Nikt już nie powie, że gnębi się poznaniaków

Kiedyś regułą było, że gdy Polska wybierała się na dużą imprezę piłkarską, kibice Lecha Poznań siedzieli wściekli przed telewizorami. - Znowu nie wzięli naszych! - psioczyli. Teraz to się zmieniło - komentuje dziennikarz ?Gazety? Radosław Nawrot.
- Spisek! - zagryzali zęby kibice "Kolejorza", gdy trenerzy Kazimierz Górski i Jacek Gmoch nie wystawiali do gry na piłkarskich mistrzostwach świata, na których Polska w latach 70. walczyła o medale, żadnego piłkarza z Lecha Poznań.

- To robota warszawki! - nie mieli wątpliwości poznaniacy, gdy selekcjoner Antoni Piechniczek na mundial w 1982 r. nie zabrał wielkiej gwiazdy "Kolejorza" i - jak się mówiło - także czołowego napastnika kraju Mirosława Okońskiego.

- Zawsze byliśmy gnębieni... - przez lata uważali kibice poznańskiego Lecha. Górnik Zabrze i inne śląskie kluby - one miały siłę przebicia. Widzew Łódź - on też. Legia Warszawa - o tak, zwłaszcza ona! To te kluby miały zabierać poznaniakom miejsce w kadrze, które niewątpliwie zajęliby, gdyby nie zmowa.

Tak przez lata powstawała w Poznaniu teoria, że kadra Polski nie jest dla Lecha i że fani "Kolejorza" muszą zadowalać się lokalnymi sukcesami.

Bo nie grał Czekólada...

Było tak:

W 1972 r. Polska wywalczyła prawo startu na turnieju piłkarskim Igrzysk Olimpijskich w Monachium (na którym zresztą sięgnęła po złoto). Choć "Kolejorz" właśnie awansował do ekstraklasy, trener Kazimierz Górski nie zabrał na igrzyska nikogo z Poznania.

Za to dwa lata później zaprosił już do kadry Romana Jakóbczaka, zwanego w Poznaniu "Czekóladą" - piłkarza o niesamowitej wręcz sile uderzenia. Jeśli ktoś z rywali wkurzył Jakóbczaka na boisku, to lepiej, żeby nie ustawiał się potem w murze przy rzucie wolnym. Poczuć na sobie piłkę kopniętą przez tego gracza - to było przeżycie nie do pozazdroszczenia.

A jednak nawet Jakóbczak nie miał okazji wypróbować siły swego kopnięcia na żadnym z rywali, z którymi rewelacyjna wtedy drużyna Polski grała na mundialu w RFN w drodze po medal. Przez cały turniej grzał ławkę. Nawet z Haiti, z którym wygraliśmy 7:0...

I Okoński, Brazylijczyk w polskiej skórze

- E, ty to pewnie pojedziesz, ale ja na pewno nie - mawiał pesymista Mirosław Justek, czołowy wtedy w kraju obrońca rodem z Lecha Poznań, gdy selekcjoner Jacek Gmoch w 1978 r. powołał do kadry narodowej jego i młodziutkiego wtedy, fenomenalnego napastnika Mirosława Okońskiego. Okoński - wielki talent - był nazywany "Brazylijczykiem w polskiej skórze", który swoją świetnie ułożoną lewą nogą "mógłby wiązać krawaty". Na mundial do Argentyny, gdzie Polska miała walczyć o złoto, jednak nie pojechał z powodu zapalenia ścięgna Achillesa.

Co ciekawe, pojechał za to Justek, ale... nie wystąpił w żadnym meczu. Był kolejnym lechitą, który obejrzał mistrzostwa z boku.

Mirosław Okoński to dla poznaniaków sztandarowy dowód na to, że przeciwko Lechowi uknuto spisek, by nie powoływać jego graczy, choćby byli najlepsi. Rzeczywiście, skreślenie z kadry na kolejny mundial w 1982 r. tak dobrego gracza, jakim był Okoński, jest dość tajemnicze. Dlaczego trener Antoni Piechniczek to zrobił? - A kogo miał wyrzucić, by zrobić miejsce dla Okońskiego? Bońka? Smolarka? No kogo? - pyta jednak Mirosław Jankowski, kierownik Lecha Poznań z lat 80.

