Czego nie widział sędzia Istvan Vad

Euro 2012 jest pierwszym wielkim turniejem międzynarodowym, na którym zwiększono ilość sędziów, a dwóm z nich nakazano, by obserwowali głównie to, czy piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Niestety, Węgier Istvan Vad nawet tego nie potrafił stwierdzić i dlatego po przegranym meczu Ukrainy z Anglią 0:1, znów wybuchł skandal.
W 62. minucie wtorkowego spotkania w Doniecku, Anglicy prowadzili 1:0, a ukraiński napastnik Marco Devic miał doskonałą okazję do wyrównania. Zawodnik gospodarzy oddał strzał z 11 metrów, piłka odbiła się jeszcze od bramkarza Joe Harta, ale nim wybił ją kapitan Anglików John Terry, minęła całym obwodem linię bramkową. Tak pokazały telewizyjne powtórki i tak orzec powinien prowadzący spotkanie arbiter Viktor Kassai. Węgier prawidłowego gola jednak nie uznał, a jest to tym bardziej dziwne, że jego asystent - sędzia bramkowy István Vad miał sytuację na wyciągnięcie ręki. Stał bowiem kilka metrów od słupka, dokładnie na wysokości linii bramkowej. Mimo to, Ukraińcom gola nie uznano, mecz przegrali 0:1 i odpadli z turnieju, którego są współgospodarzem. Mimo, że Ukrainie remis nic nie dawał, a sama akcja była poprzedzona minimalnym spalonym, to wybuchł skandal.

- Naszej porażki winny jest sędzia - grzmiał trener Ukraińców Oleg Błochin, a nieszczęśliwy strzelec Marco Devica dodawał: - Na boisku jest pięciu sędziów, piłka przekroczyła linię, a oni nie uznali bramki. Po co w takim razie jest ich aż tylu? - pytał napastnik gospodarzy.

Głos w sprawie wydarzeń z Doniecka zabrał podczas środowej konferencji nawet Pierlugi Collina, były znakomity arbiter międzynarodowy, a teraz Szef Komisji Sędziowskiej UEFA, który nadzoruje pracę sędziów na Euro. Włoch przyznał, że wprawdzie Ukrainie gol się należał, ale po chwili dodał: - Chodzi o pomyłkę o kilka centymetrów, a nie o 50, jak pisano. Błąd to rzecz ludzka. Byłoby lepiej, gdyby go nie było, ale to wśród tylu meczów, rozegranych do tej pory jedyny taki problem - bagatelizował Collina.

Mimo wszystko UEFA po raz kolejny będzie musiała zmierzyć z problemem, którego przed turniejem bardzo chciała uniknąć. Euro 2012 jest przecież pierwszą wielką imprezą międzynarodową, w której mecze na boisku obserwuje aż pięciu arbitrów - główny, dwaj liniowi, oraz dwaj bramkowi. Tych ostatnich wprowadzono po mundialu w RPA, kiedy sędzia w 1/8 finału nie uznał ewidentnego gola, a powtórki pokazały, że piłka minęła linię bramkową o kilkanaście centymetrów. Co ciekawe, wówczas głównymi poszkodowanymi byli właśnie Anglicy, którzy przegrali z Niemcami aż 1:4, a po latach na podobnej pomyłce skorzystali.

Teraz na nowo rozgrzała więc dyskusja czy arbitrom podczas spotkań w podejmowaniu decyzji powinny pomagać powtórki wideo, fotokomórki, czy specjalne czujniki montowane w piłkach. Po wtorkowym meczu szef FIFA Sepp Blater zapowiedział, że wprowadzenie technologii jest konieczne. Decyzję w tej sprawie ma podjąć 5 lipca odpowiedzialna za zmiany w przepisach International Association Board, jedna najbardziej konserwatywnych organizacji w futbolu.

Julian Pasek, były arbiter, członek Centralnej Komisji Szkoleniowej sędziów w PZPN oraz ekspert sędziowski portalu sport.pl na czas Euro 2012, mówi jednak: - Technika jest przydatna i już teraz korzystamy z niej, gdy np. arbiter liniowy sygnalizuje głównemu przewinienie za pomocą łączności bezprzewodowej. Wprowadzając coraz to nowsze rozwiązania techniczne trzeba się zastanowić, czy nie skomplikują one pracy sędziego. Ważne jest, kto i kiedy miałby podejmować decyzję, czy bramkę uznać, czy nie. Co w przypadku, jeśli gra toczy się w polu karnym, mamy sporną sytuację, a drużyna w tym czasie wyprowadza kontrę? Jeżeli okaże się, że bramki nie było, to jak kontynuować później grę? O to się obawiam najbardziej. Nie tego, że ewentualne powtórki zwolnią grę i wprowadzą niepotrzebne przerwy - stwierdza Pasek.

Decyzją Komisji Sędziowskiej UEFA Viktor Kassai i jego asystenci nie poprowadzą już żadnego meczu na Euro 2012.