaldo podoła. Nie teraz.

I jego państewko - maleńkie, lecz w futbolu potężne - wciąż pozostanie bez złota. Portugalia wypuściła ostatnio i uchodzącego za najlepszego w świecie trenera (Jose Mourinho), i zdobywających nagrody dla najlepszych na świecie piłkarzy (Luis Figo, Ronaldo), a oprócz tego całą masą wyczynowców po królewsku wynagradzanych w czołowych firmach na kontynencie. Ostatnie piłkarskie mocarstwo, które nie triumfowało jeszcze w imprezie rangi mistrzowskiej.