EURO 2012 to święto także dla kobiet [WYWIAD]

- Po tym jak ruszyła nasza strona, od mężczyzn posypały się bardzo krytyczne komentarze. Ktoś np. napisał, że na Ukrainie to jest fajnie, bo tam pół tysiąca celniczek, które mają przyjmować zagranicznych kibiców, specjalnie na Euro zostało przeszkolonych z makijażu i fryzury - mówią Ania Urbańczyk z Instytutu Kultury Miejskiej.
Rozmowa z Anną Urbańczyk z Instytutu Kultury Miejskiej i Agnieszką Kaim z Fundacji Inicjatyw Społecznych "Się zrobi!" w Gdańsku, autorki projektu "Bezpieczeństwo kobiet 2012".

Aleksandra Kozłowska: Byłyście kiedyś na meczu?

Agnieszka Kaim: Na piłce nożnej nie, ale czasem chodzę na kosza, jak gra mój szwagier.

Ania Urbańczyk: Mój sport to rower, ale chodzę na kobiecą piłkę nożną. Raz w tygodniu dziewczyny zbierają się na hali i grają. Wciąż sobie obiecuję, że się czynnie przyłączę.

A wasze doświadczenia z kibicami?

A.K.: Nieraz widziałam w Gdyni, jak przyjeżdżali na mecze Arki i wysiadając z SKM-ki każdy kopał w ścianę wagonu. Albo we Wrzeszczu, gdy Lechia grała jeszcze na starym stadionie przy Traugutta - za każdym razem, gdy był mecz pełno radiowozów, policji. Czułam, że to ja muszę na siebie uważać, patrzeć, którędy idę, kogo mijam - trudno to nazwać komfortową sytuacją. Kibole przychodzili też regularnie na Manify, krzyczeli "jebane lewactwo!" i inne teksty w tym stylu.

A.U.: Przyszli też na wiec "Reanimacja demokracji. Marsz równości idzie dalej", który w 2005 roku zorganizowaliśmy w Gdańsku jako poparcie dla wydarzeń w Poznaniu. Zebrał mnóstwo osób z różnych środowisk, były nawet "panie w płaszczach, panowie w kapeluszach". A kibice Lechii skrzyknęli się z arkowcami na forach, że będą nas niszczyć. Podobne ich zjednoczenie, tym razem pokojowe, odbyło się chyba tylko po śmierci papieża. Bili nas, rzucali jajkami i kamieniami. Moją koleżankę zatrzymali z tekstem: "Bijemy?". Ale któryś z nich rzucił: "Za ładna na lesbę, zostawiamy". Mieszkam w Śródmieściu, więc nieraz spotykam grupy pijanych kibiców wracających z meczu piłkarskiego albo żużla, agresywnych, wkurzonych. Ale mam też sąsiadów - rodzinę lechistów, chodzą w barwach klubu, wszyscy, łącznie z córką, już teraz studentką. To mili, sympatyczni ludzie, idą na mecze jak na piknik, po prostu dobrze się bawią. Znam też osoby z Lwów Północy, to stowarzyszenie kibiców gdańskiej Lechii. Instytut Kultury Miejskiej współpracuje z różnymi środowiskami, a więc z nimi też. Przyznam, że na pierwsze spotkanie szłam z takim stereotypem: że to kibice, agresywni, "przemocowi". Okazało się, że jest inaczej. Lwy dużo robią społecznie: pomagają w hospicjum, zabierają dzieci z domów, w których są problemy, na mecze. Tylko że o tym mało kto wie.

Lechia, Arka, Prokom, Atom, Trefl, Lotos... - sportowe Trójmiasto na Facebooku! plus jeden? »


Może więc słusznie oburzają się moi koledzy kibice, że uruchamiając stronę www.bezpieczenstwokobiet2012.infolecicie stereotypami, że psujecie zabawę z Euro, że straszycie molestowaniem? Że przeciętny kibic to żaden gwałciciel?

A.K.: Absolutnie nie chcemy straszyć. Chcemy tylko zwrócić uwagę, że wielkie imprezy sportowe mogą wpływać na wzrost przemocy wobec kobiet i mówimy, jak temu zapobiegać. To nie są bajki wyssane z palca. Władze Australii przyznały, że podczas olimpiady w Sydney wzrosła przemoc seksualna wobec kobiet, a na związane ze spożywaniem alkoholu ryzyko nasilenia tej przemocy zwraca uwagę m.in. londyńska policja w kontekście tegorocznej olimpiady. To raport londyńskiej organizacji End Violence Against Women z lipca zeszłego roku bezpośrednio skłonił nas do zajęcia się tym tematem. Pomyślałyśmy, że inne kraje zwracają uwagę na profilaktykę, i że my też powinniśmy.

