Tomas Sivok: Tak słabo, jak z Rosją już nie zagramy

Euro 2012 we Wrocławiu: Po pierwszym meczu w zespole panuje rozczarowanie, ale to normalne, kiedy się przegrywa i traci cztery gole. Nie możemy się jednak załamywać, bo turniej jeszcze się dla nas nie skończył. Tylko od nas zależy, czy wrócimy do gry i pokonamy Greków - mówi obrońca reprezentacji Czech, Tomas Sivok.
W pierwszym meczu Rosjanie rozbili Czechów aż 4:1. Drużyna naszych południowych sąsiadów była tylko tłem dla świetnie dysponowanej "Sbornej", która efektowną wygraną wysłała jasny sygnał, że będzie jednym z kandydatów do zwycięstwa w turnieju Euro.

Czesi byli w stanie nawiązać wyrównaną walkę tylko w początkowych fragmentach spotkaniach. Po bramkach Alana Dżagojewa i Romana Szirokowa w 15. i 25. minucie podopieczni Michala Bilka spuścili z tonu, sprawiając wrażenie kompletnie rozbitych.

- Natychmiast po meczu, jak dotarliśmy do hotelu, obejrzeliśmy mecz z Rosją na wideo i dyskutowaliśmy ze sztabem szkoleniowym o błędach, jakie popełniliśmy. Nie ma jednak czasu, żeby rozpamiętywać ten mecz, bo już we wtorek czeka nas kolejny pojedynek, z Grecją - mówi w rozmowie z portalem sport.cz obrońca reprezentacji Czech, Tomas Sivok.

Na początku drugiej połowy Czesi strzelili kontaktową bramkę, ale zamiast pójść za ciosem popełniali proste błędy w obronie. Dzieła zniszczenia Rosjanie dokonali w ostatnich 10 minutach. Kolejne trafienie zdobył świetnie dysponowany tego dnia Dżagojew, a wynik spotkania ustalił wprowadzony w jego miejsce Roman Pawluczenko.

- Za wszelką cenę chcieliśmy odrobić straty, ale efekt był odwrotny od zamierzonego. Staraliśmy się atakować, ale straciliśmy sporo sił. W następnych spotkaniach musimy być mądrzejsi i nie grać na oślep do przodu, bo Grecy pewnie nie będą grali odważnie, a czekali na nasze błędy i okazję do kontry. Wierzę, że tak słabego meczu, jak z Rosją na tym turnieju już nie zagramy - przekonuje Tomas Sivok.

Środowy obrońca Besiktasu Stambuł nie ukrywa, że po pierwszym meczu w zespole wszyscy są mocno rozczarowani. - To normalne, kiedy się przegrywa i traci cztery gole. Nie możemy się jednak załamywać, bo turniej jeszcze się dla nas nie skończył. Tylko od nas zależy, czy wrócimy do gry i pokonamy Greków - twierdzi Sivok.

Mecz Grecja - Czechy odbędzie się we wtorek, na Stadionie Miejskim we Wrocławiu, o godz. 18.