To zatem Zbigniew Boniek i Włodzimierz Smolarek święcili triumfy na mistrzostwach, a nie gracz poznańskiego Lecha.

W Hanowerze przecieramy oczy

Pierwszym lechitą, który wystąpił na dużej piłkarskiej imprezie, był dopiero Krzysztof Pawlak podczas meksykańskiego mundialu w 1986 r. Były to jednak mistrzostwa dla nas niezbyt udane.

Te wszystkie przypadki wyjaśniają konsternację kibiców "Kolejorza", którzy w 2006 r. wybrali się do Hanoweru na mecz reprezentacji Polski z Kostaryką podczas mundialu w Niemczech. Wcześniej Polacy ulegli już Ekwadorowi i gospodarzom - Niemcom. Szans na awans nie mieli żadnych, więc spotkanie z Kostaryką miało charakter już raczej towarzyski. Kibice obserwowali je bez większego napięcia i powoli zaczynali machać ręką nawet na ten mecz, gdyż egzotyczni Kostarykańczycy prowadzili z Polską 1:0.

Wtedy zdarzyła się rzecz niezwykła...

Polska wykonywała rzut rożny, po którym do piłki doszedł jeden z naszych graczy. Padł gol. Ci, którzy do Hanoweru przyjechali z Poznania, przecierali oczy. Niemożliwe - tym graczem był Bartosz Bosacki z Lecha! Piłkarz "Kolejorza" nie tylko zagrał, ale i strzelił bramkę na wielkiej imprezie.

Chwilę potem jednak Polska wykonywała kolejny rzut rożny i raz jeszcze padł gol. Gdy spiker po raz drugi wyczytał nazwisko Bartosza Bosackiego, fani "Kolejorza" szczypali się nawzajem, czy aby nie śnią. A Bartosz Bosacki po powrocie do Polski odebrał zaszczyty od prezydenta miasta i tłumaczył, że ma nadzieję, iż daleka Kostaryka nie potraktuje go teraz jako persona non grata w tym kraju.

Smuda bierze trójkę!

Wszystkie te historie pokazują, jak dużym wydarzeniem jest środowa decyzja selekcjonera kadry Franciszka Smudy (pracował on w Lechu w latach 2006-2009), który do reprezentacji na rozgrywane w naszym kraju Euro 2012 powołał nie jednego, nie dwóch, ale aż trzech lechitów! Trzech zawodników w ogłoszonej kadrze mają jeszcze tylko Legia Warszawa i... Borussia Dortmund, w której grają Łukasz Piszczek, Jakub Błaszczykowski i były napastnik poznańskiego Lecha, Robert Lewandowski.

Najbardziej doświadczony z wybranych - Rafał Murawski - to pierwszy piłkarz Lecha i jeden z nielicznych w całej Polsce, który na Mistrzostwach Europy może wystąpić po raz drugi. Zagrał bowiem w dwóch meczach cztery lata temu, na Euro 2008.

Dla Grzegorza Wojtkowiaka to debiut. Niestety, ten piłkarz dostał od Smudy powołanie jeszcze jako piłkarz Lecha, ale na Euro 2012 będzie już reprezentował barwy niemieckiego TSV 1860 Monachium, z którym podpisał kontrakt. W czwartek, podczas pojedynku z Podbeskidziem Bielsko-Biała, pożegnał się bowiem z poznańską publicznością.

Wielkim wydarzeniem jest za to powołanie dla młodziutkiego, zaledwie 20-letniego Marcina Kamińskiego - niezwykle utalentowanego gracza Lecha, który pochodzi z Konina. (Tam zresztą przywódczynią niedawnego strajku pielęgniarek w konińskim szpitalu była jego mama.) Franciszek Smuda znalazł miejsce dla młodego gracza w gronie 26 powołanych piłkarzy. Na turniej ostatecznie pojedzie 23...