A.U.: Masowe imprezy, takie jak Euro, to przecież większa liczba mężczyzn na ulicach - bo choć na mecze przychodzą też kobiety, to jednak wciąż pozostają tam mniejszością. Więcej alkoholu, więcej silnych emocji wywołanych sportową rywalizacją. Ta atmosfera w połączeniu z klimatem wakacji, luzu, obecności turystów z zagranicy sprzyja przyzwoleniu na seksistowskie żarty, komentarze, niechciane zaczepki. Przecież kibice rywalizują też na tym polu: "ile lasek w tej Polsce zaliczyłem". Bo niestety Polki i Ukrainki nie są najlepiej postrzegane za Zachodzie. Panuje stereotyp, że skoro jesteśmy państwem tanim, nasze kobiety też takie są, nie jest specjalnie trudno je poderwać. Jeszcze kilka lat temu panowało przekonanie, że Polka "pójdzie" za parę rajstop. Teraz zresztą też niewiele się zmieniło. Zajmuję się dyskryminacją i stereotypami, które do niej prowadzą, oglądam na przykład brytyjskie kabarety. Widziałam w jednym z nich taką scenę: siedzą trzy Polki w sklepie, nic nie robią, tylko poprawiają włosy, a gdy wchodzi mieszkaniec Wielkiej Brytanii, od razu się podrywają, chichoczą, mężczyzna nie ma problemu z zaproszeniem ich na kawę. Przekaz jest taki: wystarczy kupić jakiś drobiazg, zagadać miło i to wystarczy, by Polkę zaciągnąć do łóżka. Jeśli kibice z takim nastawieniem do nas przyjadą, możemy być narażone na różne niefajne zachowania.

A.K.: Media też pokazują, że w czasie mistrzostw świata w piłce rośnie zapotrzebowanie na prostytucję, agencje towarzyskie zwiększają obroty. Jasne, że trudno o twarde dane, żaden właściciel takiej agencji nie wypełni przecież ankiety z pytaniem: "Ile dodatkowych kobiet sprowadziliście specjalnie z tej okazji?". W "Wyborczej" czytałam wypowiedź takiego człowieka zasłaniającego się "tajemnicą handlową". Wprost zostało to więc powiedziane: kobieta w takich okolicznościach jest po prostu towarem.

A.U.: I to nie tylko jako prostytutka, produktem może być także choćby celniczka.

Jak to?

A.K.: Kiedy 8 marca ruszyła nasza strona, od mężczyzn posypały się bardzo krytyczne komentarze. Na portalu Natemat.pl ktoś np. napisał, że na Ukrainie to jest fajnie, że tam pół tysiąca celniczek, które będą przyjmować zagranicznych kibiców, specjalnie na Euro zostało przeszkolonych z makijażu i fryzury, że mają pokazać się jako piękne, uśmiechnięte, witające gości kobiety. Czyli znów powielany jest najgorszy stereotyp. I nie kładzie się tu nacisku na kompetencje ukraińskich celniczek, a na ładny wygląd. I ten pan, który o tym pisał, żałował, że tak nie ma w Polsce, że u nas to tylko taki paskudny projekt feministki przygotowały, że tylko zniechęcają do sportu i samych mistrzostw. A co się potem dziwić kibicom, którzy wiedząc o takich szkoleniach dla celniczek przyjadą na Ukrainę? Skoro kobiety specjalnie dla nich tak się szykują, to chyba normalne, że można je zaczepiać, składać niedwuznaczne propozycje?

A.U.: Taka akcja to tragedia w odniesieniu do kwestii stereotypów płci. Nie pokazuje i nie edukuje kobiet na profesjonalistki, którymi przecież są celniczki, a każe im się stroić. To nie dobra, to absolutnie zła praktyka!

Jak na uruchomienie waszej strony zareagowały kobiety?

A.U.: Fajnie. Dostałyśmy dużo pozytywnych komentarzy. I nie tylko. Zgłosiła się do nas pani, Polka z Gdańska, która w Niemczech, w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej prowadziła knajpę i włączyła się przy okazji w podobny do naszego projekt bezpieczeństwa kobiet. W ramach projektu rozklejała w damskich toaletach, bo wiadomo, że tam kobieta, nawet będąca ofiarą handlu ludźmi wejdzie sama, wlepki pisane w różnych językach z ważnymi informacjami i telefonami alarmowymi. Fajne jest to, że teksty do wlepek społecznie tłumaczyły tamtejsze zakonnice - jako osoby pochodzące z różnych stron świata znały wiele języków. I pani, która o tym nam opowiedziała zaproponowała, żeby coś podobnego zrobić także w Gdańsku. Dodała, że wraz z koleżankami, na swoich drukarkach, mogą domową metodą produkować wlepki - nic tylko zaczynać akcję. Bardzo spodobał nam się jej entuzjazm i zaangażowanie.

Wasza strona skierowana jest także do mężczyzn.

