Sport.pl

Moje życie z Czechami na Euro: Kto jest największym mrukiem, a kto gadułą

Na początku Euro 2012 nie rozpoznawał ich prawie nikt, teraz ich nazwiska będziemy pamiętać prawie wszyscy. Oto piłkarze Czech - ćwierćfinaliści mistrzostw Europy i pogromcy Polaków, jakich nie znacie
Kiedy w grudniu 2011 roku okazało się, że Czesi wszystkie trzy mecze rozegrają we Wrocławiu, wielu było z tego powodu niezadowolonych. Ja też. Wiadomo, "wyposzczony" brakiem możliwości obcowania z wielkim futbolem, chciałem zobaczyć i porozmawiać z prawdziwymi gwiazdami, najlepiej hiszpańskimi, holenderskimi czy niemieckimi. W końcu Euro 2012 to dla polskiego kibica, ale i polskiego dziennikarza, być może jedyna taka okazja w życiu.

Teraz, po blisko dwóch tygodniach pobytu drużyny czeskiej we Wrocławiu, mogę powiedzieć, że i miasto, i ja mieliśmy szczęście. Na co dzień mogliśmy bowiem obcować z zawodnikami wysokiej klasy, którzy dodatkowo są grupą niezblazowanych, uśmiechniętych i sympatycznych piłkarzy.

Są też po prostu dobrymi graczami, co udowodnili zupełnie niespodziewanie, wygrywając grupę A i awansując do ćwierćfinału. Na początku spośród nich nie rozpoznawaliśmy prawie nikogo, teraz każde nazwisko będę pamiętał na długo.

Przecież Czesi od dwóch tygodni mieszkają we wrocławskim Monopolu. Tu rozegrali swoje trzy mecze grupowe, które widziałem na żywo. I też tu trenują - byłem na wszystkich ich treningach otwartych dla mediów i na wszystkich konferencjach prasowych.

Oto mój subiektywny przegląd drużyny, która podczas mistrzostw Europy stała się także częścią mojego życia.

Największy gaduła: obrońca Tomas Sivok

Po zakończeniu kariery sportowej na pewno będzie ekspertem dla którejś z telewizji. Nie było treningu, po którym Sivok nie zatrzymałby się i nie porozmawiał z dziennikarzami. Po każdych zajęciach przez wiele minut stał i odpowiadał na wszystkie pytania. Nie miało znaczenia, czy Czesi przegrali z Rosją 1:4, czy byli w euforii po wygranej nad Grecją. Sivok zawsze był gotowy, by porozmawiać. A mówił długo i ciekawie.

Największa klasa: bramkarz Petr Cech

Po tych mistrzostwach dla mnie wzór piłkarza, profesjonalisty. Na boisku bramkarzowi Chelsea działo się różnie, ale przecież w ostatnim decydującym meczu był bardzo pewnym punktem drużyny i również przyczynił się do tego, że Czesi znaleźli się w ćwierćfinale. Poza spotkaniem: na treningu i po nim, marzenie każdego kibica. Jeśli tylko będzie mógł, zatrzyma się, porozmawia, da autograf. Dodatkowo czeski bramkarz jest po prostu człowiekiem niezwykle inteligentnym, studiuje historię i psychologię, biegle mówi w pięciu językach. No i we Wrocławiu dał koncert na perkusji. Podobno również znakomity.

Największa metamorfoza: pomocnik Tomas Rosicky

Po pierwszym treningu w ogóle nie chciał rozmawiać z dziennikarzami. Przechodząc, rzucił tylko: "Trzeba grać, a nie gadać, panowie". Na pierwszej konferencji prasowej przed meczem z Rosją można było odnieść wrażenie, że rzeczywiście gadać nie lubi. Odpowiadał półzdaniami, niemal burczał coś pod nosem - rasowy piłkarz - gbur. Jaką niespodzianką było więc, kiedy po druzgocącej porażce z Rosją Rosicki spotkał się z dziennikarzami i.... udzielił świetnego wywiadu. Kapitan Czechów świetnie przeanalizował błędy swojego zespołu oraz podkreślił, że nie ma co popadać w panikę. To, jak bardzo miał racje, pokazała późniejsza rzeczywistość

Największy milczek: Milan Baros

Z podstawowego składu Czechów z dziennikarzami nigdy nie rozmawiał tylko on. I to nawet jeszcze zanim kibice zdążyli go wybuczeć i wygwizdać podczas spotkań z Rosją i Grecją. W spotkaniu z Polakami żegnany już owacyjnie.

Największa niespodzianka: Michal Bilek

W swoim kraju uważany za aroganta. Raczej niesprawiedliwie. Bilek to po prostu cichy i spokojny człowiek, w którym nie ma jednak pychy czy złości. Wręcz przeciwnie. Piłkarze mówią o nim, że jest zabawny i potrafi zintegrować drużynę. Zdecydowanie największy wygrany wrocławskiej części Euro 2012.

Największy pechowiec pomocnik: Tomas Rosicky

Kapitan Czechów zajął miejsce w dwóch kategoriach, ale inaczej być nie może. Nie ma bowiem po prostu innego zawodnika, któremu przed i podczas Euro 2012 tak bardzo nie sprzyjałyby okoliczności. Najpierw zawodnik Arsenalu zmagał się z kontuzją łydki i dlatego na pełnych obrotach zaczął trenować dopiero we Wrocławiu. Potem, w pierwszej połowie meczu z Grecją, doznał kontuzji ścięgna Achillesa i dlatego nie zagrał w spotkaniu z Polską. "Małego Mozarta" zabraknie także w spotkaniu ćwierćfinałowym, a wątpliwe, by wykurował się do czasu walki o medale. Oczywiście, o ile Czesi do nich dojdą.

Więcej o: