Euro 2012. Komendant policji ostrzega: Nie radzę dymić na Euro

Oczywiście nie wszystko da się przewidzieć, na Euro przyjadą przecież dziesiątki tysięcy ludzi i nie można wykluczyć, że dojdzie do jakiejś zadymy. Ale my już teraz jesteśmy do Euro naprawdę solidnie przygotowani - deklaruje inspektor Wojciech Sobczak, szef pomorskiej policji.
Roman Daszczyński: We wtorek został pan oficjalnie komendantem wojewódzkim, a kilkanaście godzin wcześniej doszło do incydentu w wykonaniu kiboli Arki Gdynia, który zbulwersował całą Polskę. W Redzie grupa osiłków poturbowała na halowym turnieju dla dzieci siedmiolatków reprezentujących Lechię Gdańsk. Przy okazji pobito ich rodziców. Prowadzicie tę sprawę rutynowo, czy w jakiś nowy, szczególny sposób?

- Wyjaśnianiem tego zajmuje się Komenda Miejska w Wejherowie. Konkretnie funkcjonariusze z kilkunastoosobowej grupy, która prowadzi przygotowania do Euro. W każdej komendzie na Pomorzu jest taka grupa. W trójmiejskich jednostkach to kilkanaście osób, w innych komendach miejskich czy powiatowych - po kilka. Jeśli chodzi o Redę, na pewno nie odpuścimy. Przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu traktujemy bardzo poważnie, nie będzie tolerancji.

Taki osiłek z Redy w czasie Euro też może zachować się nieodpowiedzialnie. Na przykład zbierze grupę kumpli i pójdą "na Niemca", bo czują się wielkimi patriotami z dziada pradziada. Wyjdzie z tego skandal na skalę międzynarodową. Z zagranicy zresztą też mogą przyjechać jacyś stadionowi bandyci...

- Naszym zadaniem między innymi jest, żeby tego typu ludzie nie mieli okazji do rozróby. Oczywiście nie wszystko da się przewidzieć, na tej imprezie będą dziesiątki tysięcy ludzi, ale my już teraz jesteśmy do Euro naprawdę solidnie przygotowani.

Współpracujecie z zagraniczną policją?

- Oczywiście. Spotkania, wspólne szkolenia, wymiana doświadczeń. Szczególnie z policjantami krajów, których reprezentacje będą miały swoje bazy na Pomorzu, a więc Niemcami, Hiszpanami i Irlandczykami. Zresztą to kontakty nie tylko z policją. Dopiero co byli w Gdańsku przedstawiciele holenderskiej federacji piłkarskiej, w towarzystwie konsula Królestwa Holandii. Omawialiśmy szczegóły związane z pobytem "pomarańczowych" w naszym regionie.

To chyba nic wielkiego, Holendrzy przecież zagrają na Ukrainie...

- Niekoniecznie. Bardzo prawdopodobne jest, że w Gdańsku zagrają o półfinał. Rozmawialiśmy więc także o sprawach związanych z tym meczem.

Co jeszcze?

- Nawiązujemy już kontakty z oficerami łącznikowymi i spottersami tych reprezentacji, które będą w Gdańsku rozgrywały mecze grupowe.

Kim są spottersi?

- To policjanci odpowiedzialni za rozpoznanie środowiska własnych kibiców. W naszym przypadku chodzi o Hiszpanów, Irlandczyków, Chorwatów i Włochów.

Na przykład przylatuje do Gdańska grupa chorwackich kibiców, nagrywacie ich na lotnisku, robicie zdjęcia, a potem chorwaccy spottersi siadają z wami przed monitorem i mówią: "O, na tego trzeba uważać"?

