Euro 2012. Czesi sami nawarzyli piwa? Znaleźli nam Jakuba Błaszczykowskiego

1 : 0
Informacje
Euro 2012 - Grupa A
Sobota 16.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Czechy
1
Polska
0
- Na razie są zdjęcia, wywiady, gazety, ale o tym, czy Kuba będzie dobrym piłkarzem, zdecyduje ciężka praca - mówił sześć lat temu o Błaszczykowskim Werner Liczka, były trener Wisły, który dał Polakowi zadebiutować w ekstraklasie
Liczka to jeden z czterech Czechów w ekstraklasowej krakowskiej piłce XXI w. W sobotę jego rodacy będą się zastanawiać, jak zatrzymać Polaków Niby są łakomym kąskiem dla polskich zespołów, bo szybko się aklimatyzują, są nieźle wyszkoleni i relatywnie tani. Mimo to w Cracovii i Wiśle przez ostatnich 11 lat było ich zaledwie trzech oraz trener.

Inna sprawa, że w większości oszałamiającej reklamy rodakom nie zrobili. Byli przepłaceni, szybko odchodzili lub nie zamierzali pomóc drużynie w trudnych momentach. I na dodatek nawarzyli sobie piwa, bo wykreowali Błaszczykowskiego, najlepszego polskiego skrzydłowego ostatnich lat i kapitana reprezentacji Polski.

Kto wie, czy cieszylibyśmy się z remisu z Rosją, gdyby nie Liczka. To on po pierwszych treningach Błaszczykowskiego w Wiśle miał krzyknąć "Eureka!" i szybko postanowił zapłacić za niego działaczom Rakowa Częstochowa... 70 tys. zł. Później regularnie na niego stawiał i m.in. dzięki temu kariera żółtodzioba z Truskolasów nabrała tempa. Dziś jest kapitanem reprezentacji, a we wtorek strzelił wyrównującego gola Rosjanom. - Trener Liczka dostrzegł natychmiast wartość Kuby. Nie bał się na niego postawić - opowiadał "Gazecie" Mielcarski.

Błaszczykowski: - Miałem sporo szczęścia, bo trafiłem na trenera Liczkę, a Wisła nie miała prawoskrzydłowego.

Obecnie Liczka jest członkiem zarządu Banika Ostrawa, a Błaszczykowski jutro będzie walczył o pokonanie Czechów. Jeśli mu się uda, Polacy zagrają w ćwierćfinale Euro.

Pierwszym Czechem w XXI w. w Wisle był właśnie Liczka, ale po nim kibice Wisły woleli, by był to już ostatni szkoleniowiec z tego kraju. Już samo przywitanie było dziwne, bo przyszedł na nie... Henryk Kasperczak, poprzednik Liczki, i pod nosem komentował wypowiedzi swojego zmiennika.

Fani szybko się zniechęcili do Czecha i przeprowadzili akcję machania białymi chusteczkami. Do tego Liczka na jednej z konferencji prasowych usłyszał pytanie: "Dlaczego Wisła gra archaicznie i brzydko jak nigdy w historii?". - Drużyna jest w przebudowie, zgranie zawodników wymaga czasu - bronił się szkoleniowiec, ale Bogusława Cupiała nawet zdobycie mistrzostwa Polski (na pół z Kasperczakiem) nie przekonało i Liczka po sześciu miesiącach pożegnał się z Krakowem.

Szkoleniowiec próbował jednak zostawić po sobie czeski ślad w postaci obrońcy Wlastimila Widliczki. 24-letni wówczas obrońca miał być wzmocnieniem godnym walki o Ligę Mistrzów. - Jestem zadowolony, zarabiam więcej. O polskiej piłce nie wiem jednak za wiele - podkreślał Widliczka.

I nie zdążył się dowiedzieć, bo kolejny trener Jerzy Engel szybko i dosadnie ocenił jego możliwości. - Pod względem poziomu nie nadaje się do Wisły - uciął szkoleniowiec, a kilka dni później gracza w Krakowie już nie było. To także ułatwiło rozwój kariery Błaszczykowskiemu, bo odpadł mu konkurent do gry na skrzydle.

Po tym duecie Wisła na dwa lata wyleczyła się z pozyskiwania Czechów. Ale jak już postawiła na zatrudnienie sąsiada, to od razu wyłożyła ponad 700 tys. euro. Tyle zapłaciła za Tomasza Jirsaka i był to trzeci najdroższy zakup (po Macieju Żurawskim i Kamilu Kosowskim).

Jeden z agentów stwierdził jednak, że przy tym transferze krakowianie dali się naciągnąć, i sprawdziło się to pięć lat później. Po ostatnim sezonie Jirsakowi wygasł kontrakt i w Wiśle nikt nie zamierzał umierać za jego przedłużenie. Strony nie porozumiały się w sprawie długości umowy i ostatni Czech pożegnał się z Reymonta.

Mniejsze doświadczenie w zatrudnianiu sąsiadów ma Cracovia, bo w XXI w. grał w niej tylko jeden Czech. Jan Hoszek w sierpniu zjawił się na Kałuży i na tle beznadziejnej drużyny spisywał się całkiem poprawnie. Działacze chcieli go zatrzymać, ale do Hoszka za pozostaniem w pierwszoligowej drużynie przemawiał tylko jeden argument - jego dziewczyna zakochała się w Krakowie i wolała polskiego miasto niż Teplice. To była jednak za słaba karta przetargowa i zawodnik najpewniej wróci do Czech.