Chorwacja na Euro 2012. Bałkańska fantazja po przejściach

Na Euro w Austrii i Szwajcarii 30 sekund zabrakło im, żeby awansować do półfinału. Z traumy leczyli się cztery lata. Dziś są mniej aroganccy i pewni siebie, ale czy silniejsi?
W 2008 r. drużyna Slavena Bilicia była rewelacją. W eliminacjach dwukrotnie pokonała Anglików - efektowne zwycięstwo 3:2 na Wembley zamknęło wtedy drużynie Steve'a McClarena drogę do turnieju. W finałach Chorwaci tempa nie zwolnili - zwyciężyli grupę, bijąc gospodarzy Austriaków, faworytów Niemców i Polaków na dokładkę, a w ćwierćfinale w 32. minucie dogrywki prowadzili z Turcją 1:0. - Możemy wygrać z każdym - powtarzali piłkarze 39-letniego wówczas Bilicia. Chorwaci grali z bałkańską fantazją, imponowali techniką i chyba rzeczywiście wierzyli, że są niepokonani.

Bogów na powrót uczłowieczył Semih Sentürk, wyrównując w 123. minucie. Turcy zwyciężyli po rzutach karnych, a wielka drużyna Bilicia przestała nagle istnieć.

Wtedy nikt jeszcze nie spodziewał się, że zniknie z wielkiego futbolu aż na cztery lata. Przybici klęską piłkarze nie pozbierali się w eliminacjach MŚ 2010. Anglicy pokonali ich 5:1 w Zagrzebiu (największa klęska reprezentacji w historii) i 4:1 na Wembley, rewanżując się za upokorzenie sprzed trzech lat.

Bilić nie umiał zmotywować piłkarzy, stracił też kilka ważnych ogniw, bo kadrę opuścili bracia Robert i Niko Kovaczovie oraz filar defensywy Dario Szimić. Przede wszystkim jednak popsuła się atmosfera - trener za pijaństwo wyrzucał z kadry Ivicę Kriżanaca i Josipa Szimunicia (ten ostatni potem wrócił).

Bilić wahał się, czy po przegranych eliminacjach nie odejść, ale piłkarze i działacze przekonali go, by spróbował raz jeszcze.

Odbudowa drużyny częściowo powiodła się, bo w eliminacjach Euro 2012 Chorwaci zajęli drugie miejsce w grupie, a w barażach los zesłał im możliwość odkupienia - dwumecz z Turcją. Po 3:0 w Stambule stało się jasne, że powstali z kolan (w rewanżu było 0:0).

Bilić znów przyjedzie na dużą imprezę, choć rewolucji nie przeprowadził. Motywując drużynę, preferował raczej politykę małych kroczków. Promował powoli młodych, np. 22-letnich obrońców Dejana Lovrena z Lyonu i Domagoja Vidę z Dynama Zagrzeb, a także rozgrywającego Dynama - 23-letniego Milana Badelja. Sercem reprezentacji nadal są jednak rozgrywający Tottenhamu Luka Modrić, wart według angielskich mediów ponad 30 mln funtów, i Niko Kranjczar oraz kapitan Darijo Srna z Szachtara Donieck.

O sile strzeleckiej decydują doświadczeni Ivica Olić i Eduardo da Silva, uzupełniani przez młodszych - Mario Mandżukicia i rewelacyjnego wiosną Nikicę Jelavicia. O tym ostatnim, 26-latku z Evertonu, który w 12 pierwszych meczach dla angielskiego zespołu strzelił dziewięć goli, mówi się, że może zostać europejską gwiazdą.

Problemem Chorwatów jest brak stabilnej formy i słaba skuteczność. W eliminacjach przytrafiały im się wpadki - nie potrafili pokonać ani choć wbić gola solidnym w defensywie Grekom, przegrali też w Tbilisi 0:1 z murującą bramkę Gruzją. W marcu w sparingu 3:1 w Zagrzebiu rozbiła ich Szwecja.

Są krytykowani za brak niezawodnego napastnika, jakim na mundialu w 1998 r. był Davor Szuker. Eduardo zatracił skuteczność sprzed złamania nogi, Mandżukić z przeciętnego Wolfsburga był dobry na eliminacje, ale to piłkarz, którym trudno straszyć Włochów i Hiszpanów. Z kolei Olić ma już swoje lata (32) i strzela mniej, pełni raczej funkcję boiskowego motywatora. Świetnemu Jelaviciowi brakuje doświadczenia. Znamienne jest, że najlepszym strzelcem w eliminacjach był pomocnik - Kranjczar (4 gole).

Poza Modriciem, o którego bezskutecznie biła się Chelsea, nie mają Chorwaci w składzie wielkich gwiazd. Nikt nie gra w czołowym klubie Europy, a ci, którzy pracują w Hiszpanii czy Niemczech, nie zawsze w swoich drużynach odgrywają kluczowe role. Najliczniej reprezentowaną ligą jest ukraińska.

Gwiazdą pozostaje Bilić - wciąż młody, ambitny, piekielnie inteligentny trener, zakochany w futbolu. Czy startując tym razem z pozycji outsidera, nie będzie mu paradoksalnie łatwiej zasadzić się na Włochów i Hiszpanów? - Z jednej strony to rywale najtrudniejsi, bo utytułowani, ale z drugiej najłatwiejsi, bo wiadomo, jak zagrają. Można się perfekcyjnie przygotować - zapowiada.

I twardo dodaje, że celem Chorwatów jest co najmniej ćwierćfinał.