Ambasador RP w Hiszpanii Ryszard Schnepf: Przywitajmy Hiszpanów kotletem, kapustą i kieliszkiem zimnej wódki

- Hiszpanie będą dobrymi klientami. A jeśli pogoda do tego dopuści, na pewno skorzystają z kąpieli w fontannach - mówi przed wizytą hiszpańskich kibiców w Gdańsku ambasador nadzwyczajny i pełnomocny RP w Królestwie Hiszpanii Ryszard Schnepf.
Marcin Dajos: W weekend Gdańsk czeka najazd hiszpańskich kibiców. Czego możemy się po nich spodziewać?

Ryszard Schnepf: Mieszkańcy tego kraju są optymistyczni, co zawdzięczają zapewne słońcu i klimatowi. W Hiszpanii jest atmosfera, która łagodzi obyczaje. I to jest rzecz, którą warto by importować do Polski. W Hiszpanach, tak jak w Polakach, wyraźnie dostrzega się też korzeń chrześcijańskiej kultury europejskiej. Polacy są cenieni w Hiszpanii za swoją historię, heroizm. Gdzieś w tle, a ja akurat jestem historykiem, dostrzegalna jest koncepcja polskiego szlachcica i hiszpańskiego hidalgo. W obu przypadkach system wartości był zbliżony. Rycerstwo, poświęcenie dla ogółu, dla kobiety, a także rola miłości i uczucia wzniosłego. To wszystko zawarte jest w literaturze, ale także jest w nas, i to łączy oba narody.

Tak więc hiszpańscy kibice podczas Euro 2012 powinni dobrze się czuć w Polsce? Oczywiście abstrahując od pogody.

- Wiem, że Hiszpanie w Polsce czują się dobrze. Co do tego nie ma wątpliwości. Z drugiej strony, boją się zimna, a nasz kraj właśnie z tym się im kojarzy. Myślą, że w Polsce panuje wieczny mróz.

Jak twierdzi Jerzy Dudek, Polska jest dla Hiszpanów tym samym, czym dla Polaków Rosja. To chyba nie jest dobre skojarzenie? Zatem Hiszpanie mogą z ciekawością wpatrywać się w Polskę?

- Czasami żartuję, rozmawiając z politykami, że historia naszych stosunków jest wyłącznie historią gestów przyjacielskich. Może dlatego, że nigdy nie mieliśmy ze sobą granicy? Łatwiej jest wtedy utrzymywać dobre stosunki. Nie ma pól konfliktowych. Natomiast jest wiele, w przeszłości i obecnie, oznak wzajemnego zrozumienia, sympatii. Na dworze królewskim w Hiszpanii, w wiekach średnich, przebywali Polacy. Np. Jan Dantyszek był doradcą króla. W okresie najazdu napoleońskiego istniała nawet partia Los Polacos. Co prawda rola Polaków w kampanii napoleońskiej na ziemiach hiszpańskich nie jest taka jednoznaczna. Ale co charakterystyczne, Hiszpanie nawet w tak drażliwym temacie dostrzegają heroiczność i fair play Polaków. Zdają sobie sprawę, że walczyliśmy o ojczyznę, aczkolwiek w nie najlepszym miejscu.

Dostrzegam ogromne pole do dialogu i sympatii. Obecnie nasze stosunki międzypaństwowe są na najwyższym poziomie. Hiszpania należy do naszych najbliższych partnerów europejskich. Polska posiada nawet nadwyżkę w handlu z Hiszpanią. Głównym produktem eksportowym z Polski nie są wcale owoce czy mrożonki, ani kwas siarkowy, ale części samochodowe. Jesteśmy potentatem w produkcji podzespołów do fordów, volkswagenów, citroenów czy seatów, które są montowane na terenie Hiszpanii. Dlatego też kryzys w tym kraju odbija się również na Polsce i także w naszym interesie leży, aby Hiszpania była krajem dobrze prosperującym.

W jaki sposób mieszkańcy Gdańska powinni przygotować się na spotkanie z Hiszpanami?

