Grecja kontra Czechy: Nasz ważny antyszlagier

Euro 2012 we Wrocławiu: Gdyby mecz Czechy - Grecja nie odbywał się w ?polskiej grupie", to obchodziłby niewielu. Ale wynik tej rywalizacji będzie będzie śledziła cała piłkarska Polska.
Piłkarze Czech i Grecji na murawę stadionu we Wrocławiu wyjadą dziś o godz. 18. Nieco ponad dwie i pół godziny później w Warszawie zmierzą się Polacy oraz Rosjanie. Jeśli biało-czerwoni swoje spotkanie przegrają, a Grecy pokonają Czechów, to przed ostatnią kolejką sytuacja naszej reprezentacji stanie się dramatyczna. Wówczas bowiem do wyrzucenia nas z turnieju grupowym rywalom wystarczy remis. A co najgorsze - nie wszystko w grupowej rywalizacji będzie zależało od nas.

To oczywiście spekulacje ale takie, które tłumaczą dlaczego mecz z pozoru nieważny, urasta do rangi niesłychanie istotnego. Gdyby Czesi i Grecy nie rywalizowali z Polską, to ich pojedynek nie emocjonowałby chyba prawie nikogo. Dzisiejsze spotkanie spokojnie nazwać można antyszlagierem Euro 2012. Zaraz po losowaniu grup, ci kibice którzy dostali właśnie bilety na ten mecz, lamentowali w Internecie. Wejściówki byli gotowi sprzedać niemal za bezcen, domagając się jedynie zwrotu kosztów.

Nawet zachłanni hotelarze wiedzą, że akurat na tym spotkaniu kokosów nie zbiją. Wynajęcie dwuosobowego pokoju w dzień spotkania, należy do najtańszych podczas całego turnieju. Kibice zapłacą za pokój trzy razy mniej niż w dniu hitu Włochy - Hiszpania w Gdańsku.

W zasadzie to nic dziwnego, bo po tym jak przez polsko-ukraińskie murawy przetoczyli się już gwiazdorzy wręcz zjawiskowi, to drugą kolejkę mistrzostw rozpoczną zespoły przeciętne, złożone co najwyżej z w miarę niezłych rzemieślników. Drużyny te absolutnie tłumów nie porywają, a to, że osiem lat temu spotkały się w półfinale Euro 2004 w świecie sportu słusznie uznano za wyjątkowe wynaturzenie.

W pierwszych meczach Euro 2012 Grecy i Czesi zagrali przyzwoicie jedynie po 45 minut. Tyle że Grekom dało to satysfakcjonujący remis z Polską 1:1, a Czechom porażkę 1:4. Ci pierwsi mimo osłabienia pokazali wielki charakter i odrobili straty, marnując na dodatek karnego, który mógł im dać zwycięstwo. Ci drudzy po dobrym początku uwierzyli, że mogą pokonać "Sborną", ale w efekcie zostali przez nią rozjechani. Po inauguracyjnej klęsce czescy kibice już wysłali trenera Michala Bilka precz, a napastnika Milana Barosa wygwizdali.

Mimo to Czesi nadziei na dobry wynik nie tracą. Zawodnicy tłumaczą, że przecież momentami z Rosją grali całkiem nieźle, a ich najbliższy rywal nie ma takiego potencjału ofensywnego jak poprzedni. Poza tym nikt nie wyobraża sobie, by zespół Bilka mógł zaprezentować się w destrukcji tak źle jak w piątek. By uniknąć podobnych błędów czeski selekcjoner może się zdecydować na zmiany w linii obrony oraz na pozycji defensywnego pomocnika. Być może od pierwszych minut pojawią się więc rezerwowi dotąd: lewy defensor Dawid Limbersky czy pomocnik Tomas Hubschman.

Roszady w obronie pewne są natomiast u Greków, którym w meczu z Polską kompletnie rozsypał się środek defensywy. Z Czechami na pewno nie wystąpią dwaj podstawowi stoperzy, czyli Avraam Papadopoulos i Sokratis Papastathopoulos . Pierwszy z nich jest kontuzjowany i na Euro już nie zagra, a drugi musi odcierpieć czerwoną kartkę, otrzymaną w meczu z Polską. Inną zmianą, którą najpewniej zastosuje trener Fernando Santos, będzie wpuszczenie od początku, rewelacyjnego napastnika Dimitrisa Salpigidisa. Zawodnik ten wszedł w pierwszym spotkaniu po przerwie, strzelił bramkę i wypracował karnego. Teraz jego dobra forma przydałaby się drużynie już od pierwszego gwizdka sędziego.

W spotkaniu z Czechami, Grecy podobnie jak w pierwszym meczu w Warszawie będą mieli przeciwko sobie prawie cały stadion. Niemal pewne jest, że obecni na spotkaniu Polacy będą bowiem dopingować swoich południowych sąsiadów, którzy w mieście trenują, śpią i grają. Poza tym ich ewentualna wygrana byłaby najmniej szkodliwa dla zespołu biało-czerwonych. Choć z polskiej perspektywy najlepiej byłoby gdyby padł remis.