Angielskie WAGs mają coraz więcej w głowie. Skandali w Krakowie nie będzie

"WAGs do Krakowa przyleciały, by wspierać partnerów, a nie po to, by dostarczać materiału na czołówki gazet. Na razie, biorąc pod uwagę to, że Anglicy grają powyżej oczekiwań, WAGs wykonują rzetelną robotę" - pisze w dzienniku "The Telegraph" Alison Kervin, autorka książki "Wags' Guide to Euro 2012" (w wolnym tłumaczeniu "Przewodnik dla WAGs na Euro 2012").
WAGs to termin, który w Anglii wywołuje burzę emocji. Chodzi o wives and girlfriend, czyli żony i dziewczyny piłkarzy, które na Wyspach - i nie tylko! - są równie popularne co ich partnerzy. Niedawno przyleciały do Krakowa. "Znający gusta pań właściciele krakowskich butików pewnie zdecydowali się uzupełnić zapasy o okulary przeciwsłoneczne dużych rozmiarów oraz pojemne torebki, a menedżerowie pubów złożyli dodatkowe zamówienia na szampana Veuve Clicquot, drogą wódkę i Red Bulla" - pisze dziennikarka.

Wszystko dlatego, że WAGs "cieszą się opinią rozrzutnych imprezowiczek" - wyjaśnia. I przypomina podróż pań do Baden-Baden podczas mistrzostw świata w 2006 r. Podczas jednego wyjścia na zakupy potrafiły podobno wydać 57 tys. funtów, w hotelu zostawiły 600 tys.. Elen Rives, ówczesna narzeczona Franka Lamparda, była najhojniejsza, bo zostawiła napiwki o równowartości ponad 28,5 tys. funtów. Tak przynajmniej wylicza Kervin.

- WAGs z Baden-Baden bez przerwy były wystrojone. My nie nosiłyśmy się w ten sposób - opowiada na łamach gazety Angie Best, była żona George Besta, słynnego w latach 70. skrzydłowego reprezentacji Irlandii Północnej. - Nigdy nie braliśmy tego wszystkiego tak bardzo na poważnie, nie dbałyśmy tak bardzo o swój wygląd. Przed sześcioma laty WAGs tak bardzo chciały imponować, że komuś mogło się ich zrobić żal.

Przed dwoma laty partnerki piłkarzy dostały zakaz spotkań z ukochanymi podczas mistrzostw świata w RPA. Dlatego wizyta w Krakowie miała być dla nich testem. "W sześć lat wiele się zmieniło. Kiedy dziewczyny wylądowały w Krakowie, byliśmy zaskoczeni. Opalenizna, która rzucała się w oczy, jest bardziej stonowana, a ubiór w większości właściwy" - pisze dziennikarka i dodaje, że może być to efekt krytyki, jaka spadła na partnerki piłkarzy po mistrzostwach w Niemczech.

Przytacza rozmowę z jedną z WAG, ale nie zdradza jej nazwiska. - Okres po mistrzostwach świata był po prostu okropny. Wszyscy byli przeciwko nam. Nie sądzę jednak, by którakolwiek z nas zdawała sobie sprawę, dlaczego ludzie nas obwiniają o porażki piłkarzy. To bolało, kiedy zasugerowano, że już nigdy nie powinniśmy podróżować z tą drużyną. Byliśmy tam, by ich wspierać, a nie ściągać na nich kłopoty - miała powiedzieć jedna z pań.

Kervin przytacza też wypowiedź sprzed lat Carly Zucker, partnerki Joe Cole'a, która miała powiedzieć, że nie będzie szukać pracy, bo to ją "stresuje i powoduje, że jest nieszczęśliwa".

Dziennikarka podkreśla, że rozrzutna natura WAGs to już przeszłość. Doszło bowiem do "kulturowej zmiany". I podaje przykłady. M.in. fizjoterapeutkę Melanie Slade, partnerkę Theo Walcotta, nazywa "królową nowej fali WAGs". Slade miała odmówić przyjęcia prezentu od męża z okazji 21. urodzin. A był to dość kosztowny prezent. Konkretnie warte 150 tys. funtów Ferrari California.