- Dokładnie tak. Ale bardzo prawdopodobne, że niebezpieczni kibice z zagranicy w ogóle do nas nie dotrą, bo po prostu nie wyjadą ze swoich krajów. Chodzi o tych, którzy mają zakazy stadionowe, albo generują zagrożenie w jakiś inny sposób. Spottersi rzeczywiście będą pomagać nam w ustaleniu, czy przyjechał ktoś, kto może sprawiać kłopoty. Mają też jednak inną ważną rolę. Oni będą fizycznie wśród kibiców swoich reprezentacji narodowych, będą łącznikiem między nimi a naszą policją. Każde środowisko kibiców ma jakieś charakterystyczne zachowania, sposoby kibicowania. Spottersi pomogą nam uniknąć nieporozumień i niepotrzebnych niespodzianek.

Mamy polskich spottersów?

- Oczywiście. Na Pomorzu obecnie jest sześciu spottersów, odpowiadają za kontakty ze środowiskami kibiców klubowych. To nie ma nic wspólnego z pracą operacyjną. Spottersi są oznakowani, mają na przykład kamizelki z napisem "Team Spotters Polska". Utrzymują bezpośredni kontakt z przywódcami grup kibicowskich, orientują się w zakresie oczekiwań kibiców, nastrojów jakie wśród nich panują. I przekazują te informacje do sztabu, który czuwa nad zabezpieczeniem imprezy. Jeśli tylko się da, jesteśmy zainteresowani tym, by ułatwiać życie kibicom. Zasada jest taka, że nikogo nie epatujemy obecnością policji, nie manifestujemy siły. Pojawiamy się, gdy jest to konieczne. Na stadionie będzie więc obecny specjalny pododdział przyjaźnie umundurowanych policjantów. To formacja, która pełnić ma służbę bez środków przymusu bezpośredniego, jej celem jest wspomaganie sił porządkowych.

Bez pałek, jakiejkolwiek broni i kajdanek?

- Tak. To się sprawdza. W ten sposób obsługiwaliśmy już dwa mecze ligowe, które odbyły się przez spotkaniem Polska - Niemcy. Docelowo ten pododdział ma liczyć 60 osób. Trwa selekcja kandydatów. To muszą być osoby, które same lubią futbol, są zainteresowane przebiegiem Euro, są w stanie naprawdę zaangażować się w to, co robią.

Prócz tego prowadzona jest praca operacyjna?

- Oczywiście. Operacyjnym rozpoznaniem środowisk miejscowych kibiców zajmują się wyspecjalizowane grupy, o których już wcześniej wspomniałem. To te zespoły złożone z kilkunastu lub kilku policjantów, które działają w poszczególnych komendach. Ich zadaniem jest między innymi rozpoznanie, jakie plany mają te grupy, gdzie zamierzają się przemieszczać.

Wobec ilu "kiboli" na Pomorzu egzekwowany jest obecnie zakaz stadionowy?

- To zależy od klubu. W Arce Gdynia takich zakazów jest kilkanaście i są one dość skutecznie przestrzegane przez władze klubu. Muszę powiedzieć, że współpraca z Arką układa się bardzo pozytywnie, według najlepszych wzorców obowiązujących w Europie. Problem występuje natomiast w kontaktach z władzami Lechii Gdańsk. Jest pewna niechęć z ich strony. Tam takie zakazy dotyczą dwóch lub trzech kibiców i nie są one realizowane.

Siada pan do rozmowy z przedstawicielami Lechii i okazuje się, że oni zakazy stadionowe mają w nosie? Może po prostu nie mają wpływu na to, co się dzieje wśród kibiców?

- Kluby mają pieniądze, to one finansują działalność stowarzyszeń kibicowskich, więc jeśli chcą, wpływ mogą mieć. Powiem o sytuacji, która da może pełniejszy obraz tego co się dzieje. Zabezpieczam mecz ligowy, stanowisko dowodzenia otrzymuje informację, że przez kibiców szykowana jest "sektorówka", to taka ogromna płachta z barwami klubu i napisami, wciągana na trybunę gdzie znajdują się kibice. I oni doskonale wiedzą, i my, jak to się skończy. I nie widzą żadnego problemu.

A jak "to się skończy"?

- Tym, że wciągną "sektorówkę", pod nią się przebiorą, założą kominiarki, żeby nie można ich później było zidentyfikować przy pomocy monitoringu...

i zaczną dymić.

- Tak, zaczną dymić. Dosłownie. Zaczną odpalać race i tak dalej. Później, po odpaleniu tych rac, znowu naciągają "sektorówkę", przebiorą się po staremu i nie było sprawy. Tylko potem czyta się w gazetach, że policja ponownie się nie popisała.

Klub nie może zakazać używania "sektorówek"?

- Może. W Gdyni jest zakaz i nie są używane. W Gdańsku zakazu nie ma.

Czy ci polscy "kibole", którzy są objęci zakazem stadionowym, mogą mieć bilety na mecze Euro?

- Nie ma takiej opcji, to wynika z zasad dystrybucji biletów. Tym zawiaduje UEFA, która dostała od nas pełne listy osób objętych zakazem stadionowym. Te nazwiska są eliminowane z grona nabywców biletów.

No dobrze, ale taki delikwent z kolegami może wpaść na pomysł, żeby podymić w mieście. Okazji nie zabraknie. Tłumy kibiców na ulicach, na gdańskiej starówce, tłumy w kolejkach SKM. Jak taka grupa zechce na kogoś zapolować, to co?

- To my skutecznie wybijemy im to z głowy. Szczegółów nie będę zdradzać, ale są sposoby. Powiedzmy, że weźmiemy ich pod troskliwą opiekę. Siły będą wystarczające. Garnizon pomorski na czas EURO w ogóle nie bierze urlopów, to jest ponad pięć tysięcy policjantów. Do tego dostaniemy posiłki z kraju, 1100 osób. To funkcjonariusze różnych specjalności.

Gdzie te dodatkowe siły zostaną zakwaterowane?

- Będziemy korzystać z bazy lokalowej Akademii Marynarki Wojennej i z sanatorium w Sopocie.

Bierze pan pod uwagę, że mimo tych nakładów sił i środków dojdzie w Gdańsku do dużej kibicowskiej zadymy?

- Nie da się tego całkowicie wykluczyć. Wiem, że zrobimy wszystko, by do zadym nie doszło. Stadion i jego okolice będą akurat należały do bezpiecznych miejsc. Sama infrastruktura stadionu i rodzaj kibiców, którzy tam zasiądą tych zagrożeń nie niesie. Natomiast inaczej się ma sprawa jeśli chodzi o funkcjonowanie tak zwanej FanZony, czyli strefy kibica. To miejsca, gdzie kibice, którzy nie posiadają biletów będą oglądali mecze na wielkich telebimach. Taka główna FanZona w Gdańsku, pod szyldem UEFA, zostanie zlokalizowana na dawnym Placu Zebrań Ludowych. Jest przewidziana dla 30 tysięcy kibiców.

Będzie tam sprzedawany alkohol?

- Tak. Również w innych FanZonach, które zostaną zorganizowane przez władze większych miast.

Alkohol w tym przypadku to jak przysłowiowe dolewanie oliwy do ognia.

- Właśnie dlatego uważamy, że będą to miejsca podwyższonego ryzyka i przygotowujemy się do możliwych scenariuszy rozwoju wypadków.

Kilkanaście godzin po tej naszej rozmowie leci pan do Kijowa. Ma taka wyprawa sens, skoro reprezentacja Ukrainy na pewno nie zagra na stadionie w Gdańsku?

- Tak, to zresztą nie pierwsza wizyta. Byliśmy tam większą grupą kilka miesięcy temu. Prowadziliśmy wtedy szkolenia dla ukraińskich kolegów. Taka jest między innymi specyfika dużej imprezy, organizowanej wspólnie przez dwa różne państwa. Chodzi o wymianę doświadczeń. Na przykład co zrobić, by polskie i ukraińskie siły porządkowe działały według takich samych standardów.

Mówiąc wprost: żeby ukraińska policja nie lała kibiców mocniej niż polska i na odwrót...

- To w dużym uproszczeniu. Nawiasem mówiąc, nie radzę nikomu dymić na Ukrainie. Tam naprawdę się nie patyczkują. Więc jeśli ktoś chce na Euro sobie poswawolić w Kijowie czy Charkowie, to życzę powodzenia.