Jiri Bilek: Marzę, aby zagrać w reprezentacji Czech

Euro już wam bardzo pomogło i pozytywnie wpłynie na rozwój piłki w Polsce. Nowe stadiony we Wrocławiu czy Gdańsku robią niesamowite wrażenie. To piękne obiekty, godne takiej imprezy - podkreśla Ji i Bilek, czeski pomocnik Zagłębia Lubin
Jiri Bilek przed rundą rewanżową ostatniego sezonu trafił z FC Kaiserslautern do Zagłębia Lubin. Pomocnik lubinian nosi takie samo nazwisko jak Michal, trener reprezentacji Czech, ale nie jest jego synem, tylko siostrzeńcem.

Grzegorz Szczepaniak: Która reprezentacjach jest lepsza - Polski czy Czech? Kto wygra w meczu tych drużyn na Euro?

Jiri Bilek: Macie dobrą reprezentację, którą spokojnie budowaliście. Jest w niej kilku bardzo dobrych piłkarzy grających w Bundeslidze, kilku zawodników z innych silnych lig. W Czechach mieliśmy bardzo silną poprzednią generację zawodników. Każdy w Europie musi znać takich piłkarzy jak: Poborsky, Nedved czy Koeller. Każdy rozpoznaje dzisiaj też Petra Cecha czy Tomasa Rosickiego, ale inni muszą sobie na taką rozpoznawalność zasłużyć. Faworytem meczu w grupie, i to zdecydowanym, jest Polska. Gracie u siebie, macie za sobą kibiców i naprawdę ciekawy zespół. Uważam też, że w tej bardzo wyrównanej grupie także posiadacie sporo atutów, by ją wygrać. Wiele zależy od szczęścia, formy dnia, bo tutaj każdy może wygrać z każdym.

A Jiri Bilek dlaczego nie gra w kadrze?

- Może są lepsi, a może mój czas jeszcze nadejdzie? Na pewno jest to moim celem, wielkim marzeniem, by grać w kadrze. Po to ciężko pracuję, po to daję z siebie wszystko na treningach. Wierzę, że kiedyś dostanę szansę.

Pewnie pan wie, że kiedy pojawiła się w polskich mediach informacja o zainteresowaniu ze strony Zagłębia pana osobą, był pan przedstawiany jako syn selekcjonera Czech Michala Bilka.

- Rzeczywiście, mam rodzinne powiązania z Michalem Bilkiem, ale to nie jest mój tata, tylko wujek. Ten fakt mi w niczym nie pomaga, może jest wręcz przeciwnie. Sądzę, że gdyby wujek ocenił, iż pasuję do jego koncepcji, dałby mi szansę. Na żadną taryfę ulgową nie liczę, nie chciałbym tak trafić do kadry.

Uważa pan, że dobrze jesteśmy przygotowani do Euro?

- Tak, myślę, że wszystko będzie w porządku. Włożyliście w tę imprezę dużo pracy, to widać. Także pod względem sportowym powinniście osiągnąć swoje cele. Euro już wam więc bardzo pomogło i na pewno wpłynie na rozwój piłki w Polsce. Stadiony we Wrocławiu, który tylko oglądałem, i w Gdańsku, gdzie wystąpiliśmy z Zagłębiem, robią niesamowite wrażenie. To piękne obiekty, godne takiej imprezy.

Kto będzie mistrzem Europy?

- Hiszpania. Mimo że grałem w Niemczech, wiem, jak silna jest tam piłka, i bardzo doceniam reprezentację Niemiec, która na pewno będzie się biła o najwyższe cele, to stawiam na Hiszpanię. Mają znakomitych piłkarzy, najlepsze kluby na świecie i doświadczenie w osiąganiu sukcesów.

Pan szybko zaaklimatyzował się w naszej lidze. W Bundeslidze tak łatwo chyba nie było.

- Po przyjściu do Kaiserslautern musiałem trochę poczekać na swoją szansę, ale nie trwało to bardzo długo. Przekonałem do siebie trenerów i stałem się podstawowym zawodnikiem. Koniec naszej współpracy był pełen niedomówień, bo kompletnie nie rozumiem, co takiego się stało, że przestano mi ufać.

U nas od razu stał się pan podstawowym zawodnikiem i trudno sobie dziś wyobrazić Zagłębie bez Jiriego Bilka. Jak wielka jest różnica między ligą polską i niemiecką?

- Różnica oczywiście jest, ale to naprawdę trudno tak po prostu porównywać. Zresztą takie porównania nie mają chyba żadnego sensu.

Może spróbujmy porównać ligę polską i czeską. Dużo nam brakuje do waszego poziomu?

- To chyba na odwrót trzeba pytać: ile lidze czeskiej brakuje do polskiej? Wy mieliście dwa zespoły w fazie pucharowej Ligi Europy, my nie. Zresztą Lech Poznań także rok wcześniej dobrze radził sobie w tych rozgrywkach. Widać, że poziom rośnie, bo puchary są tu pewnym wskaźnikiem. Polska liga jest na bardzo przyzwoitym poziomie. W Czechach jest może więcej finezji, większą uwagę przywiązuje się do taktyki. Tutaj dominuje twarda walka, gra się szybciej.