Joanna Mucha: Stadion rozliczę

Musimy dążyć do tego, aby organizator poczuł na sobie ciężar odpowiedzialności organizacji meczu i nie przerzucał tego ciężaru na policję. W Europie nie zamyka się kibiców w stadionowych gettach, w klatkach jak zwierzęta - mówi minister sportu Joanna Mucha.
Radosław Leniarski: Dlaczego w ważnych momentach minister Joanna Mucha nie zabiera głosu - jak choćby w tak bulwersującej sprawie jak Stadion Narodowy.

Joanna Mucha: Tak, posypuję głowę popiołem, rzeczywiście w ostatnich tygodniach popełniłam kilka błędów komunikacyjnych. Skąd to się wzięło? Z prostej przyczyny - braku czasu. Jeden dzień w tygodniu wypada na wizytę w mieście gospodarzu Euro, jeden na Radę Ministrów, jeden na strukturalne zmiany związane z przygotowaniem do Euro. Pozostają dwa dni w tygodniu oraz wieczory i noce. Zwłaszcza ostatnio długo siedzę nad papierami. Fizycznie nie dałam rady odpowiednio zadbać o komunikację. Błąd, który teraz muszę odpracować.

Dużo ostatnio się zdarzyło w sprawie Stadionu. Odwołano Superpuchar w ciężkiej atmosferze niekompetencji...



Zawsze będą problemy, gdy ktoś będzie chciał zorganizować mecz klubowy? Bo policji chodziło też o niewłaściwe odgrodzenie kibiców drużyn, o krzyżowanie się ich dróg ewakuacji...

- Czy my chcemy, aby kibiców przyjezdnych drużyn zamykano w klatkach jak zwierzęta? Musimy dążyć do tego, aby organizator poczuł na sobie ciężar odpowiedzialności organizacji meczu i nie przerzucał tego ciężaru na policję. Chciałabym doprowadzić do sytuacji, by organizator wprowadzał klubowe zakazy stadionowe i je egzekwował, aby dbał o bezpieczeństwo. To jest niełatwa droga, nie do przebycia w miesiąc, ale musimy pójść w tę stronę. Stadiony są zbudowane według wytycznych UEFA, według powszechnie uznanych standardów bezpieczeństwa. W Europie nie zamyka się kibiców w stadionowych gettach czy klatkach.

Jak pani odebrała próbę nacisku ze strony prezesa PZPN Laty, który powiedział w "Przeglądzie Sportowym", że przeniesie mecz z Portugalią do innego miasta, skoro Warszawa nie jest w stanie przeprowadzić finału Superpucharu.

- Nie wiem, skąd wzięła się taka wypowiedź prezesa Laty. Z moich źródeł wynika, że jest nieprawdziwa. Może moje relacje z nim nie są kordialne, ale są dobre, i zapewnił mnie, że nie ma takiego zagrożenia. Jest umowa między NCS i PZPN w sprawie meczu. Uznaję, że to plotka.

Stadion miał być gotowy w czerwcu, we wrześniu miał się odbyć mecz Polska - Niemcy, NCS starał się o walkę bokserską Tomasza Adamka z Witalijem Kliczką. Potem planowano Red Bull X-Fighters. Żadne z tych wydarzeń nie doszło do skutku. A NCS jest z siebie zadowolony - o czym świadczą przyznawane sobie przez menedżerów premie.

- Proponuję rzetelne zastanowienie się nad tym. Czerwcowy termin zakładał budowę stadionu w 24 miesiące. Nierealne! Przekładanie imprez nie jest czymś chwalebnym, ale oddanie takiego obiektu do użytku w 32 miesiące nie jest złym wynikiem. W tak złożonych inwestycjach zwykle zachodzą nieprzewidziane okoliczności, jak na przykład wybicie wody podczas budowy terminalu lotniczego w Poznaniu. W Warszawie nie założono odpowiedniego bufora czasowego, za to hurraoptymistycznie zaplanowano zakończenie budowy. Pogratuluję wszystkim, jeśli będą w stanie zakończyć mniejszą inwestycję bez błędów. Nie chcę powiedzieć, że nie widzę problemu. Chcę powiedzieć, że trzeba urealnić oczekiwania. Samą budowę rozliczę, sprawdzę dokładnie, czy nie popełniono błędów. Takie rozliczanie już się toczy. Natomiast nie jestem w stanie - w przypadku błędów - cofnąć premii członkom zarządu NCS. Tak został skonstruowany kontrakt menedżerski. Jeśli natomiast stwierdzę rażące błędy - być może podziękuję za współpracę.

Ale NCS może być rozliczany niezależnie od kontroli ministerialnej. Czy Centrum wypłaci odszkodowanie organizatorowi, czyli Ekstraklasie?

- Wnioskodawca wycofał się z przeprowadzenia imprezy. Nie może być więc mowy o karach umownych - mówi to wstępna opinia prawna.

Będzie pani biegać w niedzielę?

- Tak, zapraszam. Impreza odbędzie się pod hasłem "Wszyscy jesteśmy gospodarzami". Chciałabym, abyśmy biegali każdego 12. dnia miesiąca. Abyśmy się przyzwyczajali, że jesteśmy gospodarzami, w czerwcu przyjmiemy milion gości, kibiców z różnych krajów.

Mówię o zakładzie, który pani podjęła - jeśli inauguracja i Superpuchar się nie odbędą, będzie pani biegać dookoła stadionu.

- Ależ ja wygrałam obydwa zakłady. Mowa w nich była o inauguracji stadionu i położeniu murawy, a nie o Superpucharze. Otwarcie dla publiczności odbyło się w terminie, murawa leży. Zapraszam 12 lutego o 12 przy stadionie. Pobiegniemy dwa kółka, czyli około 2 km. Będę na czas, i - nie wiem, czy dam radę - ale spróbuję przebiec cały dystans.

Dlaczego zastępcą dyrektora Centralnego Ośrodka Sportu ds. sportowo-programowych został pan Marek Wieczorek? Choć ma kompetencje menedżerskie, nie jest specjalistą od sportu. A to właśnie on ma zajmować się koordynacją programów szkoleniowych, zgrupowań. Do tego trzeba mieć wiedzę lub doświadczenie branżowe.

- Po pierwsze, w COS nigdy nie było konkursów. Minister zawsze wyznaczał osoby, którym ufał. Wykształcenie Marka Wieczorka jest bardzo dobre - studia ekonomiczne, cztery studia podyplomowe, do tego zarządzanie w przeszłości siecią czterech ośrodków wczasowych, gdzie zatrudnionych było 800 osób. COS ma siedem ośrodków i zatrudnia 800 osób. Niemal kalka.

Natomiast pełna racja, jeśli chodzi o sport, tu nie ma kompetencji. Dlatego uzgodniłam z dyrektorem COS Damianem Drobikiem, że pan Wieczorek zajmie się wyłącznie prowadzeniem ośrodków. Bardzo wyraźnie ustaliłam z panem Drobikiem, że to on zajmie się aspektem sportowym, koordynacją pobytów sportowców z ich szkoleniem, bo ma właściwe doświadczenie i kompetencje. Poprosiłam go o wyjaśnienia i ich oczekuję: dlaczego ustalenia nie zostały dotrzymane.

Kilka tygodni temu mówiła pani w wywiadzie o powołaniu grupy doradców, wśród których miał być Zbigniew Boniek. Boniek później stwierdził, że o niczym nie wie. Jak to możliwe?

- Spotkaliśmy się. Wymieniliśmy poglądy, dał mi sporo inspirujących uwag, zadeklarowaliśmy sobie to, że będzie mi pomagał w formie wymiany opinii, konsultacji. Stwierdziliśmy wspólnie, że ani dla niego, ani dla mnie nie ma znaczenia, czy to forma doradcy, czy inna. Po prostu wymiana poglądów, gdy będzie mi potrzebna rada. Pan Zbigniew zgodził się. Podobnie jest z innymi sportowcami. Korzystam z ich rad. Chcę też powołać radę doradców przy ministrze. To nie będą nazwiska z pierwszych stron gazet, ale fachowcy znający się na sporcie od strony strategicznej.