A.K.: Oczywiście. Bardzo zależy nam, by oni też się zaangażowali, by wiedzieli jak się zachować, gdy koledzy źle traktują kobiety, rzucają seksistowskimi komentarzami, żeby nie godzili się na to, interweniowali w razie potrzeby. By byli naszymi sprzymierzeńcami. Przecież zdajemy sobie sprawę z tego, że ogromna większość kibiców to zwyczajni, w porządku ludzie, którzy chcą się bawić i cieszyć mistrzostwami.

A.U.: I do tej zabawy namawiamy również kobiety. Absolutnie nie jest naszym zamiarem przekonywanie dziewczyn, by całe Euro przesiedziały w domu, a jak już wyjdą na ulicę, to we włosiennicy. Wręcz przeciwnie - będzie lato, a więc krótkie sukienki, dekolty, uśmiech. I wspólna zabawa, ale tylko wtedy, gdy obie strony tego chcą. Jeśli więc ktoś chce uprawiać seks z kibicami - super, jej/jego sprawa. My dodatkowo przypominamy tylko o tym, jak się zabezpieczyć. Robimy Euro tuning pod kątem bezpieczeństwa kobiet i profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową.

Nie wydaje wam się, że część waszych porad - na przykład właśnie tych dotyczących antykoncepcji - jest zbyt oczywista?

A.U.: Nawet nie wiesz, jakie braki w wiedzy na ten temat mają ludzie. Nie ma przecież w naszym kraju edukacji seksualnej. Pamiętam, jak na studiach koleżanki opowiadały, że myją się po stosunku wodą z sokiem z cytryny wierząc, że dzięki temu nie zajdą w ciążę. Wolimy wpisać porady od A-Z i z czytania tych bardziej oczywistych najwyżej ktoś zrezygnuje, niż żeby czegoś zabrakło.

A.K.: Ale projekt "Bezpieczeństwo Kobiet 2012" to nie tylko strona internetowa z poradami przygotowywana w siedmiu językach (polskim, angielskim, niemieckim, rosyjskim, ukraińskim, hiszpańskim i włoskim), to także otwarte, bezpłatne warsztaty antydyskryminacyjne i wrażliwości genderowej oraz artystyczne - ich uczestnicy zajęć wspólnie opracują potem szerszą kampanię społeczną na temat przemocy ze względu na płeć.

A.U.: Na warsztatach chcemy odsłonić stereotypy dotyczące obu płci. Bo one krzywdzą także mężczyzn, którzy na przykład wstydzą się płakać w kinie czy opiekować dziećmi, choć to lubią, bo nasza kultura wymaga od nich wrzeszczenia i picia piwa na meczu.

A kobieta ma być piękna i miła.

A.U.: Właśnie - w domu w koronkach dla męża, ale z drugiej strony wśród ludzi też niewyzywająca, bo zaraz okrzykną ją dziwką. O tym też będziemy rozmawiać na warsztatach. A także o asertywności, o tym jak pilnować swoich granic, o tym, że nie znaczy nie.

A.K.: Ważne jest również, że zwracamy uwagę na to, że prawo jest po naszej stronie. Dlatego w projekt zaangażowały się też policja i straż miejska. A my na stronie piszemy, co robić np. po gwałcie: że do pobrania próbek nie należy się myć, że na przesłuchanie mamy prawo przyjść z bliską osobą, radzimy też zgłaszać to przestępstwo, nawet jeśli ktoś mówi, że "i tak go nie złapią".

A.U.: W ten sposób pokazujemy, że Polska nie jest krajem, gdzie na takie rzeczy się pozwala. A niestety na Zachodzie wiele osób myśli, że to kraj, gdzie prawa człowieka są łamane, że winnym napaści seksualnej nic tu nie grozi. Oczywiście, w kwestii równości mamy bardzo wiele do zrobienia, ale akurat w przemoc, także na tym tle, jest prawnie zabroniona.

Wybieracie się na któryś z meczów Euro na gdańskim stadionie?

A.K.: Nie mam biletów ale na pewno na telebimie sobie obejrzę w strefie kibica. Chcę zobaczyć te emocje (śmiech).

A.U.: Ja też na pewno będę. Może nie tyle, by oglądać mecz, ale rozdawać nasze ulotki.

ANIA URBAŃCZYK - aktywistka praw człowieka, trenerka antydyskryminacyjna i równościowa, realizuje projekty społeczne w Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku.

AGNIESZKA KAIM - działaczka feministyczna, prezeska Fundacji Inicjatyw Społecznych "Się Zrobi!", pracuje w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Projekt "Bezpieczeństwo Kobiet 2012"

Realizowany przez Instytut Kultury Miejskiej i Fundację Inicjatyw Społecznych "Się Zrobi!" ma na celu przeciwdziałanie ryzyku przemocy wobec kobiet podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej. Składa się z serwisu internetowego z poradami (www.bezpieczeństwokobiet2012.info) i planowanej na czerwiec 2012 kampanii społecznej wypracowywanej z udziałem mieszkańców i mieszkanek Gdańska podczas warsztatów antydyskryminacyjnych i artystycznych.