Ciepłe przyjęcie Czechów. Są eurogwiazdami Wrocławia

Czescy piłkarze we własnym kraju są mniej popularni od hokeistów, a w europejskim futbolu są drużyną ledwie średnią. Jednak choćby ich dzisiejszy otwarty trening pokazał, że podczas Euro 2012 to oni będą dla Wrocławia najważniejszymi gwiazdami mistrzostw
Pobyt czeskiej reprezentacji we Wrocławiu dopiero się rozpoczął, a już można o nim powiedzieć, że jest nieco paradoksalny. Podczas gdy w innych miastach kibice niemal zabijają się, by obejrzeć otwarty trening Niemców, Anglików czy Hiszpanów, u nas na wczorajszych publicznych zajęciach Czechów nie było nawet kompletu 5 tysięcy widzów. Owszem, ostatecznie rozeszło się 2 tysiące darmowych wejściówek dla wrocławian, ale i tak na stadionie przy ul. Oporowskiej nie brakowało wolnych miejsc. Atmosfera długimi momentami była dość senna, a na płotach wisiały dwa transparenty. Jeden z nich to czeska flaga, a drugi to prześcieradło z napisem "Ahoj", co po czesku oznacza "Cześć".

Mimo to czescy piłkarze bardzo cieszą się z tego, co we Wrocławiu ich spotyka. O niedzielnym powitaniu na dworcu kolejowym mówili, że było królewskie, a liczba kibiców na wczorajszym treningu też ich zaskoczyła.

- To miła niespodzianka, że aż tylu ludzi przyszło nas oglądać. Kiedy jedziemy autobusem, wszyscy nam przyjaźnie machają i życzą sukcesu. Mam też nadzieję, że podczas meczów Euro 2012 kibice też będą nas wspierać. No, przynajmniej do ostatniego meczu z Polską - uśmiechał się obrońca reprezentacji Michal Kadlec.

We własnym kraju czescy piłkarze wcale nie są największymi gwiazdami sportu, bo w rankingach popularności znacznie ustępują wielbionym powszechnie hokeistom. We Wrocławiu są za to w centrum uwagi, bo jako jedyni podczas Euro 2012 będą u nas na stałe. U nas mieszkają, trenują i rozgrywają mecze. Skoro więc mieszkańcy nie mogą zobaczyć tabunu hiszpańskich czy niemieckich gwiazd, to chcą przynajmniej zobaczyć pojedyncze gwiazdy drużyny czeskiej. Właśnie dlatego podczas treningu największe brawa dostali bramkarz Petr Cech z Chelsea Londyn czy pomocnik Tomas Rosicky z angielskiego Arsenalu. Ten pierwszy na boisku pojawił się w charakterystycznym czarnym kasku chroniącym głowę, a przed wyjściem na zajęcia wziął na ręce małego chłopca i dał sobie z nim zrobić zdjęcie. Na trybunach przywitały go duży tekturowy transparent "I love Petr Cech" i pisk fanek.

Z kolei Rosicky wyróżniał się białymi rękawami i sposobem gry. Zawodnik z Londynu podczas krótkiej gierki potwierdził, że jest jednym z najlepiej wyszkolonych technicznie piłkarzy w kadrze, a piłka wprost trzymała mu się przy nodze.

- Przyszedłem w zasadzie dla Cecha i Rosickiego, bo to prawdziwe gwiazdy europejskiego formatu i zawsze chciałem zobaczyć ich na żywo. Poza tym nie mam biletów na mecze Euro, a takie treningi to jedyna okazja, by naprawdę poczuć atmosferę mistrzostw - szczerze mówił pan Tomasz. Inni kibice podkreślali, że poza dwoma wymienionymi graczami innych znanych Czechów ciężko byłoby im wskazać. Z wczorajszego treningu zapamiętają więc pewnie tylko Michala Kadleca, który występował w charakterystycznej czarnej masce chroniącej twarz.

Same zajęcia czeskiej drużyny zaczęły się o godz. 10.30 i trwały ponad godzinę. Trening został podzielony na dwie części. W pierwszej z nich zawodnicy sporo biegali i głównie bawili się piłką. W drugiej selekcjoner Michal Bilek podzielił swoich zawodników na dwa zespoły i zarządził minimecz na mniejszym boisku. Wtedy na Oporowskiej zaczęły wreszcie padać pierwsze bramki, a kibice nieco się ożywili.

Czesi pewnie chcieliby, aby równie łatwo gole strzelało im się podczas piątkowego pierwszego meczu z Rosjanami.

- Bardzo chcemy go wygrać i dobrze zacząć turniej. Super byłoby, abyśmy sprawili kibicom taką niespodziankę jak w mistrzostwach w 1996 czy 2004 roku - stwierdził już napastnik David Lafata.

Wtedy czeska reprezentacja na Euro docierała odpowiednio do finału i półfinału. Gdyby udało się jej to ponownie, to skorzystaliby nie tylko piłkarze, ale i Wrocław, w którym Czesi zostaliby jeszcze dłużej.