Sport.pl

Menadżer reprezentacji Czech Vladimir Smicer: To Rosjanie są faworytem

Euro 2012: Dla naszej drużyny sukcesem jest to, że zakwalifikowaliśmy się do Euro 2012. Wszystko, co osiągniemy tutaj, będzie dla nas dodatkowym bonusem - mówi menedżer reprezentacji Czech Vladimir Smicer.
Smicer w kadrze Czech jest swego rodzaju łącznikiem pokoleń. Kiedy w 1996 roku ich reprezentacja niespodziewanie dotarła do finału mistrzostw Europy w Anglii, on był młodym, 23-letnim zawodnikiem, który dopiero co przeszedł ze Slavii Praga do francuskiego RC Lens. Obok siebie miał w reprezentacji innych kolegów z reprezentacji młodzieżowych, takich jak Pavel Nedved czy Karel Poborsky.

Kiedy w 2004 roku Czesi dobrnęli do półfinału turnieju w Portugalii, Smicer miał już 31 lat i doświadczeniem wspierał młodych: Petra Cecha, Tomasa Rosickiego czy Milana Barosa. Teraz oni stanowią o sile kadry, której Smicer jest menedżerem.

Michał Karbowiak: Pan z meczu Czechów z Rosjanami na mistrzostwach Europy w 1996 roku ma raczej tylko dobre wspomnienia

Vladimir Smicer: Rzeczywiście, strzeliłem wtedy swojego pierwszego gola w reprezentacji i na Euro 1996 zremisowaliśmy z Rosją 3:3. Gdyby nie moja bramka, zdobyta na dwie minuty przed końcem spotkania, to nie wyszlibyśmy z grupy i tym samym nie zdobylibyśmy srebrnego medalu. Miłe wspomnienia mam też z pojedynku z Holandią, którą wówczas prowadził obecny trener Rosjan Dick Advocaat. Na Euro 2008 strzeliłem jego drużynie gola i w pierwszym meczu grupowym wygraliśmy 3:2. Potem ograliśmy też Niemców 2:1 i tym samym pomogliśmy Holendrom przejść dalej. Generalnie nie sądzę więc, abym dla Rosjan czy samego Advocaata miałbym być jakimś wyjątkowym koszmarem (śmiech ).

Czy da się porównać obecny zespół Czech z drużynami, które na Euro 1996 i 2004 osiągały świetnie wyniki?

- Nie lubię takich porównań. Każda drużyna, każdy turniej jest inny. W kontekście naszego najbliższego meczu z Rosją nie ma przecież znaczenia to, co my osiągnęliśmy w 2004 roku, czy to, co Rosjanie osiągnęli w 2008. Teraz to będzie zupełnie nowy rozdział. Patrząc na naszą kadrę, to naprawdę trudno powiedzieć, kto z obecnej reprezentacji mógłby być nowym Pavlem Nedvedem czy Karelem Poborskim. Proszę pamiętać, że szczególnie na Euro 1996 byliśmy bardzo młodzi, niemal zupełnie nieznani. Większość z nas występowała w czeskiej lidze, nikt na nas nie liczył. Dopiero po turnieju porozjeżdżaliśmy się do różnych europejskich klubów. Dziś nasz zespół jest w innej sytuacji. W podstawowym składzie gra niewielu 22 - czy 23-latków, a większość doświadczonych piłkarzy występuje w najlepszych ligach europejskich. Taki Petr Cech na Euro 2012 przyjeżdża jako zwycięzca Ligi Mistrzów. To o czymś świadczy.

Po ostatnim, udanym Euro 2008 wydawało się, że to właśnie Rosjanie zawojują europejskiej klub, tak jak wcześniej zrobili to Czesi. W ciągu czterech lat niemal wszyscy piłkarze wrócili jednak do ligi rosyjskiej.

- Po pierwsze, liga rosyjska jest bardzo mocna. Przyjeżdżają tam znani obcokrajowcy, kluby dobrze spisują się w europejskich pucharach. Po drugie, zawodnicy mają tam wysokie kontrakty. Nie wiem, czy gdyby nam kiedyś w Slavii czy w Sparcie Praga oferowano podobne pieniądze jak teraz Rosjanom w ich klubach, to też nie zostalibyśmy w domu? My swoje marzenia musieliśmy jednak realizować za granicą. Teraz Andriej Arszawin, Jurij Żirkow czy Roman Pawluczenko też rozegrali w Anglii kilka bardzo dobrych meczów, ale oni najlepiej czują się chyba po prostu u siebie.

Trener Rosjan Dick Advocaat powiedział, że na tym turnieju to jego drużyna będzie występowała w roli autsajdera.

- Tak powiedział? Nie wiem, o co mu chodziło. Nie wiem też, jakie są oczekiwania w Rosji. Wiem za to, że dla nas, Czechów, sukcesem jest sam fakt, że jesteśmy na Euro. Wszystko, co tutaj osiągniemy, będzie swego rodzaju bonusem. Bardzo chcielibyśmy wyjść z grupy, a uważam, że jest to możliwe. Drużyny, które w niej grają, prezentują dość podobny poziom, choć to Rosjanie są faworytami.

Dobrze, że gracie z nimi pierwszy mecz?

- Tak. To będzie sprawdzian tego, na co nas stać w całym turnieju. Sprawdzian trudny, ale potrzebny. Po to graliśmy eliminacje i baraże, po to pracowaliśmy przez tyle czasu, żeby się z nimi sprawdzić. Co z tego będzie, zobaczymy. Nie ma się jednak czego bać.

Więcej o: