Portugalia w półfinale Euro 2012. Prywatna misja Ronaldo - chce wyprzedzić Messiego

0 : 1
Informacje
Euro 2012 - Ćwierćfinały
Czwartek 21.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Czechy
0
Portugalia
1
To była długimi okresami samotna walka jednego Portugalczyka z jedenastoma Czechami. Najpierw wydawało się, że zostanie królem słupków, aż w końcu przebił się do siatki, a faworyci przebili się do półfinału. Ale Ronaldo ma też na Euro prywatną misję - chce wyprzedzić Leo Messiego... - pisze ze Stadionu Narodowego komentator Sport.pl i Gazety Wyborczej Rafał Stec.
- Moja dziewczyna powiedziała mi, że prawdziwym piłkarzem zostanę, gdy zdołam stawić czoła Cristiano. Ona szaleje na jego punkcie - zwierzał się dziennikowi "Lidove Noviny" David Limbersky, który miał w czwartek zmierzyć się z megagwiazdorem na lewej obronie. Jak grasz z Portugalią, to grasz podwójny mecz - z Ronaldo i resztą drużyny.

Koledzy z reprezentacji też chyba tak czują, bo o ile w defensywie współpracują sprawnie, to w ofensywie polegają niemal wyłącznie na jego zrywach oraz stałych fragmentach gry. A on wścieka się, gdy ominą go w akcji, ruga za niecelne podania i w ogóle gwałtownie manifestuje niezadowolenie, jeśli mecz nie przebiega po jego myśli.

Ronaldo chce wyprzedzić Messiego

Ronaldo prowadzi po medal reprezentację, ale ma też prywatną misję. Chce wyprzedzić Leo Messiego w wyścigu po Złotą Piłkę za bieżący rok, który na razie przegrywa pomimo zdetronizowania Barcelony w lidze hiszpańskiej przez jego Real Madryt. W ogóle wielkiemu rywalowi pod wieloma względami ustępuje, a reprezentacja daje mu szansę, by udowodnić swoją wyższość - Argentyna w zeszłym roku odpadła z Copa America już w ćwierćfinale, choć grała na własnych trawach.

W czeskiej prasie roiło się przed czwartkowym ćwierćfinałem od panicznych ostrzeżeń przed "predatorem", "turbopiłkarzem", "monstrum", były też złowrogie opisy jego "strzałów przypominających rakiety dalekiego zasięgu". Cały mecz został sprowadzony do pytania, czy nasi południowi sąsiedzi dadzą radę zatrzymać lidera Portugalczyków.

Długo dawali radę. Pierwszy raz strzelił dopiero - on, mknący ku rekordowej liczbie uderzeń oddanych na mistrzostwach kontynentu - w 25. minucie. A kiedy rozpędził się chwilę później, rywale powalili go gromadnie - we czterech. Z każdą chwilą Ronaldo nacierał jednak agresywniej, coraz częściej rozrywał czeską defensywę. Próbował uderzać z przewrotki, ruszał z piłką z głębi pola. Na sekundy przed przerwą trafił w słupek. Już trzeci raz na Euro.

Czesi organizowali zadziwiająco groźne wypady, w pierwszym kwadransie zachowywali się, jakby to oni wyszli z grupy śmierci. Po drugim kwadransie pomysły im się jednak wyczerpały. Brakowało rozgrywającego Tomasza Rosickiego, wciąż kontuzjowanego.

I atakowali już niemal wyłącznie Portugalczycy. Czy raczej, uściślając, Ronaldo. Niedługo po przerwie znów chybił minimalnie - piłkę na słupek wybił Petr Cech. Uderzał Portugalczyk coraz częściej, strzały poprzedzał coraz krótszym namysłem. Jak nie trafiał, to przynajmniej zyskiwał rzut rożny.

Napór faworytów rósł, rósł też czeski bramkarz. Do czwartku jako jedyny na turnieju puścił więcej goli niż obronił strzałów. Tym razem długo uwijał się niezawodnie, efektownie obronił wolej z dystansu Joao Moutinho. Skapitulował, gdy tenże Moutinho dośrodkował, a w powietrzu najszybciej znów pofrunął Ronaldo, na Stadionie Narodowym przeraźliwie wygwizdywany. I trzecim golem zrównał się z liderami klasyfikacji najskuteczniejszych na mistrzostwach.



Portugalczycy mogą walczyć o złoto

Portugalia cierpiała, ale przetrwała. Na szczyt próbuje wspiąć się od lat. Na Euro 2004 zdobyła srebro, w 2006 roku była półfinalistą mundialu, na kolejnych imprezach zatrzymywali ją późniejsi wicemistrzowie kontynentu Niemcy oraz późniejsi mistrzowie świata Hiszpanie. Jej kibice muszą mieć i mają ogromne aspiracje, skoro ten kraj eksportuje graczy i trenerów do największych firm w Europie. Portugalczycy grają zatem pod presją i muszą znosić ostrą krytykę. Zemścili się po decydującym zwycięstwie nad Holandią, dzięki któremu przeżyli grupę śmierci. Żaden nie odezwał się do dziennikarzy.

Gdyby oceniać ich za manewry zbiorowe, zdecydowanie ustępowaliby Niemcom czy Hiszpanom. Z Ronaldo w składzie mogą jednak śmiało myśleć nawet o złocie. Choć ich zespołowy atak często zgrzyta, to bronią pewnie - osobowość trzymającego władzę na tyłach Pepe! - a w liderze mają niesamowicie zdeterminowanego giganta zdolnego w pojedynkę kruszyć najtwardsze defensywy. To atleta zjawiskowy, którego otaczają atleci co najmniej znakomici. Nie przedryblowuje w stylu Maradony całej drużyny przeciwnika, ale kiedy boski Diego ciągnął Argentynę po złoto mundialu w 1986 roku, wokół niego biegali gracze słabsi niż obecni reprezentanci Portugalii...