Czesi nienawidzą swojego trenera: Dlaczego przeraźliwie na niego gwiżdżą?

1 : 0
Informacje
Euro 2012 - Grupa A
Sobota 16.06.2012 godzina 20:45
Wyniki szczegółowe
Wynik
Czechy
1
Polska
0
Euro 2012: Jeśli komuś wydaje się, że w trakcie Euro 2012 w najgorętszym ogniu krytyki znajduje się trener Polaków Franciszek Smuda, to się grubo myli. Czesi okrutnie wygwizdują swojego selekcjonera Michala Bilka i bez względu na wyniki, najchętniej pozbyliby się go natychmiast. Mecz Polska - Czechy w sobotę o 20.45. Relacja na żywo na Sport.pl
Michal Bilek, trener reprezentacji Czech, która w sobotę zagra z Polską we Wrocławiu, jeszcze przed Euro 2012przedłużył kontrakt z czeska federacją. W efekcie drużynę narodową naszych południowych sąsiadów ma prowadzić do 2014 roku. Tyle tylko, że gdyby jego przyszłość zależała od kibiców, to na swoim stanowisku nie wytrwałby ani dnia dłużej.

Trener Czechów we własnym kraju był powszechnie krytykowany nawet po awansie na Euro 2012, a inauguracyjna klęska na Euro 2012 z Rosją 1:4, tylko niechęć do niego wzmogła. Już na dziesięć minut przed końcem spotkania czescy kibice krzyczeli - "Bilek ven!", co można przetłumaczyć jako: "Bilek precz" lub w nieco skrajniejszej wersji jako "Bilek won!".

Przed wygranym pojedynkiem z Grecją, szkoleniowiec został wyjątkowo głośno wygwizdany, a kibice buczeli na niego gdy tylko jego obraz pojawił się na wielkim telebimie.

Po spotkaniu sam Bilek mówił: - Na pewno takie zachowanie fanów nie jest przyjemne. Wiem, że nie jestem popularny wśród kibiców, ale trzeba też pamiętać, że tworzymy jedną drużynę i gwizdy na mnie, czy na któregokolwiek z zawodników, negatywnie oddziałują na cały zespół - podkreślał Bilek, który sympatii w Czechach nie zyskał nawet mimo zwycięstwa nad Grecją i zachowania szans na awans do ćwierćfinału. Do ćwierćfinału Euro 2012 czescy piłkarze awansują jeśli choćby zremisują w sobotę z biało-czerwonymi we Wrocławiu.

- Może stosunek kibiców do Bilka zmieni się jeśli na Euro wyprzedzimy Polskę i przejdziemy dalej. To jednak mało prawdopodobne - przyznaje Karel Häring z czeskiego dziennika "Sport".

47-letni szkoleniowiec z niechęcią czeskich fanów musi zmagać się niemal od pierwszego dnia swojej pracy z drużyną narodową, którą objął w październiku 2009 roku. Stało się to po nieudanych dla Czechów eliminacjach do mistrzostw świata w RPA.

- Bilek w naszym kraju uważany jest za człowieka Ivana Haska, czyli byłego szefa federacji, który swoją funkcję tymczasowo łączył także z pracą trenera reprezentacji. Obecny selekcjoner najpierw był jego asystentem, a potem stał się następcą. Wielu ludzi uważa więc, że swoją posadę dostał po znajomości i nie może mu tego zapomnieć - zaznacza Häring.

Poza tym, Czesi uważają, że reprezentacja prowadzona przez Bilka gra zbyt defensywnie i bardzo nierówno. Trenerowi wypomina się porażkę u siebie 0:1 z Litwą na początku eliminacji do Euro 2012, czy klęskę 0:3 w sparingu z Norwegią. Przegrana z Rosją 1:4 na Euro 2012 dowodzi, że część z tych zastrzeżeń nie jest od rzeczy.

- Za Bilka nasza reprezentacja gra tak, że na jeden dobry mecz przypadają dwa słabe lub przeciętne. Na Euro też przez 20 minut kadrę ogląda się cudowanie, a przez kolejne 70 minut trzeba cierpieć - podkreśla korespondent sportowego dziennika.

Trener Bilek swoim zachowaniem również popularności sobie nie przysparza. Na pierwszy rzut oka może bowiem sprawiać wrażenie aroganta, rzadko się uśmiecha, a na pytania dziennikarzy na konferencjach prasowych odpowiada głównie ogólnikami. Co ciekawe, piłkarze twierdzą jednak, że szkoleniowiec jest człowiekiem bardzo otwartym, a jedną z jego zalet jest ... poczucie humoru.

- Z trenerem Bilkiem świetnie nam się współpracuje, to dobry fachowiec. Uważam więc, że okrzyki pod jego adresem po meczu z Rosją były nie fair. Jeśli kibice chcą gwizdać, to powinni to robić w stosunku do nas, bo to my byliśmy na boisku. Trener w tym wypadku nie zawinił i mam nadzieję, że będzie pracował z nami dalej - podkreśla obrońca kadry Tomas Sivok.

Jeśli Czesi wyprzedzą w grupie A Polskę i awansują do ćwierćfinału Euro, to z pewnością tak się stanie. Jeśli nie, szkoleniowiec będzie musiał zmagać się z kolejną falą krytyki. Pewnie jeszcze potężniejszej niż teraz.