- Hiszpanie przede wszystkim nie są agresywni i to jest ważna cecha. Nie należy się ich obawiać ani na stadionach, ani na ulicach. Oczywiście będą świętować, niezależnie od tego czy wygrają, czy przegrają. Będą się dzielić swoimi emocjami na ulicach miasta, w restauracjach czy pubach. Będą dobrymi klientami. A jeśli pogoda do tego dopuści, na pewno skorzystają z kąpieli w fontannach. Z całą pewnością polecam wszystkim gdańskim restauratorom, aby przedłużyli czas otwarcia lokali. I tu apel do władz miejskich, aby w tym kierunku szło myślenie gospodarzy Euro. W Hiszpanii ludzie wychodzą na kolację dopiero o godz. 21-22, a apogeum restauracyjne przypada w okolicach północy. Warto być dobrym gospodarzem, dostosować warunki i mieć dobrych klientów. Hiszpanie cenią polską kuchnię, choć uważają ją za dość ciężką. Ale nasze smaki są im bliskie. Polskie wędliny, zupy, których nie mają - oni je bardzo lubą. Trzeba więc serwować to, co potrafimy robić najlepiej, a niekoniecznie podawać paellę, tortillę czy przysmaki morza. W tym wyścigu nie wygramy. Lepiej mieć dobry kotlet schabowy, kapustę czy bigos, a do tego kieliszek zimnej wódki - to jak najbardziej!

A czy Hiszpanie mają jakieś skojarzenia związane z Gdańskiem?

- Wiedzą, że jest to miasto hanzeatyckie. Wśród elity spotykać można wiedzę historyczną na temat Gdańska, np. że jest to miasto o średniowiecznym rodowodzie i o związkach handlowych z państwami Europy Północnej. Przede wszystkim jednak Gdańsk kojarzony jest z kolebką ruchu, który zmienił Polskę, czyli z Solidarnością. Lech Wałęsa czy Stocznia Gdańska, to wszystko tkwi głęboko w świadomości Hiszpanów. Jest tutaj zresztą wiele wydarzeń kulturalnych przypominających o tych wydarzeniach. Kiedy w Madrycie mieliśmy prapremierę filmu "Popiełuszko, wolność jest w nas", to sala kinowa była pełna. Myślę, że Polska ogólnie kojarzy się z historią martyrologiczną, dlatego warto zadbać o to, żeby pokazać optymistyczny nurt. Pokażmy, że Polacy to dynamiczny naród ze zdolną młodzieżą, dobrze wykształconą na tle tej hiszpańskiej. Znamy wiele języków, jesteśmy gościnni. Jest w nas potencjał, który może zmienić chłodny wizerunek.

Poza tym Polska kultura jest dla Hiszpanów ciekawa. Powinniśmy mieć na celu pokazanie naszych możliwości - szeroko i kompleksowo. Nie tylko od strony sportowej. Hiszpańscy kibice, którzy przyjadą do Polski, to są ludzie na poziomie. Jeżdżąc za swoją drużyną, poznali świat i potrafią docenić walory, jakie posiada Gdańsk.

Czy w związku z kryzysem do Polski nie wybierze się mniej kibiców z tego kraju, niż miałoby to miejsce, gdyby kłopoty finansowe nie dosięgnęły Hiszpanii?

- Kryzys jest szczególny. Jeżeli w Hiszpanii pójdzie się do sklepu czy restauracji, to tego nie widać. Ci, którzy biorą udział w sportowych wydarzeniach, nie należą do najbiedniejszej klasy społecznej, która nie ma pieniędzy na wejście na stadion. Proszę pamiętać, że wejściówki na mecze Realu Madryt czy Barcelony nie są tanie [najtańsze bilety to koszt ok. 30 euro - red.]. Do tego, żeby pojechać pociągiem na mecz z Madrytu do Barcelony, też trzeba zapłacić całkiem pokaźną sumkę. Zdolności grupy społecznej, do której należą kibice, są dosyć pokaźne. Jak mówią Hiszpanie, jeśli przychodzi kryzys i łapie tutejszego za kieszeń, to Hiszpan nie odmówi sobie pójścia do restauracji, a najwyżej wypije jedno piwo mniej.