Sport.pl

Robin van Persie. Kanonier z przejściami

Od dzieciństwa skazywany na sukces, choć przez niemal całe życie robił wszystko, by go nie osiągnąć. Robinowi van Persiemu nie przeszkodził ani porywczy charakter ani dwutygodniowy pobyt w więzieniu
2 : 1
Informacje
Euro 2012 - Grupa B
Niedziela 17.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Portugalia
2
Holandia
1
Wystarczy rzut oka na statystyki 29-letniego napastnika, by nazwać go supergwiazdą. Jedna z trybun Excelsioru Rotterdam, gdzie zaczynał karierę, została nazwana na jego cześć. Sam o sobie mówi, że zawsze dąży do perfekcji, "nawet kiedy gra w ping-ponga czy rzutki". W Anglii jest jednym z najbardziej uwielbianych piłkarzy spoza wyspy. Ma na koncie m.in. tytuł piłkarza roku i króla strzelców być może najbardziej wymagającej ligi świata. Młodzi zawodnicy mówią o nim: "idol". - Dużo rozmawiałem z Robinem. Odwiedzał mnie w siłowni i pytał o zdrowie - opowiadał mediom Benik Afobe, 19-letni piłkarz Arsenalu.

Czy to znaczy Van Persie znalazł receptę na karierę idealną? Nic podobnego!

Zwykłe drzewo i niezwykły piłkarz

Miłości do piłki nożnej nie wyssał z mlekiem matki, która była malarką i projektantką biżuterii. Nie odziedziczył jej też po ojcu rzeźbiarzu. Rodzice woleli, by poszedł w ich ślady i zajął się sztuką, ale syn miał tylko jedno w głowie.

- Kiedy oni patrzą na drzewo, widzą coś niezwykłego. Ja widzę tylko drzewo - tłumaczył van Persie w rozmowie z "Daily Mail". - Nie potrafię malować ani rysować, ale jako piłkarz jestem artystą jak rodzice.

Tyle że od zawsze sprawiał problemy. Angielskie media piszą, że w szkole nie należał do najpilniejszych uczniów i niemal codziennie był wyrzucany z klasy. - Trudno się zmotywować, kiedy w wieku 12 lat nazywają cię nowym Johanem Cruyffem. Więc po co mu dyplom? Wiedział, że jako piłkarz zarobi dużo więcej. Dlatego nie był dobrym uczniem - wspominała w "The Telegreph" jedna z nauczycielek van Persiego.

Brylant za pół ceny

Wiele lat później angielskie tabloidy z lubością wypominały mu grzeszki. Z Excelsioru odszedł posprzeczany z trenerami. Potem jako 18-letni żółtodziób w Feyenoordzie, na treningi przyjeżdżał ponoć największym jeepem, czym miał denerwować innych zawodników. Do szaleństwa doprowadzał m.in. Pierre'a van Hooijdonka, gdy kłócił się z nim o wszystko - np. kto pierwszy skorzysta z usług klubowego masażysty. Byli też tacy, którzy nazywali go samolubem. Wszyscy jednak - chcąc, nie chcąc - widzieli w nim ogromny talent.

Pech chciał, że najgorsze relacje van Persie utrzymywał z trenerem Feyenoordu, którym wówczas był... Bert van Marwijk, obecny selekcjoner reprezentacji Holandii. Piłkarzowi nie podobało się m.in., że wystawia go na skrzydle zamiast w ataku. Van Marwijk w odpowiedzi zesłał go do rezerw. W 2002 r. odsunął go od pierwszej drużyny dzień przed meczem o Superpuchar Europy.

Kiedy van Persie domagał się podwojenia pensji (zarabiał 10 tys. funtów tygodniowo), prezes Feyenoordu mówił, by "jak najszybciej zszedł na ziemię". W końcu klub z Rotterdamu oddał go Arsenalowi. Media pisały potem, że za pół ceny.

Najgorsze dwa tygodnie w życiu

Wydawało się, że w Londynie może mieć jeszcze trudniej, bo trener Arsene Wenger nie znosi niesfornych piłkarzy. Jego kariera mogła zakończyć się po roku w Premier League, ale z zupełnie innego powodu. W 2005 r. został oskarżony o gwałt na nigeryjskiej topmodelce. Groziło mu 12 lat więzienia, a prasa brukowa rozpisywała się, że małżeństwo piłkarza wisiało na włosku.

Van Persie spędził 14 dni w areszcie. Po wyjściu zza krat długo był podejrzany, ale zarzutów nie usłyszał. - Każdy popełnia błędy. Może to, co powiem będzie dziwne, ale nasz związek po tych wydarzeniach stał się lepszy - stwierdziła Bouchra Elbali, żona van Persiego i pod niebiosa wychwalała męża.

- Było ciężko. Był moment, że prawie traciłem przytomność umysłu - opowiadał van Persie o pobycie w więzieniu.

Wyszedł na prostą?

Od dawna jest na dobrej drodze, by zerwać z łatką niesfornego. W ubiegłym roku dostał opaskę kapitana Arsenalu, zmienił też numer z "11" na "10", bo taki miał jego słynny rodak Dennis Bergkamp. Wygląda też na to, że pogodził się z van Marwijkiem, który nie rozdrapuje ran i regularnie na niego stawia.

Więcej o: