Euro 2012. Włochy - Irlandia 2:0. Pirlo znów odpalił pirlotechnikę

2 : 0
Informacje
Euro 2012 - Grupa C
Poniedziałek 18.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Włochy
2
Irlandia
0
Przed meczem Włosi drżeli o wynik rywali, na boisku zaczęli drżeć o własny, bo Irlandia nie poddaje się nigdy. Ale faworyci wygrali 2:0 i wraz z Hiszpanią awansowali do ćwierćfinału
Nikt nie wpływa na wyniki w Euro 2012 mocniej niż Andrea Pirlo. Jego asysta dała Włochom wyrównanie w meczu z Hiszpanią, jego strzał z wolnego dał remis z Chorwacją, jego dośrodkowanie z rzutu rożnego pozwoliło w poniedziałek Antonio Cassano strzelić pierwszego gola Irlandii. Rozgrywający, który w minionym sezonie odmłodniał w barwach Juventusu, skończył w maju 33 lata, jednak przy swoim stylu gry wcale nie musi planować rychłego schyłku kariery. Zawsze truchtał i nadal truchta, cały swój sukces opiera na przestrzennej wyobraźni, wyznaczaniu rytmu gry, precyzji kopnięć.

I dla drużyn, które rzężą w ruchach zbiorowych jak w poniedziałek Włosi, pozostaje bezcenny. Faworyci w Poznaniu nie umieli płynnie nacierać, więc musieli liczyć na stałe fragmenty gry. Dzięki Pirlo nie przeliczyli się.

Ich rodacy byli przed decydującym meczem w swoim żywiole. Ponieważ remis 2:2 lub wyższy między Hiszpanią i Chorwacją wyrzucał ich z turnieju, bardziej niż własna drużyna pochłaniała ich płomienna dyskusja, czy rywale umówią się na obustronnie korzystne rozstrzygnięcie, czy jednak nie. Wielu z nich trudno uwierzyć, że ktokolwiek takiej okazji nie wykorzysta, bo w świecie calcio parcie ku rezultatowi odpowiadającemu obu przeciwnikom przeniknęło do obyczaju. Włosi uwielbiają wykrywać zmowy, Włosi włożyli do swojego słownika pojęcie "dietrologia", czyli "spiskologia", Włosi od miesięcy zastanawiają się każdego ranka, kogo tym razem zatrzymała policja tropiąca globalną mafię bukmacherską.

Oni nie tylko nie dowierzają rywalom, którzy twierdzą, że fałszowanie wyniku urągałoby ich godności. Oni wręcz sądzą, iż zmarnowanie okazji byłoby frajerstwem. A historia najnowsza, jak uważają, przyznaje im rację. Z Euro 2004 odpadli, gdy Duńczycy i Szwedzi zagrali właśnie na premiujące ich 2:2.

W ich mentalności niewiele miejsca jest też na przypuszczenie, że piłkarze, którzy turniej już przegrali, znajdą w sobie jeszcze wystarczająco dużo powodów, by walczyć do upadłego. Misja niewykonana, więc po co trwonić energię?

Irlandczycy reagują inaczej, jak wszyscy wyspiarze chcą zachować twarz. Dlatego w poniedziałek biegali z zapałem, rozgrywali najlepszy mecz na mistrzostwach. Zanim ich defensywy tamtym dośrodkowaniem nie przeszył niezawodny chirurg Pirlo, zezwalali rywalom co najwyżej na jałowe przesuwanie piłki wokół pola karnego.

Napięcie było ogromne, bo równolegle w Gdańsku Hiszpanie bezbramkowo remisowali z Chorwatami. Każda z trzech drużyn zachowywała szanse, pojedynczy gol wywróciłby tabelę. Włoscy dziennikarze coraz częściej zerkali w monitory, po przerwie najgwałtowniej zareagowali na efektowną paradę Ikera Casillasa. Gdyby hiszpański bramkarz nie ocalił drużyny, obrońcy tytułu - znów uchodzący za faworytów do złota - być może wylecieliby z turnieju.

Ale Włosi też balansowali na krawędzi. Stracili rządzącego obroną Giorgio Chielliniego (zszedł z urazem), nie umieli odepchnąć od swojego pola karnego desperacko pragnących wydrzeć jedyny punkcik na Euro Irlandczyków, wdawali się w coraz bardziej nerwową szarpaninę. Oni już dawno stracili pewność mistrzów. Drużyny prowadzonej przez ich rodaka trenera Giovanniego Trapattoniego nie pokonali jeszcze nigdy, choć zasadzali się wielokrotnie, a na imprezach mistrzowskich mieli najdłuższą passę bez zwycięstwa w historii - ich ostatnie wyniki to 1:1 z Chorwacją, 1:1 z Hiszpanią, 2:3 ze Słowacją, 1:1 z Nową Zelandią, 1:1 z Paragwajem, 0:0 z Hiszpanią.

W Poznaniu wreszcie się przełamali, w dodatku niewiele brakowało, by wskoczyli na pozycję lidera grupy. Ale grali przeciętnie. Choć w doliczonym czasie pięknym wolejem na 2:0 podwyższył Mario Balotelli, uznanie mogli wzbudzać przede wszystkim zdeterminowani Irlandczycy, którym pewnie nawet nie przyszło do głowy, że nie mają już nic do wygrania. Wyspiarze opuszczą nas bez punktów, ale to oni podbili serca fanów. Polacy przyszli na mecz ubrani na zielono.